W uzupełnieniu do ostatniego wpisu dotyczącego pechowej budowy nieszczęsnego ronda...
Przypomnę tylko, że wczoraj, w rozmowie z Panoramą Oleśnicką pan dyrektor Sekcji Dróg Miejskich powiedział: "To, że nawierzchnia źle wyszła, wynika też z presji wywieranej na termin wykonania. Te warunki, które były, okazały się jeszcze nie do końca odpowiednie. Było jeszcze za zimno na układanie tej nawierzchni. Wykonawca, chcąc wyjść naprzeciwko oczekiwaniom, chyba się trochę pospieszył". Załóżmy, że przyjmujemy tę argumentację: faktycznie w marcu/kwietniu mimo, że temperatura w ciągu dnia była bardzo wiosenna, to nocami rzeczywiście spadała do niskich wartości. Ale idąc tym tropem, należy zadać panu dyrektorowi SDM pytanie: skoro w kwietniu, mimo że było ciepło, to było za zimno, to dlaczego ktoś z Pańskich pracowników, jako termin zakończenia budowy tego ronda ustalił na 10. grudnia, gdy zazwyczaj jest jeszcze zimniej niż w kwietniu? Domyślam się, że termin ten nie był "pierwszym lepszym" terminem, ale terminem uzgodnionym z szerszą liczbą osób, pracowników SDM odpowiedzialnych za ten przetarg. Domyślam się, że termin ten konsultowano z profesjonalistami z branży drogowej. Zadziwiające jest to, że wtedy jakoś nikt nie krzyczał, że przecież może być za zimno na przygotowanie materiału na tzw. warstwę ścieralną... Dlatego wysuwanie takich argumentów w kwietniu, mając w pamięci pierwotny termin zakończenia prac na grudzień - jest cokolwiek... NIEPROFESJONALNE.
Idźmy dalej tym tropem. Dlaczego rozpoczęcia prac budowlanych nie zaplanowano na przykład na marzec nowego roku? Wówczas zima nie zaskoczyłaby ekipy budowlanej, "specjalistów" z Sekcji Dróg Miejskich ani zwykłych urzędników od papierkowej roboty. Warunki pogodowe byłyby zdecydowanie korzystniejsze. Istniałaby duża szansa, że wszelkie prace drogowe zakończyłyby się w terminie, być może w czerwcu/lipcu. Nikt nie wywierałby żadnej presji na wykonawcę. Szczęśliwy byłby wykonawca, szczęśliwi byliby mieszkańcy, handlowcy i kierowcy. Nikt nie narzekałby na przeciągające się prace budowlane i związane z nimi uciążliwe objazdy.
No więc właśnie... Dlaczego?
Warto spojrzeć na kalendarz wyborczy. Wybory samorządowe były zaplanowane na 21. listopada. Ewentualna (jak się później okazało - niepotrzebna) druga tura wyborów na burmistrza miała się odbyć 5. grudnia. Można się tylko domyślać kto miał interes w tym, by prace rozpocząć jak najwcześniej, nie zważając na późniejsze problemy temperaturowo-pogodowe. Najprawdopodobniej ktoś próbował coś na tym ugrać, a ktoś inny zachował się skrajnie nieprofesjonalnie i nieodpowiedzialnie i mu uległ, godząc się na takie, a nie inne terminy. Ktoś chciał mieszkańcom Oleśnicy coś udowodnić na siłę.
BARDZO, ale to BARDZO CHCIAŁBYM SIĘ MYLIĆ!
Przypomnę tylko, że wczoraj, w rozmowie z Panoramą Oleśnicką pan dyrektor Sekcji Dróg Miejskich powiedział: "To, że nawierzchnia źle wyszła, wynika też z presji wywieranej na termin wykonania. Te warunki, które były, okazały się jeszcze nie do końca odpowiednie. Było jeszcze za zimno na układanie tej nawierzchni. Wykonawca, chcąc wyjść naprzeciwko oczekiwaniom, chyba się trochę pospieszył". Załóżmy, że przyjmujemy tę argumentację: faktycznie w marcu/kwietniu mimo, że temperatura w ciągu dnia była bardzo wiosenna, to nocami rzeczywiście spadała do niskich wartości. Ale idąc tym tropem, należy zadać panu dyrektorowi SDM pytanie: skoro w kwietniu, mimo że było ciepło, to było za zimno, to dlaczego ktoś z Pańskich pracowników, jako termin zakończenia budowy tego ronda ustalił na 10. grudnia, gdy zazwyczaj jest jeszcze zimniej niż w kwietniu? Domyślam się, że termin ten nie był "pierwszym lepszym" terminem, ale terminem uzgodnionym z szerszą liczbą osób, pracowników SDM odpowiedzialnych za ten przetarg. Domyślam się, że termin ten konsultowano z profesjonalistami z branży drogowej. Zadziwiające jest to, że wtedy jakoś nikt nie krzyczał, że przecież może być za zimno na przygotowanie materiału na tzw. warstwę ścieralną... Dlatego wysuwanie takich argumentów w kwietniu, mając w pamięci pierwotny termin zakończenia prac na grudzień - jest cokolwiek... NIEPROFESJONALNE.
Idźmy dalej tym tropem. Dlaczego rozpoczęcia prac budowlanych nie zaplanowano na przykład na marzec nowego roku? Wówczas zima nie zaskoczyłaby ekipy budowlanej, "specjalistów" z Sekcji Dróg Miejskich ani zwykłych urzędników od papierkowej roboty. Warunki pogodowe byłyby zdecydowanie korzystniejsze. Istniałaby duża szansa, że wszelkie prace drogowe zakończyłyby się w terminie, być może w czerwcu/lipcu. Nikt nie wywierałby żadnej presji na wykonawcę. Szczęśliwy byłby wykonawca, szczęśliwi byliby mieszkańcy, handlowcy i kierowcy. Nikt nie narzekałby na przeciągające się prace budowlane i związane z nimi uciążliwe objazdy.
No więc właśnie... Dlaczego?
Warto spojrzeć na kalendarz wyborczy. Wybory samorządowe były zaplanowane na 21. listopada. Ewentualna (jak się później okazało - niepotrzebna) druga tura wyborów na burmistrza miała się odbyć 5. grudnia. Można się tylko domyślać kto miał interes w tym, by prace rozpocząć jak najwcześniej, nie zważając na późniejsze problemy temperaturowo-pogodowe. Najprawdopodobniej ktoś próbował coś na tym ugrać, a ktoś inny zachował się skrajnie nieprofesjonalnie i nieodpowiedzialnie i mu uległ, godząc się na takie, a nie inne terminy. Ktoś chciał mieszkańcom Oleśnicy coś udowodnić na siłę.
BARDZO, ale to BARDZO CHCIAŁBYM SIĘ MYLIĆ!
Ale w naszym kraju już tak jest, że okres wyborczy to czas cudów i obietnic rzucanych na wiatr... Tu minister przyjedzie otworzyć kawałek obwodnicy, po to tylko, żeby kolejny kawałek tej samej obwodnicy mógł otworzyć kolejny minister przy okazji kolejnych wyborów. Tam poseł otworzy dworzec kolejowy, a jeszcze gdzie indziej jeszcze inna "gruba ryba" przetnie wstęgę z jeszcze innej okazji... A nas, wyborców, czeka powrót do szarej, smutnej rzeczywistości, w której nic nie dzieje się tak, jak powinno. I tak do następnych wyborów...
