Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla Oleśnicy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla Oleśnicy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2012

Zmiany, zmiany...

Drodzy moi!
Od mojego pierwszego wpisu na tym blogu minęło już ponad 1.5 roku. W tym czasie ewoluowałem ja, a razem ze mną ewoluował mój blog. I chyba nadszedł czas zmian radykalnych... A jeśli się zmieniać, to tylko na lepsze!

Każdy z dotychczasowych wpisów prezentował mój "osobisty" punkt widzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Może poza "Kompleksowym kalendarium", w którym pierwiastek prywatny zdawał się być wręcz niepożądany... Ale mam nadzieję, że tymi wszystkimi tekstami udało mi się pokazać Państwu, że można mieć własne zdanie, że o Oleśnicy można myśleć alternatywnie. I to się nie zmieni.

Do tej pory uciekałem od jatek. Owszem, zabierałem głos w tematach mniej lub bardziej kontrowersyjnych, jednak starałem się jak mogłem, by mój głos był głosem rozsądku. Bez nieuzasadnionej krytyki, bez szastania bezpodstawnymi wyrokami na lewo i prawo. Bez szkalowania, bez inwektyw. Bez łaciny. Normalnie. To się też nie zmieni.

Zdaję sobie sprawę, że mój styl pisania pozostawia wiele do życzenia. Przyczyną jest wyssane z mlekiem matki skrzywienie w kierunku nauk ścisłych, które później przerodziło się w tzw. "zboczenie zawodowe". Nie potrafię tworzyć kwiecistych metafor, okraszonych jeszcze bardziej rozbudowanymi parabolami. Nic na to nie poradzę... To się również nie zmieni. Podobnie jak moje niezbyt wyszukane poczucie humoru...

Co się zatem zmieni? Przede wszystkim: miejsce. Moje miejsce w internecie, które w końcu udało mi się odnaleźć. Oto bowiem blog zostaje przeniesiony pod adres: http://damiansiedlecki.dlaolesnicy.org, w pachnącym jeszcze nowością serwisie DlaOlesnicy.org.
Zatem, Drogi Czytelniku, jeśli w przyszłości w poszukiwaniu bloga "Z Oleśnicy i Dla Oleśnicy" natrafisz na stronę wyglądającą jak następuje:

Kliknij obrazek, aby powiększyć.
to nie szukaj dalej, ale kliknij "TAK" w odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz, aby wykonano przekierowanie na adres http://damiansiedlecki.dlaolesnicy.org". Zostaniesz przekierowany pod właściwy adres.


P.S.: A skoro już mowa o miejscu w internecie: DlaOlesnicy.org może być również Twoim miejscem w internecie, drogi Czytelniku.

piątek, 20 maja 2011

Rozpaczliwy głos "Zarządu"

Opublikowane na łamach portalu MojaOlesnica.pl stanowisko w sprawie w sprawie przejęcia przez samorządy terenów po byłym lotnisku wojskowym rozpętało burzliwą dyskusję wśród internautów. Pojawiały się głosy za przejęciem, z którymi nie do końca się zgadzam, ale je przyjmuję. Pojawiały się też głosy przeciwników takiej operacji, do których jest mi bliżej. Ogromną większość stanowiły głosy osób, które naprawdę miały coś do powiedzenia. Były to głosy mniej lub bardziej emocjonalne, ale przede wszystkim merytoryczne.

Niestety, tę budującą i potrzebną dyskusję przerwało oświadczenie podpisane przez "Zarząd OSP Glajt". Nie będę cytował tutaj całego oświadczenia, bo tak naprawdę kieruje ono dyskusję na temat lotniska na boczne tory, zupełnie niezwiązane z całą sprawą. Poruszona w nim zostaje jedna sprawa, z której muszę się wytłumaczyć.

Przede wszystkim: zdaję sobie sprawę, że do Oleśnickiego Stowarzyszenia Paralotniarzy "Glajt" należą osoby, które nie mają nic wspólnego ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Lotniska - Oleśnica. I tym osobom należą się moje przeprosiny za zbyt daleko idące uogólnienie. Jednak jest też co najmniej kilka osób należących do obu stowarzyszeń, więc o żadnej pomyłce nie może być mowy. Jedynym niedopatrzeniem, którego się dopuściłem było to, że nie upewniłem się, czy ów paralotniarz z "incydentu" jest członkiem SPL Oleśnica.

Co ciekawe, autor oświadczenia, czyli "Zarząd OSP Glajt", sam nie może się zdecydować, które stowarzyszenie reprezentuje. Podpisując się "Zarząd OSP Glajt" występuje w imieniu SPL Oleśnica, zarzucając mi pomówienie.

Cała pozostała treść oświadczenia to próba odwrócenia uwagi czytelników od istoty tematu i nieporadna próba jego zmiany. Taki manewr to znany zabieg socjotechniczny, dość typowy dla partii politycznych, niestety ostatnimi czasy mocno nadużywany przez polskich polityków na różnych etapach ich politycznej kariery. Stosując taki manewr, autor, zazwyczaj nie przebierając w słowach, próbuje przenieść cały ciężar dyskusji na interlokutora. Tak też było w tym przypadku, gdy "Zarząd OSP Glajt" dopuścił się dość rozpaczliwego ataku na mnie i na reprezentowane przeze mnie Stowarzyszenie Dla Oleśnicy. Z ogromnym żalem stwierdzam, że ów "Zarząd", w osobie pana Piotra Pawłowskiego, przenosi metody stosowane przez kolegów i koleżanki z większym doświadczeniem partyjnym do merytorycznej dyskusji na temat tak istotny dla Oleśnicy i jej mieszkańców.

Niniejszym oświadczam, że nie mam zamiaru odpowiadać na tego typu zaczepki. A już na pewno nie w rzeczowej i kulturalnej dyskusji dotyczącej lotniska, zainicjowanej przez przedstawiciela SPL Oleśnica, pana Zdzisława Kierkicza i skutecznie kontynuowanej przez czytelników portalu MojaOlesnica.pl. I niech "Zarząd OSP Glajt" w osobie pana Piotra Pawłowskiego przyjmie ten fakt do wiadomości i go uszanuje.

Z poważaniem
Damian Siedlecki
członek Stowarzyszenia Dla Oleśnicy

środa, 16 lutego 2011

List otwarty do Burmistrza

Szanowny Panie Burmistrzu,

W ciągu ostatnich kilku tygodni dochodzą do nas  – mieszkańców Oleśnicy – lekko niepokojące informacje dotyczące planowanych wydatków z budżetu miasta, które miałyby zostać spożytkowane na komputery dla miejskich radnych oraz na nowy samochód dla urzędu. Myślę, że wszyscy mieszkańcy naszego miasta, kierując się troską o nasze miasto i stan jego finansów oraz mając na uwadze praworządność, która powinna przyświecać wszystkim Pana działaniom, chcieliby poznać powody podejmowanych przez Pana i Urząd Miasta decyzji.
I tak na przykład: czym konkretnie kierował się Pan przedstawiając radnym na IV sesji Rady Miasta (w dniu 25. stycznia br.) propozycję zakupu przez Urząd Miasta służbowych komputerów? Oczywiście, żyjemy w XXI wieku; przestał być luksusem, a coraz częściej staje się narzędziem pracy. Myślę jednak, że wszyscy chcielibyśmy poznać prawdziwe motywy Pańskiej propozycji. Jeśli były to względy ekologiczne (zużycie papieru), to pragnąłbym zauważyć, że sprzęt elektroniczny również należy utylizować w odpowiedni sposób; poza tym komputery przenośne są wyposażone w baterie, które również mogą szkodzić, jeśli nie będą w odpowiedni sposób składowane. A jak sam Pan powiedział na tej samej sesji: „po 4 latach to się praktycznie zużywa”. Domyślam się, że aspekt ekologiczny nie był najważniejszy. Być może kierował się Pan pobudkami ekonomicznymi (rzekomo koszt jednego notebooka byłby porównywalny z kosztem przygotowania zestawu materiałów dla jednego radnego w postaci drukowanej na wszystkie sesje RM w 4-letniej kadencji). W tym przypadku jako kontrargument można podać, iż zdecydowanie najtańszym rozwiązaniem jest rozdawanie radnym materiałów na nośnikach elektronicznych (CD, DVD), z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjmując, że radni (ci najbardziej zainteresowani tematem) są już w posiadaniu prywatnych komputerów (bardzo dobry przykład dał radny Karasek). A nawet jeśli jeszcze ich jeszcze nie mają, to przecież celem diety jest, między innymi, pokrycie innych wydatków związanych z wykonywanym mandatem, jak rachunki telefoniczne czy zakup materiałów biurowych. Wydaje mi się, że służbowy komputer mieści się w tej definicji.
Drugim, dość ważkim tematem jest przetarg ogłoszony przez Urząd Miasta na zakup samochodu osobowego (nr sprawy: ZP/PN/1/2011). Tutaj pragnąłbym zwrócić uwagę, że mojej wątpliwości nie budzi sam fakt zakupu samochodu (aczkolwiek bardzo rażące jest to, że przetarg ten został rozpisany w zaledwie 2 miesiące po wyborach – czy w naszym mieście nie ma pilniejszych wydatków?), ale niektóre zapisy w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). Prawo o zamówieniach publicznych w Art. 29. pkt. 2. mówi, że „przedmiotu zamówienia nie można opisywać w sposób, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję”. I tak na przykład zapis w SIWZ mówiący o tym, że samochód powinien być wyposażony w „radar parkowania przodem i tyłem”. Wystarczy podstawowa umiejętność posługiwania się wyszukiwarkami internetowymi, by się przekonać, że termin „radar parkowania” dość jednoznacznie kojarzony jest z jedną, konkretną francuską marką samochodów. Jeśli dodać do tego zapis o „zawieszeniu automatycznie dostosowującym się do prędkości jazdy poprawiając jej bezpieczeństwo z możliwością zmiany prześwitu pojazdu w zależności od warunków drogowych”, który już zupełnie ograniczył możliwość wyboru do tej jednej, konkretnej marki, wówczas zachodzi podejrzenie, że warunki postawione przed oferentami stoją w sprzeczności ze wspomnianym artykułem ustawy. Znamienny jest fakt, że do urzędu wpłynęły dwie oferty i obie dotyczyły samochodów tej właśnie marki. To nie może być przypadek.
Jeszcze kilka miesięcy temu szedł Pan do wyborów pod hasłem „Oleśnica miastem marzeń i możliwości”. W swoim programie przedstawiał Pan zupełnie inne priorytety niż wyposażenie radnych w nowe, wcale nie niezbędne zabawki czy zakup nowego samochodu służbowego na własne potrzeby. Bardzo rażący jest fakt, iż właśnie takimi sprawami zajmuje się kierowany przez Pana Urząd Miasta i Rada Miasta od samego początku kadencji. A co z remontami, z rewitalizacją? Co ze strefą aktywności gospodarczej? W dalszym ciągu niejasna jest sprawa niedokończonej budowy kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej (zrzucanie winy na karb źle napisanej ustawy nie jest zbyt profesjonalne), przeciągającej się budowy rondo przy ul. Daszyńskiego (tutaj, według Pana dotychczasowych wyjaśnień zawiniła matka natura). Dla nas – byłych, obecnych i niedoszłych Pana wyborców – dużo istotniejszym tematem, wymagającym natychmiastowej reakcji jest stan dróg w Oleśnicy niż nowe gadżety dla urzędników i rajców miejskich. Zachodzą zatem przesłanki, że priorytety „naszych” włodarzy dość szybko rozminęły się z priorytetami naszymi – wyborców. Mam nadzieję, że stanie Pan na wysokości zadania i udzieli Pan merytorycznych wyjaśnień powyższych wątpliwości, przywracając nam tym samym wiarę w trafność demokratycznego wyboru dokonanego 21. listopada ubiegłego roku.

                                                             Z poważaniem

                                                             Damian Siedlecki
                                                       Stowarzyszenie Dla Oleśnicy

piątek, 26 listopada 2010

Wybory, wybory i... po wyborach...

Według najnowszych danych Państwowej Komisji Wyborczej:
- KWW Porozumienie Samorządowe 2002: 27.6% głosów
- KW Platforma Obywatelska RP: 18.7%
- KW Sojusz Lewicy Demokratycznej: 18.4%
- KW Prawo i Sprawiedliwość: 15.9%
- KWW Oleśniczanie: 14.9%
- KW Dla Oleśnicy: 3.2%
- KWW Dariusza Konopki Nowoczesna Oleśnica: 1.3%

Frekwencja w wyborach do Rady Miasta wyniosła 39.4%

W wyborach na burmistrza:
- Jan Bronś: 70.9%
- Halina Anna Dzięgło: 15.5%
- Przemysław Antoni Myszakowski: 13.6%

Frekwencja w wyborach na burmistrza wyniosła 39.5%


A więc: gratulacje zwycięzcom i chwała zwyciężonym!

Komentarz zacznijmy od frekwencji - zatrważająco niska, niższa niż 4 lata temu, gdy wyniosła 41.7%. To bardzo niedobrze. Bo świadczy to o kilku negatywnych sprawach. Po pierwsze: o tym, kto ma zasiadać we władzach miasta (czy jako burmistrz, czy jako radny) decyduje mniejszość. Po drugie: pomimo tego, że nasi dziadkowie, rodzice, koledzy przez pokolenia walczyli o demokrację i dopiero od 20 lat mogą się w pełni z niej cieszyć, to w tym czasie zdążyli się już nią zmęczyć. Zamiast korzystać z pełni praw, jakie ona daje, doszli do wniosku, że nie warto iść na wybory, bo i tak nic się nie zmieni... I dlatego też świadomie i dobrowolnie zrezygnowali ze skorzystania z uprawnień, jakie daje im demokracja. Dziwię się, bo przecież takie oddanie głosu na kogokolwiek - nic nie kosztuje. Nawet długopisu brać ze sobą nie trzeba... A można sobie przy okazji spacerek dla zdrowia  zrobić...
Czy taki ktoś ma prawo później narzekać, że w mieście źle się dzieje? Że władza się nie sprawdza? Osobiście uważam, że nie... Jestem za modelem demokracji, w którym wybory byłyby obowiązkowe. Być może wtedy demokracja zostałaby doceniona przez większość, a o przyszłości naszych miast, gmin, powiatów, województw i kraju decydowaliby ludzie wybrani przez większość...

Jeśli chodzi o wybory na burmistrza: No cóż... Tutaj lider przedwyborczych sondaży był silny słabością swoich konkurentów. Brak zdecydowanego i charyzmatycznego lidera opozycji, który mógłby przyciągnąć głosy wyborców nie do końca przekonanych do p. Bronsia przesądził o wyniku wyborów i rozmiarach wygranej dotychczasowego burmistrza. Do tego doliczyć należy jeszcze przedwyborcze podkładanie się lokalnych PO i SLD, które (zwłaszcza w przypadku tej pierwszej) nie mając w swoich szeregach osoby na tyle rozpoznawalnej, która mogłaby pociągnąć listę, postawiły na burmistrza, z nadzieją, że dzięki niemu zapewnią sobie wynik wyborczy na przyzwoitym poziomie. Sprytnie... Ale zupełnie bez polotu. Owszem, wynik został osiągnięty... Tylko co dalej?
No i brawa dla p. Haliny Dzięgło, która (przynajmniej na chwilę) skończyła z wizerunkiem "pani z gazetki parafialnej" i zaistniała w świadomości Oleśniczan jako kandydat na burmistrza. No i wykazała się większym temperamentem niż większość lokalnych "liderów" partyjnych, a jednego nawet pokonała w bezpośrednim starciu!

I wreszcie wybory do Rady Miasta... Dla mnie i znajomych ze Stowarzyszenia Dla Oleśnicy, mając na względzie niską frekwencję, wynik wyborów nie jest zaskoczeniem. W ogromnej większości ludzie głosowali na ugrupowania, które znają. Nawet nie na osoby, które znają, ale właśnie na ugrupowania. Wystarczy spojrzeć na wyniki i wnioski nasuwają się same: do Rady Miasta wybrane zostały osoby zajmujące na listach wyborczych miejsca od 1-3. To dowodzi tezie, że nie liczą się zasługi, nie liczą się dotychczasowe dokonania i działalność (a raczej bezczynność) w radzie - liczy się przynależność (partyjna) i miejsce na liście. Wyjątki są dwa: p. Jan Rybiałek, który startował z miejsca dziewiątego, oraz p. Katarzyna Jurzyk, która w miejsce p. Bronsia wejdzie do Rady. Będąc szósta na liście PS2002 uzyskała niezły wynik.
Smutna to konstatacja z tą przynależnością partyjną, ale prawdziwa. Dlatego też nie dziwi mnie aż tak bardzo wynik KW Dla Oleśnicy. Jako ugrupowanie zupełnie nieznane startowaliśmy z zerowego poziomu, a uzyskaliśmy wynik ponad 3%. Niby nie ma się czym chwalić, ale żałować też nie ma czego. Możemy natomiast pochwalić się tym, że rekomendowane przez nas osoby: Janusz Marszałek i Marek Laryś jako pierwsi przedstawiciele naszego powiatu w historii samorządu zostali wybrani do sejmiku województwa dolnośląskiego z listy KWW Rafała Dutkiewicza. I tutaj sukces jest ogromny!

Ze swojej strony mogę zapewnić, że Stowarzyszenie będzie działało nadal, jako opozycja ujmijmy to "pozaparlamentarna". Zgodnie uważamy, że praca w Radzie Miasta miała być środkiem do osiągnięcia pewnych celów, a nie celem samym w sobie, a sama obecność w radzie naprawdę nie jest szczytem naszych ambicji. Celem ma być działalność prospołeczna, dla dobra Oleśnicy i jej mieszkańców. Środki? Środki się znajdą... Mamy wiele pomysłów w zanadrzu i zapał do działania. W końcu przedstawiliśmy "Propozycje Dla Oleśnicy"... A to zaledwie początek...

poniedziałek, 8 listopada 2010

Bliskie spotkania z Rafałem...

Serdecznie zapraszamy w czwartek 11. listopada, na godz. 11:30 na oleśnicki rynek. Wraz z Rafałem Dutkiewiczem wyruszymy stamtąd w kierunku placu Zwycięstwa, w miejsce głównych obchodów Święta Niepodległości w naszym mieście.
Źródło: TuWroclaw.com

Prezydent Wrocławia przedstawi kandydatów swojego komitetu do sejmiku województwa dolnośląskiego - Janusza Marszałka i Marka Larysia oraz kandydatów KW Dla Oleśnicy do Rady Miasta Oleśnicy. Będzie okazja porozmawiać oko w oko, twarzą w twarz, ręka w rękę.
Serdecznie zapraszamy!

PS. Niech sobie partie organizują konwencje i na nich przedstawiają "programy"... Na zdrowie...

niedziela, 31 października 2010

Propozycje Dla Oleśnicy

Jak już wspominałem: program wyborczy to frazes. Przyzwyczaiły nas do tego partie polityczne, które z dużą regularnością (a dokładniej - co wybory: do parlamentu, do europarlamentu, do samorządu, na prezydenta) ogłaszają swoje programy i plany 4-letnie. O ile w przypadku dużej polityki taka gospodarka "planowa" ma jeszcze swoje uzasadnienie, bo w końcu dobrze byłoby wiedzieć w jakim kierunku będzie zmierzał nasz kraj pod rządami partii A, B lub C, o tyle na szczeblu samorządowym takiego sensu już nie ma. Bo jaki sens ma ogłaszanie programu wyborczego przez lokalnych partyjnych kacyków, czy liderów regionalnych organizacji "samorządowych", w którym znajdują się rzeczy oczywiste: remonty dróg, chodników, zabytków, nowe ronda, renowacje instalacji burzowych, dbanie o czystość i porządek. Często wśród sloganów wyborczych pojawiają się sprawy wynikające bezpośrednio z obligatoryjnych zadań własnych miasta, regulowanych przez ustawy, a to jest już totalnym absurdem! Miasto ma się rozwijać, jego mieszkańcom ma się żyć lepiej, dostatniej i wygodniej i to nie podlega absolutnie żadnej dyskusji!

Niestety w tych wszystkich obietnicach zapomina się o samym wyborcy. O bieżących problemach Oleśniczan. Bardzo często zdarza się, że przy ustalaniu, a czasem nawet przy realizacji programu wyborczego zapomina się o zwykłym mieszkańcu i o jego opinii, a sprawy najważniejsze dla miasta są ustalane bez porozumienia z mieszkańcami.

Dlatego właśnie Komitet Wyborczy Dla Oleśnicy nie posiada programu w powszechnym tego słowa znaczeniu. Wspomniane wyżej sprawy oczywiste dla Oleśnicy i dla Oleśniczan są na tyle bezdyskusyjne, że umieszczanie ich w programie wyborczym byłoby tautologią. My przedstawiamy wyborcom propozycje, które, mamy nadzieję, znajdą uznanie mieszkańców naszego miasta. Propozycje, które dotyczą zarówno miasta, jako całości, jak i samych jego mieszkańców. Oto poszczególne punkty tej oferty:

Po pierwsze: dialog i działanie. Chcemy być otwarci na Oleśniczan, wysłuchiwać ich opinii, spraw bieżących i problemów, a następnie je rozwiązywać.
Miejscem kontaktu naszych przyszłych radnych z mieszkańcami mógłby być uruchomiony właśnie przez nas portal DlaOlesnicy.org. W zamierzeniu służyć ma on komunikacji pomiędzy mieszkańcami a radnymi. Mieszkańcy będą mogli przedstawiać swoje propozycje, oczekiwania, problemy, wypowiadać się w sprawach dotyczących miasta, a radni: prezentować projekty uchwał, opiniować i zwracać się o opinię mieszkańców. W ten sposób będzie można wspólnie konsultować i dyskutować możliwe rozwiązania. Ponadto my możemy zaoferować pomoc w rozwiązywaniu tych spraw. I nie poprzez interpelacje, które stały się ulubionym narzędziem radnych w obecnej kadencji, a które służą jedynie odsuwaniu i odwlekaniu rozwiązań na później; ale poprzez konkretne działania: bezpośrednie interwencje u stron, konsultacje społeczne (zwłaszcza w sprawach inwestycji miejskich), zasięganie opinii specjalistów i mediacje, mając na względzie interes mieszkańców miasta. Opinia mieszkańców powinna być wiążąca dla urzędników podejmujących najważniejsze decyzje dotyczące miasta.

Po drugie: merytoryczne przygotowanie. Chcemy racjonalnie i merytorycznie podchodzić do wszystkich propozycji władzy wykonawczej w mieście, czyli burmistrza. Chcemy czynnie te propozycje opiniować i czuwać nad zasadnością podejmowanych na sesjach Rady Miasta uchwał, podpowiadać burmistrzowi rozwiązania najbardziej korzystne dla Oleśnicy i Oleśniczan, kontrolować budżet miasta i jego wykonanie przez burmistrza i przygotowywać rozwiązania systemowe najważniejszych dla mieszkańców problemów. Nie będziemy biernymi uczestnikami sesji Rady Miasta ani maszynkami do głosowania w rękach koalicji czy opozycji.

Po trzecie: rozwiązania systemowe. Są sprawy, które bezwzględnie wymagają interwencji, ale nie tej doraźnej, która stanowiłaby rozwiązanie tymczasowe, a systemowej, technicznej, przedefiniowałaby niektóre podmioty. I tak na przykład: jeśli chodzi o drogi - miasto nie może remontować dróg, które do niego nie należą. A powiat, województwo na utrzymanie niektórych tras dają naprawdę kwoty znikome w porównaniu z potrzebami. Jest to szczególnie widoczne zimą, gdy drogi niebędące we władaniu miasta często nie są odśnieżane, a ich pozimowych remontów nie można się doczekać. Dlatego niezbędne jest przejęcie wszystkich dróg powiatowych i wojewódzkich przebiegających przez miasto. To miasto powinno nimi zarządzać i dbać o ich stan i utrzymanie. Drugim przykładem może być instytucja bodajże najbardziej eksponowana w naszym mieście: MOKiS. Połączenie kultury i sportu to spory ewenement. Kultura i sport to bardzo szeroki zakres kompetencji, który może przerosnąć każdego, pomimo nawet najszczerszych chęci obecnej dyrekcji ośrodka. Może właśnie dlatego obecna formuła Dni Oleśnicy nie spełnia oczekiwań mieszkańców, a samo święto miasta nie jest świętem na miarę jego ambicji. Ze sportem jest nie lepiej. Sport na europejskim poziomie dopiero wchodzi do Oleśnicy, a jego małą namiastką był niedawny charytatywny turniej siatkówki. Dla porównania wygląda na to, że w Twardogórze zagościł już na dobre. Jesteśmy za decentralizacją działań miasta w zakresie kultury i sportu i za powierzaniem ich wyspecjalizowanym jednostkom. Lepiej wykonywać mniej zadań, a dobrze, niż wiele, ale dostatecznie. Jest takie przysłowie o łapaniu wielu srok za ogon...

To tylko przykłady.
Zapraszam do dyskusji...

środa, 27 października 2010

Dla Oleśnicy: czyli o tym, że brak programu też może być programem...

Słówko komentarza do dzisiejszego artykułu z Oleśniczanina.

Festiwal obietnic wyborczych trwa! Można się zgubić w natłoku różnych programów wyborczych, którymi od kilku tygodni zasypywani jesteśmy z każdej strony każdej gazety. Pogubić można się o tyle, że różne opcje polityczne i samorządowe w zasadzie proponują to samo: ronda, remonty dróg, poszukiwanie inwestorów, przejmowanie lotnisk, zamków i kościołów... Dobrym tego komentarzem niech będzie zasłyszany niedawno dialog:
- Ile dajecie?
- My osiem! Ale czego?
- No rond oczywiście...
- A nieeee... Rond to my dajemy dziesięć!
Tak samo jak w ilości rond, komitety prześcigają się w długości oddanych chodników dla pieszych, wyremontowanych dróg i zabytków, wybudowanych sal gimnastycznych. A już całkowicie nagannym jest zwyczaj składania obietnic, które są już zrealizowane, są w trakcie realizacji, bądź też już dawno podjęto decyzję o realizacji (o czym świadczyć może np. fakt ogłoszenia przetargu, wyłonienia wykonawcy itp.).

Doszło do sytuacji absurdalnej: wszyscy obiecują, programy większości komitetów wyborczych są w dużej mierze takie same, jeśli nie identyczne! Bo czym różni się program oleśnickiego PiS-u od programu oleśnickiej PO czy oleśnickiego SLD? Może tym, że jedni lokują swoje uczucia w zamku, inni w lotnisku, a jeszcze inni w sali gimnastycznej. A co ich łączy? Walka o fotel wiceburmistrza!

Dlatego też My, czyli członkowie Stowarzyszenia Dla Oleśnicy i Komitetu Wyborczego Dla Oleśnicy postanowiliśmy zaproponować Oleśniczanom coś innego - brak programu wyborczego! Brak tradycyjnego programu wyborczego, takiego do jakiego zdążyły nas już przyzwyczaić partie polityczne z czynnym udziałem środków masowego przekazu.
I mimo, że programu sensu stricte nie mamy, to nawet gdy spotykamy się, to możemy przez kilka godzin rozmawiać o naszym "braku programu". O tym, że sprawy oczywiste, jak remonty dróg, chodników, dbanie o porządek w mieście i poszukiwania inwestora, nie powinny stanowić centralnego punktu programu wyborczego, a ich realizacja nawet nie powinna podlegać dyskusji; o tym, że od samych obietnic ważniejsza jest ich realizacja; o tym, że od słów ważniejsze jest działanie. Wszyscy uważamy, że sztuczne obieranie programu wyborczego i późniejsze sztywne się jego trzymanie nie jest najlepszą metodą na sprawowanie władzy w mieście. Najważniejsza jest Oleśnica i jej mieszkańcy! A ci są często pomijani przy podejmowaniu strategicznych decyzji w tym mieście...

I żebym nie został źle zrozumiany: to nie jest tak, że nie mamy Oleśniczanom nic do zaproponowania. Mamy i to dużo! Ale o tym... może w następnym poście...

piątek, 24 września 2010

Zróbmy coś Dla Oleśnicy!

Nadchodzi... Coraz bliżej... Da się już wyczuć... Co? Atmosfera przedwyborcza... O wyborach samorządowych słychać już wszędzie... Pojawiają się tak zwane "artykuły sponsorowane"... Media spekulują: ktogdziez kim i dlaczego...
Ludzie, do których adresowane są te działania podzielić można na dwie kategorie: na takich, którzy reagują (zgadzając się lub nie) i takich, którym wszystko jedno, bo wybory samorządowe ich nie obchodzą... Bo są za mało ważne... Bo kandydaci niepoważni... Bo i tak nic się nie zmieni! I tu się nie zgodzę... 
Po pierwsze: osobiście uważam, że wybory samorządowe są równie ważne, jak wybory parlamentarne! To w nich wybierasz ludzi, którzy przez najbliższych kilka lat będą decydować o wyglądzie Twojej "małej ojczyzny". To oni będą mieć niemały wpływ na to, jak będzie się żyło w Oleśnicy, na Twoim osiedlu i co będzie się działo w Twoim mieście i na Twoim podwórku.
Po drugie: nic się nie zmieni? No cóż... Jeśli wybiera się ludzi, którzy znajdują się w radzie miejskiej "przez zasiedzenie"... Którzy uważają, że mandat radnego im się po prostu należy - w końcu przez tyle lat piastowali ten urząd... Którzy przyzwyczaili się, że miarą ich skuteczności jest ilość wniesionych interpelacji, a nie ilość pomyślnie (dla wyborców!!!) rozwiązanych spraw... W takiej sytuacji rzeczywiście nie ma co liczyć na zmianę... A wystarczy wyjść naprzeciw wyborcom... Słuchać ich... W razie potrzeby konfrontować... Mediować... Służyć radą (tytuł zobowiązuje: RADNY!!!), pomocą... Same obietnice nie wystarczą, by być DOBRYM radnym... A obiecywać można dużo! A nawet więcej! Wielokrotnie się zdarzało, że im więcej się obiecało, im bardziej "oczarowało się" wyborców swoimi obietnicami, tym większe były szanse wygranej... Czy taka postawa jest w porządku wobec wyborcy? Bez komentarza... Czy można to zmienić? Można! Trzeba tylko dobrze wybrać... Ale przede wszystkim, trzeba zmienić to, co zmienić trzeba, czyli podziękować   "zasiedziałym", a dać szansę tym, którzy mają pomysły, ambicje, są kreatywni i chcą wspólnie pracować Dla Oleśnicy, dla jej dobra...

Przekonałem? Dałem do myślenia? 
Zapraszam:
siedlaq@gmail.com