Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komputer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komputer. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lipca 2011

Żelaznej konsekwencji ciąg dalszy

Całkiem niedawno pisałem o żelaznej konsekwencji w działaniach Pana Burmistrza Oleśnicy. I właśnie Urząd Miasta Oleśnicy podał nam - mieszkańcom - kolejny jej przykład. Niemalże wzorcowy!

Temat komputerów dla miejskich radnych pojawił się w styczniu, na pierwszej tegorocznej sesji Rady Miasta. Wtedy to Pan Burmistrz wystąpił z ofertą (co tu dużo mówić: nie do odrzucenia), by "naszym" reprezentantom "użyczyć" służbowe komputerki. W pierwszej chwili zdezorientowani radni nie bardzo wiedzieli jak zareagować (co dokładnie słychać na zapisie audio ze styczniowej sesji, od 121 minuty 20 sekundy). Zaprawdę wielkie było ich zdziwienie, jednak po ochłonięciu i przetrawieniu nadmiaru informacji zgłosiło się 17 radnych (ostatecznie 18).

Na kolejnej sesji Sekretarz Miasta autorytatywnie udowadniał, że zakup takich komputerków to realna oszczędność dla miasta. Potem Pan Burmistrz pisał, że będzie to świetna promocja Oleśnicy "jako miasta nowoczesnego jako miasta nowoczesnego, korzystającego z innowacyjnych systemów informatycznych" (hehe...).

W międzyczasie Pan Burmistrz zdążył się obrazić na internautów. Pan Sekretarz przyznał się publicznie, że niezbyt dobrze radzi sobie z instrukcją obsługi komputera. Później sprawa nieco przycichła... O netbookach nikt nie wspominał. Sprawa zaczęła wyglądać tak, jakby Pan Burmistrz o niej zapomniał.
Ale nie! To nie byłoby w stylu NASZEGO Pana Burmistrza! To przecież zachwiałoby jego wizerunkiem władcy stanowczego i konsekwentnego. Pan Burmistrz jedynie na jakiś czas uśpił czujność krytyki, bo oto kilka dni temu Urząd Miasta ogłosił przetarg na zakup "Netbooków dla Miasta Oleśnicy".

No i jak tu nie kochać Pana Burmistrza?!? Nie dość, że jego konsekwencja stanowi wzór dla innych polityków... Nie dość, że broni Oleśniczan przed złym smokiem (nie do końca przed tym, co powinien, ale zawsze!)... To jeszcze nam - podwładnym - funduje komputery! Ma facet gest! Co prawda tych szczęśliwców będzie tylko 18 i będą to osoby z grona powszechnie określanego mianem "burmistrzowych potakiwaczy"... Ale liczy się TEN GEST! Co więcej: za jakieś 4-5 lat każdy z nas będzie mógł wykupić te komputerki za jakąś symboliczną kwotę i będzie mógł powiedzieć: "Mam teraz komputer, z którego korzystał radny-fryzjer-wykładowca!" albo "Mam w domu pamiątkę po pierwszym informatyku Oleśnicy!". Świetna sprawa!!! A jaka promocja Oleśnicy!!!

Niestety na tym kryształowym obrazie Pana Burmistrza jako władcy konsekwentnego, o światłym umyśle, pojawia się pewna maleńka rysa... Chodzi o warunki tego przetargu... Konkretnie o wybór najlepszej oferty... Otóż w tym przetargu, to nie cena jest kryterium decydującym! Jest to bodajże pierwszy (no chyba, że się mylę), historyczny przetarg organizowany przez Urząd Miasta Oleśnicy, w którym pojawiają się kryteria inne niż cena. I tu niestety mamy mały przykład braku konsekwencji... A może jest to swoisty eksperyment Pana Burmistrza i Pana Sekretarza? Zaprawdę, niezbadane są ich wyroki...

W każdym bądź razie z niecierpliwością czekamy teraz na przetarg na szkolenie dla "szczęśliwej 18" pt.: "Komputer jak wygląda - każdy widzi! Ale do czego służy i jak go włączyć?".

Zbieżne:

czwartek, 21 kwietnia 2011

E-urząd na e-papierze

W oleśnickich mediach - tych drukowanych i tych internetowych - zawrzało. Najpierw w ogniu krytyki redaktorów portalu internetowego znalazł się najwyższy rangą urzędnik w oleśnickim magistracie, czyli sam Sekretarz Miasta. Teraz ten odwdzięczył się pięknym za nadobne i odpowiedział mu na piśmie. Papierowym.

Poszło o artykuły promocyjne dotyczące dwóch projektów współfinansowanych przez Unię Europejską. Artykuły promocyjne, czyli coś w rodzaju płatnych reklam. Zwykle, celem publikacji takich materiałów promocyjnych jest wykazanie skuteczności danej jednostki w pozyskiwaniu dotacji unijnych oraz pokazanie, w jaki sposób i na jakie cele te dotacje są wykorzystywane. W tym przypadku chodziło o projekty związane informatyzacją samego urzędu oraz podległych mu jednostek oświatowych: e-urząd oraz e-oświata. Magistrat postąpił rozsądnie wystosowując zapytania ofertowe (tu i tu), by spośród kilku ofert lokalnych mediów wybrać najkorzystniejszą, czyli najtańszą. Ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach...

No właśnie. Redaktorzy portalu MojaOleśnica.pl doszukali się uchybień. Według nich Urząd Miasta w takim postępowaniu faworyzował media drukowane ponad media internetowe, nie dopuszczając tych drugich do przedłożenia swojej oferty. Pojawiły się też wątpliwości redaktorów co do bezstronności zleceniodawcy ze względu na koligacje rodzinne, które są bezsprzecznym faktem. Nie mnie oceniać, czy miały one jakikolwiek wpływ na wybór takiej, a nie innej oferty, dlatego też tego wątku komentować nie mam zamiaru. Ale za to pozwolę sobie skomentować wątek pierwszy, czyli sprawę faworyzowania wydawnictw papierowych.

W przypadku obu zapytań największe wątpliwości wzbudziło ograniczenie liczby oferentów do tych reprezentujących wydawnictwa papierowe. Teoretycznie zleceniodawca w zapytaniu ofertowym może podać niemalże dowolne warunki zamówienia, co sugeruje, że wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Ale już o ironię zakrawa fakt, że ograniczenie to pojawia się w zapytaniach dotyczących "e-projektów", czyli projektów związanych z wydatkami na rozwój systemów informatycznych i sieciowych. Mówiąc krótko: promocja e-urzędu i e-oświaty została ograniczona do mediów tylko i wyłącznie papierowych. To tak jakby zmuszać programistę do pisania aplikacji na kartce papieru, bez dostępu do komputera.

Co ciekawe, w "Poradniku Beneficjenta..." podanym przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego istnieje następujący zapis: "wskazane  jest także stosowanie innego typu narzędzi  informacyjno-promocyjnych, dostosowanych do rodzaju (...) realizowanego projektu. Im więcej podjętych działań promocyjnych projektu tym lepiej", który ja rozumiem tak: jeśli projekt dotyczy systemów informatycznych i szeroko pojętych "e-usług", to wręcz wskazane byłoby, by materiały promocyjne były publikowane na stronach i portalach internetowych. Gdyby projekt dotyczył nie e-urzędu i e-oświaty, ale czegoś innego, prawdopodobnie nie byłoby żadnych wątpliwości.

W dzisiejszej Panoramie Oleśnickiej ukazała się cięta riposta Sekretarza Miasta. Zaczął dość spokojnie, w sposób typowy dla urzędnika: że konieczność zamieszczania ogłoszeń prasowych wynikała z umowy z Urzędem Marszałkowskim, że wszystko odbyło się z harmonogramem realizacji projektów. Należy dać temu wiarę, w końcu to Pan Sekretarz stoi na czele tzw. Komitetu Wdrożeniowego, więc zdecydowanie wie co mówi. Ciekawe, czy te harmonogramy, na które powołuje się Pan Sekretarz przewidują promocję tych projektów na stronach i portalach internetowych, w sposób inny niż w postaci "twardych" i "namacalnych" materiałów promocyjnych? Tego już nie wiemy.

Dalej pojawia się argument o ofercie najkorzystniejszej spośród nadesłanych, tutaj również należy się zgodzić z Panem Sekretarzem.

Później pojawia się argumentacja co do wersji papierowej. Pan Sekretarz pisze, że "wersja papierowa dociera zarówno do osób korzystających z komputerów, jak i osób z nich niekorzystających. Gazeta w formie papierowej jest o wiele bardziej dostępna niż komputer - zarówno pod względem ceny, jak i instrukcji obsługi (...)". Czytam i własnym oczom nie wierzę! Żyjemy w XXI wieku, sieć internetowa oplotła cały świat, komputer przestaje być luksusem, a Pan Sekretarz twierdzi, że gazeta w formie papierowej jest O WIELE BARDZIEJ DOSTĘPNA niż komputer? Z jakiej epoki Pan pochodzi, Panie Sekretarzu?
Gazeta ma nakład kilku tysięcy egzemplarzy i jej "czytalność" jest dość mocno ograniczona terytorialnie. W tej chwili ogromna większość komputerów jest podłączonych do internetu. Ba! Doszło do tego, że komputer przestał być niezbędny, by uzyskać dostęp do internetu (są komórki, nawet telewizory z dostępem do sieci). Do materiałów zamieszczonych w internecie można dotrzeć z niemalże każdego zakątka świata, nie tylko z powiatu! A Pan Sekretarz pewien swego twierdzi, że gazeta jest bardziej dostępna niż komputer.
W pewnym sensie jednak rację ma... Z gazety można zrobić samolocik, gazetą można zabić muchę... Komputerem raczej się nie da, chociaż... nigdy nie próbowałem. Jeśli chodzi o instrukcję obsługi, to fakt, gazeta takowej nie potrzebuje (raczej); ale jeśli chodzi o komputer, to moja córka w wieku 3.5 roku potrafiła włączyć komputer i wpisać hasło. Teraz, w wieku 5.5 roku całkiem nieźle sobie radzi z oglądaniem bajek przez internet. Papierowej (a jakże!) instrukcji obsługi nie potrzebowała nigdy.

Kolejna ciekawa teza wyrażona przez Pana Sekretarza: "format "A3" (cała strona gazety) jest wyraźniejszy niż monitor komputera". Z całym szacunkiem Panie Sekretarzu, ale to Pan był jedną z osób, które całkiem niedawno proponowały naszym miejskim radnym służbowe komputerki o przekątnej ekranu około 10 cali, pod warunkiem, że zrzekną się swoich praw do słowa drukowanego. Teraz twierdzi Pan, że słowo drukowane jest lepsze niż komputer. Więc jak to jest naprawdę?

Dalej: "Ponieważ celem planowanych publikacji jest dotarcie z informacją do różnych środowisk i grup społecznych, byłoby rzeczą nieuczciwą ograniczyć krąg odbiorców tylko do osób korzystających z technologii informatycznych". A do jakich osób adresowane są wdrażane projekty e-urząd i e-oświata? Czy nie do osób właśnie korzystających z technologii informatycznych? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że ktoś, kto nigdy nie miał komputera, po przeczytaniu materiałów promocyjnych o e-projektach, pójdzie do sklepu i sprawi sobie komputer tylko dlatego, żeby swój wniosek o dowód osobisty przesłać do jakiegoś abstrakcyjnego (dla niego) e-urzędu. Ale może się mylę?

Czytamy dalej: "Sensacyjna teza autora publikacji o wyborze formy papierowej (...) jest pozbawiona sensu, ponieważ Panorama Oleśnicka ma również swoje wydanie internetowe i mogłaby przystąpić do przetargu dla mediów elektronicznych". Po pierwsze: nie do przetargu, a do zapytania cenowego. Po drugie: święta prawda! Swoje wydanie internetowe ma i "Panorama Oleśnicka", i "Oleśniczanin". I MojaOleśnica.pl jest portalem internetowym. Dlaczego więc nałożono odgórne ograniczenia na oferentów, by swoje oferty mogły przedstawić TYLKO wydawnictwa papierowe? Czy naprawdę potrzebny był taki warunek w zapytaniu cenowym w sprawie e-projektów? Czy nie byłby bardziej racjonalnym warunek, by materiały promocyjne ukazały się w prasie drukowanej ORAZ w internecie?

Na koniec parę słów do tych, którzy uważają, że redaktorzy MojejOleśnicy.pl podnieśli cały ten raban z powodu kilku złotych, które umknęły im sprzed nosa. Jak się okazało (tu i tu), całe zamówienie było warte zaledwie kilkaset złotych, naprawdę niedużo, jeśli wziąć pod uwagę format ogłoszenia. Gdyby do mnie zwrócił się Pan Sekretarz z prośbą o umieszczenie materiałów promocyjnych na blogu - zrobiłbym to jeszcze taniej, bo ZA DARMO (nie płacę za tego bloga, ani na nim nie zarabiam; niestety znajduje się on w internecie, który "nie jest tak dostępny jak forma papierowa"). W moim mniemaniu, tu chodziło o ideę. O odpowiednią promocję projektów wdrażanych przez Urząd Miasta, adekwatną do rodzaju tych projektów. "E-projekty", więc "e-promocja". Dla mnie takie połączenie jest bardzo logiczne.

Ale najwyraźniej nie jest logiczne dla urzędników, dla których "nowoczesnym systemem informatycznym" jest już komputer sam w sobie. Z całej tej sprawy wyłania się  wręcz karykaturalny obraz oleśnickiego urzędnika, któremu ktoś kiedyś powiedział, że wszystko, co zaczyna się na "e-" jest nowoczesne. Więc urzędnik ten radę sobie wziął do serca i mimo braku podstawowej wiedzy o e-technologiach, postawił na nowoczesność. I w pogoni za tą "e-nowoczesnością" tak się zatracił, że zapomniał o istnieniu internetu. Może o nie tyle samym istnieniu, co o jego dostępności. Trwając w w swojej błogiej niewiedzy, bez zażenowania wygłasza nieuzasadnione poglądy, które stoją w sprzeczności do wszelkich badań prowadzonych nad internetem i mediami od lat, dość czytelnie obrazujących  dynamiczny rozwój internetu i e-technologii w naszym kraju.
Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że urzędnik ten pracuje nad projektem, którego celem jest m.in. wykorzystanie internetu do komunikacji urzędu ze społeczeństwem. Jakież moralne katusze musi przeżywać nasz urzędnik na co dzień,, jak bardzo musi on się miotać pomiędzy obowiązkami służbowymi, a własnymi poglądami i strachem przed komputerem?  Poglądami i strachem, które być może wynikają z własnej niewiedzy, być może z braku odpowiedniego przygotowania merytorycznego, a które zostały wyraźnie wyartykułowane przez samego urzędnika: PAPIER JEST ZDECYDOWANIE BARDZIEJ DOSTĘPNY (czytaj: lepszy) NIŻ KOMPUTER! Nie wspominając już o instrukcji obsługi...

środa, 23 lutego 2011

Burmistrz odpowiada...

W dzisiejszej prasie oleśnickiej oraz na portalu MojaOlesnica.pl pojawiła się odpowiedź Burmistrza na mój list otwarty, za którą bardzo serdecznie dziękuję. Już niedługo, w osobny wątku ustosunkuję się do słów pana Burmistrza. Oto treść odpowiedzi:

Odnosząc się do listu p. Damiana Siedleckiego zawierającego krytykę planów i już zrealizowanych działań Rady Miasta wygłoszonych na sesji w dn. 26.01. br., oznajmiam, co następuje:

W sprawie propozycji zakupu służbowych notebooków dla radnych, uważam, iż jest to pomysł jak najbardziej racjonalny, mający uzasadnienie zarówno ekonomiczne jak i pragmatyczne. Po pierwsze, biorąc pod uwagę przynajmniej czteroletnią eksploatację tych urządzeń, koszty ich zakupu będą znacznie mniejsze, aniżeli rozdysponowywanie w tym okresie materiałów dla radnych w formie tradycyjnej (koszt papieru, tonerów, energii; czas pracy urzędników, gońca itd.). Po drugie, dzięki służbowym komputerom, radni uzyskają bezpośredni dostęp do systemów informacyjnych UM, co umożliwi efektywniejszą komunikację i efektywność bez angażowania pracowników Urzędu. Po trzecie, sprzęt ten pełnić może funkcje promocyjne – kreowania wizerunku Oleśnicy jako miasta nowoczesnego, korzystającego z innowacyjnych systemów informatycznych. Po czwarte wreszcie, umożliwi to bezpośrednią, nieograniczoną co do miejsca i czasu komunikację radnych z wyborcami (warto przy okazji nadmienić, że nie wszyscy radni dysponują tego typu sprzętem).

W sprawie zakupu nowego samochodu dla Urzędu Miasta, przede wszystkim należy stwierdzić, że transakcja przeprowadzona została zgodnie z prawem, tj. z ustawą o zamówieniach publicznych. W sporządzonej specyfikacji przetargowej kierowaliśmy się racjonalnymi przesłankami: bezpieczeństwem, funkcjonalnością i, przede wszystkim, ceną. Zarzut, iż specyfikacja sugerowała określoną markę jest całkowicie nieuzasadniony: przedstawione warunki spełnia co najmniej kilka modeli dostępnych na rynku. Zakupiony samochód jest wśród tychże modeli najmniej luksusowy i prestiżowy (i jednocześnie najtańszy), za to jeśli chodzi o właściwości – porównywalny. Dla porządku dodam tylko, że orzeczenia organów nadzorczych są w tej kwestii jednoznaczne: stwierdzają, że wymogi ustawy zostały całkowicie spełnione, zachowana została zasada konkurencyjności. Na marginesie dodam, iż z opublikowanego przez p. Siedleckiego tekstu wynika, że nie zapoznał się on raczej z treścią ustawy o zamówieniach publicznych i procedurami przetargowymi obowiązującymi w UM Oleśnica, co w efekcie zaowocowała chybioną, krytyczną argumentacją.

Burmistrz Oleśnicy
Jan Bronś

środa, 16 lutego 2011

List otwarty do Burmistrza

Szanowny Panie Burmistrzu,

W ciągu ostatnich kilku tygodni dochodzą do nas  – mieszkańców Oleśnicy – lekko niepokojące informacje dotyczące planowanych wydatków z budżetu miasta, które miałyby zostać spożytkowane na komputery dla miejskich radnych oraz na nowy samochód dla urzędu. Myślę, że wszyscy mieszkańcy naszego miasta, kierując się troską o nasze miasto i stan jego finansów oraz mając na uwadze praworządność, która powinna przyświecać wszystkim Pana działaniom, chcieliby poznać powody podejmowanych przez Pana i Urząd Miasta decyzji.
I tak na przykład: czym konkretnie kierował się Pan przedstawiając radnym na IV sesji Rady Miasta (w dniu 25. stycznia br.) propozycję zakupu przez Urząd Miasta służbowych komputerów? Oczywiście, żyjemy w XXI wieku; przestał być luksusem, a coraz częściej staje się narzędziem pracy. Myślę jednak, że wszyscy chcielibyśmy poznać prawdziwe motywy Pańskiej propozycji. Jeśli były to względy ekologiczne (zużycie papieru), to pragnąłbym zauważyć, że sprzęt elektroniczny również należy utylizować w odpowiedni sposób; poza tym komputery przenośne są wyposażone w baterie, które również mogą szkodzić, jeśli nie będą w odpowiedni sposób składowane. A jak sam Pan powiedział na tej samej sesji: „po 4 latach to się praktycznie zużywa”. Domyślam się, że aspekt ekologiczny nie był najważniejszy. Być może kierował się Pan pobudkami ekonomicznymi (rzekomo koszt jednego notebooka byłby porównywalny z kosztem przygotowania zestawu materiałów dla jednego radnego w postaci drukowanej na wszystkie sesje RM w 4-letniej kadencji). W tym przypadku jako kontrargument można podać, iż zdecydowanie najtańszym rozwiązaniem jest rozdawanie radnym materiałów na nośnikach elektronicznych (CD, DVD), z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjmując, że radni (ci najbardziej zainteresowani tematem) są już w posiadaniu prywatnych komputerów (bardzo dobry przykład dał radny Karasek). A nawet jeśli jeszcze ich jeszcze nie mają, to przecież celem diety jest, między innymi, pokrycie innych wydatków związanych z wykonywanym mandatem, jak rachunki telefoniczne czy zakup materiałów biurowych. Wydaje mi się, że służbowy komputer mieści się w tej definicji.
Drugim, dość ważkim tematem jest przetarg ogłoszony przez Urząd Miasta na zakup samochodu osobowego (nr sprawy: ZP/PN/1/2011). Tutaj pragnąłbym zwrócić uwagę, że mojej wątpliwości nie budzi sam fakt zakupu samochodu (aczkolwiek bardzo rażące jest to, że przetarg ten został rozpisany w zaledwie 2 miesiące po wyborach – czy w naszym mieście nie ma pilniejszych wydatków?), ale niektóre zapisy w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). Prawo o zamówieniach publicznych w Art. 29. pkt. 2. mówi, że „przedmiotu zamówienia nie można opisywać w sposób, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję”. I tak na przykład zapis w SIWZ mówiący o tym, że samochód powinien być wyposażony w „radar parkowania przodem i tyłem”. Wystarczy podstawowa umiejętność posługiwania się wyszukiwarkami internetowymi, by się przekonać, że termin „radar parkowania” dość jednoznacznie kojarzony jest z jedną, konkretną francuską marką samochodów. Jeśli dodać do tego zapis o „zawieszeniu automatycznie dostosowującym się do prędkości jazdy poprawiając jej bezpieczeństwo z możliwością zmiany prześwitu pojazdu w zależności od warunków drogowych”, który już zupełnie ograniczył możliwość wyboru do tej jednej, konkretnej marki, wówczas zachodzi podejrzenie, że warunki postawione przed oferentami stoją w sprzeczności ze wspomnianym artykułem ustawy. Znamienny jest fakt, że do urzędu wpłynęły dwie oferty i obie dotyczyły samochodów tej właśnie marki. To nie może być przypadek.
Jeszcze kilka miesięcy temu szedł Pan do wyborów pod hasłem „Oleśnica miastem marzeń i możliwości”. W swoim programie przedstawiał Pan zupełnie inne priorytety niż wyposażenie radnych w nowe, wcale nie niezbędne zabawki czy zakup nowego samochodu służbowego na własne potrzeby. Bardzo rażący jest fakt, iż właśnie takimi sprawami zajmuje się kierowany przez Pana Urząd Miasta i Rada Miasta od samego początku kadencji. A co z remontami, z rewitalizacją? Co ze strefą aktywności gospodarczej? W dalszym ciągu niejasna jest sprawa niedokończonej budowy kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej (zrzucanie winy na karb źle napisanej ustawy nie jest zbyt profesjonalne), przeciągającej się budowy rondo przy ul. Daszyńskiego (tutaj, według Pana dotychczasowych wyjaśnień zawiniła matka natura). Dla nas – byłych, obecnych i niedoszłych Pana wyborców – dużo istotniejszym tematem, wymagającym natychmiastowej reakcji jest stan dróg w Oleśnicy niż nowe gadżety dla urzędników i rajców miejskich. Zachodzą zatem przesłanki, że priorytety „naszych” włodarzy dość szybko rozminęły się z priorytetami naszymi – wyborców. Mam nadzieję, że stanie Pan na wysokości zadania i udzieli Pan merytorycznych wyjaśnień powyższych wątpliwości, przywracając nam tym samym wiarę w trafność demokratycznego wyboru dokonanego 21. listopada ubiegłego roku.

                                                             Z poważaniem

                                                             Damian Siedlecki
                                                       Stowarzyszenie Dla Oleśnicy

środa, 26 stycznia 2011

Komputer dla radnego! Należy mu się!

Stajemy się społeczeństwem informacyjnym, to znaczy takim, w którym zwraca się szczególną uwagę na sposoby komunikacji oraz magazynowania i przekształcania informacji. Dlatego też nie dziwi medialna informacja (tu, tu i tu), że burmistrz zaoferował naszym radnym nowe narzędzie do pracy - komputer. Brawo! W końcu ktoś na to wpadł! Trzeba być trendy i iść z postępem!

Komputer, o którym mowa, to żaden szczyt techniki. Takie małe urządzonko, mocno ograniczone sprzętowo, więc "Call of Duty: Modern Warfare 2" pewnie na tym sprzęcie nie pójdzie. Bez szaleństw. Kosztować ma "psie pieniądze", bo zaledwie 800 PLN za sztukę. Warunek jest jeden: radny musi się zgodzić na otrzymywanie materiałów do sesji drogą elektroniczną, a nie jak do tej pory - w wersji papierowej. Zatem cel jest jak najbardziej szczytny, bo ekologiczny: być może dzięki temu uda się zaoszczędzić ze dwa małe drzewka...

Takie rozwiązanie miałoby same zalety:
- aspekt ekologiczny, o którym już była mowa;
- wreszcie będzie można zająć się czymś konkretnym podczas długich i nudnych sesji Rady Miejskiej. Zamiast beznamiętnie patrzeć się w ścianę, albo nerwowo spoglądać na zegarek, zawsze można będzie serfować po internecie, albo przynajmniej poukładać pasjansa, pograć w sapera;
- zdecydowanie łatwiej będzie pracować nad projektami uchwał; nanoszenie własnych poprawek stanie się dziecinnie proste:
- jeśli jakiś radny (z rodzaju "geriatrycznych", bo takich w obecnej radzie całkiem sporo) nie zna się na obsłudze komputera, to przecież jego wnuczek się ucieszy!
- a jeśli się okaże, że jakiś radny chciałby się trochę poduczyć obsługi komputera, bo samo wpisywanie hasła sprawia mu problemy, to potrzebne będą dodatkowe elementarne szkolenia... I tu jest szansa dla jakiejś firmy z naszego miasta... Pod warunkiem, że wygra przetarg;
- jakaś inna oleśnicka firma komputerowa mogłaby sobie nieźle dorobić - sprzedać ponad 20 netbooków na pniu, to nie lada okazja! Znów pod warunkiem, że wygra przetarg;
- netbook jest małym komputerkiem, o przekątnej ekranu około 10 cali. Pracuje się przy nim niewygodnie, oczy szybko się psują - skorzystałyby również oleśnickie gabinety optyczne, lekarze ortopedzi. Może nawet mogłyby zwiększyć zatrudnienie! A więc powstałyby nowe miejsca pracy w naszym mieście!

Burmistrz poprosił radnych o pisemną rezygnację z materiałów papierowych. Jako pierwszy zgłosił się radny, zwany w pewnych kręgach "informatykiem" (i to bynajmniej nie z powodu wykonywanej profesji), który znany jest ze swojej bujnej przeszłości internetowej.

A teraz na poważnie.
Żeby wszystko było jasne: nie jestem przeciwny wdrażaniu nowych technologii w Urzędzie Miasta. Co więcej - uważam, że wideokonferencje znacznie usprawniłyby prace Rady Miasta i prędzej czy później będą one ustawowo możliwe. 
Ale rzeczy nie powinny dziać się w ten sposób. Najpierw z ratusza wycieka informacja, że najprawdopodobniej od maja zostaną wprowadzone opłaty za parkowanie w strategicznych punktach naszego miasta. Wprowadzenie opłat najpewniej argumentowane jest kryzysem i możliwością zwiększenia miejskich finansów. Po tygodniu dostajemy informację, że burmistrz pod pozorem ekologii i zmniejszenia kosztów funkcjonowania rady zafunduje wszystkim radnym komputer. 
Po pierwsze: pretekst ekologii jest co najmniej nie na miejscu. Każdy komputer po kilku latach intensywnej pracy będzie do wyrzucenia. I każdy taki komputer też trzeba będzie zutylizować. Dalej: nie wierzę w to, że radni nie będą sobie drukować tych materiałów. No chyba, że będą mieć sądowy zakaz... Ale to nie wchodzi w grę...
Po drugie: nic tak bardzo nie traci na wartości wraz z upływem czasu, jak komputery i elektronika (no, może jeszcze samochody). Po kilku latach takie komputery zostaną oddane ich dotychczasowym użytkownikom za bezcen
Po trzecie: gdyby chodziło o aspekt ekonomiczny, to zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby przekazywanie radnym materiałów na sesje nagranych na nośniki elektroniczne (płyty CD, DVD, które można w tej chwili kupić za grosze), bo przecież ogromna większość zainteresowanych jest w posiadaniu własnego komputera. To byłoby zdecydowanie najtańsze rozwiązanie! 
Po czwarte: nie zgadzam się, by te komputery zostały zakupione z miejskich pieniędzy, na które składają się również moje podatki! Wystarczy, że każdy z radnych otrzymuje ekstra pieniądze (i to wcale nie takie małe) w postaci diety, która ma między innymi służyć pokryciu innych wydatków związanych z wykonywanym mandatem, jak rachunki telefoniczne czy zakup materiałów biurowych. Jak rozumiem komputer mieści się w tej definicji. Więc niech sobie radny sam zakupi. Za dietę! Nawet niecałą...
I wreszcie po piąte i najważniejsze: Oleśnica pragnie inwestora, jak kania dżdżu! Miłościwie nam panujący burmistrz najwyraźniej wyszedł z założenia, że inwestor nie zając - nie ucieknie, ale może poczekać. Brakuje wolnych miejsc pracy... Coraz więcej ludzi żyje poniżej minimum socjalnego... Miejskiego żłobka w Oleśnicy nie ma... Przedszkola dla dzieci niepełnosprawnych - nie ma i pewnie nie będzie... Drogi są w opłakanym stanie... Miejskie inwestycje ciągną się w nieskończoność, bo ktoś chciał na nich zaoszczędzić... Ale przecież ważniejsze jest dostarczenie radnym rozrywki i wyposażenie ich w nowe zabawki...

Tylko to za to zapłaci? Pan zapłaci... Pani zapłaci... Społeczeństwo!