Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rada Miasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rada Miasta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2011

Napastliwy bloger, czyli odrobina prywaty

Wiele się działo na ostatniej sesji Rady Miasta: przede wszystkim mówiono o podwyżkach (podatków i opłat targowych - w przypadku tych ostatnich zastosowanie znajduje zasada: "jak nie kijem ich, to pałką!"), ale trzeba radnym oddać, że mówili również o obniżkach. Te mają dotyczyć wpływów na konto Pogoni z tytułu targowego inkasa (najwyraźniej działacze powinni się cieszyć, że klub JESZCZE coś dostanie). Było wreszcie o etyce, a właściwie o wszechobecnym jej braku, który dotknął nawet samą Radę Miasta, a przejawił się w nieregulaminowym zamknięciu dyskusji przez Przewodniczącego Rady Miasta. No i właśnie do tej dyskusji chciałbym jeszcze nawiązać...

W końcu nieczęsto zdarza się, by moje nazwisko padło w trakcie dyskusji (cokolwiek burzliwej) w sali posiedzeń oleśnickiego ratusza. I ogólnie nie miałbym nic przeciwko (bez obaw, megalomania mi nie grozi ;) ), gdyby nie kontekst, w jakim zostało ono wymienione. Otóż w trakcie dyskusji o agresji w mediach i internecie (a może zwłaszcza w internecie), jeden z radnych zrobił bezpośrednią dygresję na temat niniejszego bloga i mnie, jako jego autora. Według tego radnego miałbym rzekomo atakiem reagować na "grzeczne pytania" w komentarzach, a ich autorów oskarżać o napastliwość. Słowną, jak rozumiem...

Przyznam się szczerze, że szczęka mi opadła... Po pierwsze dlatego, że powołano się na moje słowa w trakcie obrad Rady Miasta - pełne zaskoczenie! Po drugie dlatego, że poruszył mnie kontekst - agresja i ataki w mediach (mój osobisty stosunek do internetowej agresji przedstawiłem już w poprzednim tekście), a stawianie mnie w jednym szeregu z fanatykiem z Norwegii czy z zabójcą Łodzi wcale mi się nie podoba. Po trzecie: owa dygresja radnego była na tyle nieporadna i nieskładna, że do samego końca sesji siedziałem nad komputerem i szukałem moich rzekomych agresywnych odpowiedzi na "grzeczne komentarze". A ponieważ ich nie znalazłem, a swoim stwierdzeniem pan Radny niejako wywołał mnie do tablicy, po obradach podszedłem do tego radnego i poprosiłem o sprecyzowanie swoich słów. Niestety nie było warunków do spokojnej dyskusji i stanęło na tym, że lepiej będzie się spotkać i porozmawiać na neutralnym gruncie.

No i właśnie dzisiaj do tego spotkania doszło. Poprosiłem pana Radnego o wyjaśnienie, w których konkretnie słowach doszukał się on agresji pod adresem komentującego. Otóż okazało się, że Radnemu chodziło o słowo "defetyzm", a nadmierna jego troska wynikła z braku wiedzy na temat znaczenia tego słowa. "Defetyzm" (synonim "pesymizmu") wyrwany z kontekstu rzeczywiście może mieć zabarwienie pejoratywne. No właśnie - wyrwany z kontekstu. Przecież powołując się na czyjeś słowa w sposób wyrywkowy, nawet Matce Teresie można by było wmówić agresję. Pan Radny przyznał mi rację i stwierdził, że ostatecznie nie doszukuje się w tych słowach żadnej agresji, a wybrany przez niego przykład nie był do końca szczęśliwy. Zobowiązał się również sprostować swoje słowa na sesji. Trzymam za słowo, a podziękuję mu, jak już to zrobi.

Rozmowa dotyczyła jeszcze kilku innych różnych tematów. Jednym z nich był kontrowersyjny sposób uchwalenia tego niesławnego stanowiska Rady Miasta w sprawie etyki w mediach. Na pytanie, kiedy radni otrzymali treść projektu tego stanowiska, pan Radny odpowiedział, że "koalicja" dostała je kilka dni przed sesją (dla przypomnienia: co najmniej jeden z radnych opozycyjnych otrzymał tekst mailem na 40 minut przed rozpoczęciem sesji - w tym przypadku etyka nie ma zastosowania?!?!). Zapytany, czy to w porządku, że radni otrzymują materiały w terminie krótszym niż 3 dni przed sesją, co utrudnia im zapoznanie się z ich treścią i co stoi w sprzeczności z §6 i §31 Regulaminu Rady Miasta, stwierdził, że dopuszcza to inny punkt regulaminu (o zmianie porządku obrad Rady), a poza tym "zdarza się to dość często" i "TAK JUŻ JEST". Czytaj: tak było, jest i będzie i należy się z tym pogodzić... Taka argumentacja wcale do mnie nie przemawia...

Radny przyznał mi natomiast rację, gdy stwierdziłem, że dyskusja na temat tego stanowiska została przerwana w sposób bezprawny - bez poszanowania dla Regulaminu Rady Miasta, o czym pisałem już w poprzednim tekście. Można to było inaczej rozegrać. Mam nadzieję tylko, że pan Radny powiedział to nie dlatego, że to właśnie chciałem usłyszeć, ale dlatego, że wynika to z jego wewnętrznego przekonania.

Nie wiem, czy ta rozmowa przyniesie jakikolwiek efekt. Większych nadziei sobie nie robię, tym bardziej, że kilka razy pan Radny przyznał, że o pewnych sprawach dowiedział się ode mnie (a przynajmniej tak twierdził). Szkoda, bo w takim razie gdzieś rola kontrolera, jaką powinien odgrywać radny, jako członek Rady Miasta z nadania publicznego, ulega zatraceniu i zapomnieniu. A jeśli Rada Miasta przestaje pełnić funkcję kontrolną, wtedy staje się bezmyślną maszynką do przegłosowywania uchwał. Nawet tych najbardziej kontrowersyjnych.

sobota, 3 grudnia 2011

O dyskusji i etyce słów kilka

Listopadowa sesja Rady Miasta obfitowała w zwroty akcji. Jednym z jej najdramatyczniejszych momentów była dyskusja nad stanowiskiem RM w sprawie etyki w mediach. Dyskusja, która w pewnym momencie została bezwzględnie ucięta przez Pana Przewodniczącego. Ale o tym za chwilę...

Z ogólnym przesłaniem tego stanowiska trudno się nie zgodzić: dbajmy o czystość i rzetelność debaty prowadzonej w mediach!

Chyba nikt nie ma ochoty uczestniczyć w dyskusji, w której pojawiają się wulgaryzmy, pomówienia i ataki ad personam. Mnie samego takie inwektywy i ataki personalne napełniają odrazą i, gdy prowadzona dyskusja zaczyna niebezpiecznie zmierzać w tym kierunku, z niesmakiem odsuwam się na bok. A gdy dyskusja przejawia symptomy "trollingu" - najczęściej beznamiętnie ignoruję ("karmienie" trolla zazwyczaj tylko zwiększa jego aktywność). Sam w swoich staram się traktować interlokutora z szacunkiem, z nadzieją, że ten odwdzięczy się tym samym.

Jeśli chodzi o rzetelność, to, niestety, wcale nie najlepszy przykład idzie z samej góry: w co najmniej kilku już przypadkach rzetelność i kompletność informacji udzielanych przez UMO pozostawiały wiele do życzenia.

Ale czy inicjatorom tego stanowiska chodziło tylko o komentarze szkalujące i naruszające prywatność osób publicznych? Z wypowiedzi samych radnych, którzy przecież mieli swój udział w jego podejmowaniu, wynika, że nie tylko... Jeden z radnych zrobił wyraźną dygresję odwołującą się do niniejszego bloga i do mnie, dając tym samym do zrozumienia, że również wyważone komentarze (oczywiście nie tylko moje) zawierające MERYTORYCZNĄ KRYTYKĘ, pozbawioną wulgaryzmów i personalnych odniesień, ale godzącą w obóz związany z władzą, są niemile widziane. Po sesji zaproponowałem temu radnemu spotkanie w sprawie wyjaśnienia sobie tej kwestii, propozycję ponowiłem wysyłając maila na jego adres służbowy... Do tej pory odpowiedzi nie otrzymałem.

Ilu radnych pomyślało podobnie jak ów radny i skojarzyło owo stanowisko z krytyką działań oleśnickich samorządowców? Tego nie wiem... Natomiast mogę przypuszczać, że słowa radnego wynikały z niezbyt dokładnej znajomości treści omawianego stanowiska. Dlaczego? Otóż radni (a przynajmniej część z nich) otrzymali projekt tego stanowiska na niecałe 40 minut przed rozpoczęciem samej sesji. Jakie są szanse, że wszyscy radni w ciągu tych 40 minut zdążyli zapoznać się z jego treścią, zrozumieć i podjąć świadomą i suwerenną decyzję w jego sprawie? Szanse te byłyby większe, gdyby projekt tego stanowiska otrzymali razem z pozostałymi materiałami na sesję. Zgodnie z obowiązującym regulaminem RM, wszelkie materiały na sesję powinny być dostarczone radnym najpóźniej na 3 dni przed posiedzeniem komisji stałych Rady Miasta. 

Ale to jeszcze nie koniec: każda uchwała, każde stanowisko powinno być dyskutowane podczas zebrań komisji stałych. Ze względu na ów nadzwyczajny tryb doręczenia tego projektu uchwały, takiej możliwości nie było. Gdy radni rozpoczęli dyskusję na sesji, Pan Przewodniczący RM podjął decyzję o jej przerwaniu. Zrobił to z podniesionym głosem, tak jakby chciał uciszyć rozwydrzone i rozbrykane dzieciaki. 

I wreszcie: wniosek o zamknięcie dyskusji był wnioskiem formalnym, który zgodnie z § 15 ust. 2 Regulaminu Rady Miasta powinien zostać przegłosowany. Takiego głosowania nie było. Pan Przewodniczący wspominał co prawda o możliwości zgłoszenia "kontrwniosku", jednak w żadnym punkcie Regulaminu Rady Miasta nie pojawia się definicja "kontrwniosku", ani opis trybu jego zgłaszania. Być może się mylę, ale wydaje mi się, że dyskusja na temat projektu tego kontrowersyjnego stanowiska została ucięta przez Pana Przewodniczącego bez poszanowania dla Regulaminu Rady Miasta. Samo stanowisko zostało przyjęte większością głosów. Rola Pana Przewodniczącego w całej tej sytuacji jest trudna do przecenienia, a sama sytuacja dokładnie obrazuje mechanizmy panujące w Radzie Miasta Oleśnica.

O ile z ogólną ideą stanowiska można się częściowo zgodzić, to jednak duże wątpliwości budzi brak doprecyzowania jego adresatów* oraz sposób jego uchwalenia.

*W stanowisku jest mowa o "eliminowaniu komentatorów życia publicznego". O kim mowa? O tych, co rzucają wulgaryzmami, wyzwiskami i dokonują ataków personalnych? Czy może o tych, którzy krytycznie odnoszą się do postaw prezentowanych przez osoby publiczne, komentują ich działania, a czasem nawet ich brak? Tego z omawianego stanowiska RM się nie dowiemy...

Zbieżne:

wtorek, 15 listopada 2011

Oleśnica obywatelska - odpowiedź przewodniczącego RM

Wczoraj poznałem zdanie Przewodniczącego Rady Miasta Oleśnica na temat inicjatywy obywatelskiej w Oleśnicy. Po przeczytaniu jego odpowiedzi złapałem się za głowę...

Pan Przewodniczący napisał:
"Samorząd w swoich działaniach i celach uwzględnia ideę społeczeństwa obywatelskiego. Tworzenie specjalnych mechanizmów do  wnoszenia tylko uchwał, przez obywateli miasta uprawnionych do głosowania, byłoby działaniem ograniczającym funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego. W Oleśnicy na podstawie istniejących uregulowań prawnych istnieje taka możliwość w zakresie wnoszenia projektów uchwał. Radni zobowiązani są do utrzymywania stałej więzi z mieszkańcami. W dotychczasowej praktyce zgłaszano za pośrednictwem radnych wiele zmian do stanowionych uchwał lub ich projektów."

Doprawdy, nowatorskie poglądy przedstawia Pan Przewodniczący. Albo ja nie nadążam za logiką, zaprezentowaną przez Pana Przewodniczącego, albo Pan Przewodniczący nie rozumie (lub nie chce zrozumieć) o co w tej całej idei społeczeństwa obywatelskiego chodzi...

Z niedowierzaniem przeczytałem słowa Pana Przewodniczącego, w których mówi, że wprowadzanie dodatkowych zapisów prawnych, zwiększających uprawnienia mieszkańców w zakresie stanowienia prawa są "działaniem ograniczającym funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego"! Całkiem zgrzebny łamaniec myślowy, tyle że nieprawdziwy.

Nie po to obywatelska inicjatywa uchwałodawcza jest nazywana OBYWATELSKĄ, by ograniczać funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego! Dla przypomnienia: encyklopedyczna definicja społeczeństwa obywatelskiego to "społeczeństwo charakteryzujące się aktywnością i zdolnością do samoorganizacji oraz określania i osiągania wyznaczonych celów bez impulsu ze strony władzy państwowej". Wprowadzenie obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej miałoby na celu zwiększenie aktywności i świadomości samorządowej, a więc budowanie społeczeństwa obywatelskiego, a nie jego niszczenie.

Co do utrzymywania przez radnych stałej więzi z mieszkańcami... Pan Przewodniczący raczył się wykazać tutaj niezłym poczuciem humoru. Twarda rzeczywistość pokazuje jak dobrze wywiązują się oni z tego zobowiązania. Niedługo będę miał okazję napisać coś o tym... Wystarczy wspomnieć, że na moją wiadomość o Oleśnicy obywatelskiej, wysłaną bezpośrednio do każdego z radnych, zareagowało 3 (dosłownie: trzech) z nich!

Korespondencja z Panem Przewodniczącym trwa. Mam nadzieję, że niedługo będę mógł przedstawić nowe fakty w tej sprawie...

poniedziałek, 7 listopada 2011

Oleśnica obywatelska

Inicjatywa uchwałodawcza to prawo do zgłaszania projektów uchwał pod obrady Rady Gminy (Miasta), które po ewentualnym przegłosowaniu i zatwierdzeniu stanowią element prawa miejscowego. O tym, komu przysługuje to prawo, stanowią odpowiednie zapisy w statucie gminy (miasta) lub w regulaminie określającym organizację wewnętrzną rady. W przypadku Oleśnicy takim dokumentem jest Regulamin Rady Miasta z dnia 29. kwietnia 2003 roku. Według niego inicjatywa uchwałodawcza przysługuje Burmistrzowi, komisjom stałym Rady Miasta, klubom radnych oraz poszczególnym radnym. Najczęściej z przysługującego mu prawa korzysta Burmistrz i to on jest autorem większości projektów uchwał zgłaszanych pod obrady.

W ostatnim czasie w całym kraju daje się zaobserwować trend, w którym coraz więcej Rad Gmin i Miast przyznaje takie prawo również swoim mieszkańcom. Rady wielu miast, w tym tak dużych, jak Warszawa, Katowice, Szczecin, Opole, czy też tych mniejszych jak Czeladź, Świebodzice i Osielsko, wprowadziły zmiany do miejskich statutów, umożliwiające grupie mieszkańców przedkładanie projektów uchwał w sprawach najbardziej dla nich istotnych. Bardzo pozytywny przykład dał wiceburmistrz Tomaszowa Mazowieckiego, który sam wystąpił z pomysłem wprowadzenia obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, by zwiększyć świadomość samorządową mieszkańców oraz wzmóc ich aktywność.

Uzasadnienia obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej należy szukać w Ustawie Zasadniczej. Oto bowiem art. 118 ust. 2 Konstytucji RP mówi, że grupa 100 000 obywateli może wystąpić z inicjatywą ustawodawczą i skierować je pod obrady Parlamentu. Byłoby rzeczą niezrozumiałą, gdyby obywatele mieli możliwość składania ustaw do Sejmu, a byliby pozbawieni możliwości zgłaszania projektów uchwał, stanowiących prawo lokalne, w miastach, w których żyją i mieszkają. A właśnie taki stan prawny wciąż obowiązuje w Oleśnicy.

Niniejszym tekstem pragnąłbym zainteresować wszystkich mieszkańców naszego miasta, a przede wszystkim oleśnickich radnych, instytucją obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej oraz otworzyć debatę na temat budowania w naszym mieście społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy z mieszkańców miałby możliwość wpływania na najważniejsze decyzje podejmowane w naszym mieście i często dotyczące bezpośrednio jego samego. Moim zdaniem, dzięki wprowadzeniu zapisu o obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej do obowiązującego regulaminu Rady Miasta, mieszkańcy mogliby bezpośrednio wpływać na prace samorządu terytorialnego, co z kolei mogłoby pozytywnie wpłynąć na zainteresowanie mieszkańców czynnym udziałem w życiu lokalnej społeczności oraz budowaniem poczucia wspólnoty i odpowiedzialności za miasto.

Damian Siedlecki

PS. Osoby zainteresowane wstępnym projektem stosownej uchwały zapraszam do bezpośredniego kontaktu mailowego: siedlaq@gmail.com.

czwartek, 28 lipca 2011

Żelaznej konsekwencji ciąg dalszy

Całkiem niedawno pisałem o żelaznej konsekwencji w działaniach Pana Burmistrza Oleśnicy. I właśnie Urząd Miasta Oleśnicy podał nam - mieszkańcom - kolejny jej przykład. Niemalże wzorcowy!

Temat komputerów dla miejskich radnych pojawił się w styczniu, na pierwszej tegorocznej sesji Rady Miasta. Wtedy to Pan Burmistrz wystąpił z ofertą (co tu dużo mówić: nie do odrzucenia), by "naszym" reprezentantom "użyczyć" służbowe komputerki. W pierwszej chwili zdezorientowani radni nie bardzo wiedzieli jak zareagować (co dokładnie słychać na zapisie audio ze styczniowej sesji, od 121 minuty 20 sekundy). Zaprawdę wielkie było ich zdziwienie, jednak po ochłonięciu i przetrawieniu nadmiaru informacji zgłosiło się 17 radnych (ostatecznie 18).

Na kolejnej sesji Sekretarz Miasta autorytatywnie udowadniał, że zakup takich komputerków to realna oszczędność dla miasta. Potem Pan Burmistrz pisał, że będzie to świetna promocja Oleśnicy "jako miasta nowoczesnego jako miasta nowoczesnego, korzystającego z innowacyjnych systemów informatycznych" (hehe...).

W międzyczasie Pan Burmistrz zdążył się obrazić na internautów. Pan Sekretarz przyznał się publicznie, że niezbyt dobrze radzi sobie z instrukcją obsługi komputera. Później sprawa nieco przycichła... O netbookach nikt nie wspominał. Sprawa zaczęła wyglądać tak, jakby Pan Burmistrz o niej zapomniał.
Ale nie! To nie byłoby w stylu NASZEGO Pana Burmistrza! To przecież zachwiałoby jego wizerunkiem władcy stanowczego i konsekwentnego. Pan Burmistrz jedynie na jakiś czas uśpił czujność krytyki, bo oto kilka dni temu Urząd Miasta ogłosił przetarg na zakup "Netbooków dla Miasta Oleśnicy".

No i jak tu nie kochać Pana Burmistrza?!? Nie dość, że jego konsekwencja stanowi wzór dla innych polityków... Nie dość, że broni Oleśniczan przed złym smokiem (nie do końca przed tym, co powinien, ale zawsze!)... To jeszcze nam - podwładnym - funduje komputery! Ma facet gest! Co prawda tych szczęśliwców będzie tylko 18 i będą to osoby z grona powszechnie określanego mianem "burmistrzowych potakiwaczy"... Ale liczy się TEN GEST! Co więcej: za jakieś 4-5 lat każdy z nas będzie mógł wykupić te komputerki za jakąś symboliczną kwotę i będzie mógł powiedzieć: "Mam teraz komputer, z którego korzystał radny-fryzjer-wykładowca!" albo "Mam w domu pamiątkę po pierwszym informatyku Oleśnicy!". Świetna sprawa!!! A jaka promocja Oleśnicy!!!

Niestety na tym kryształowym obrazie Pana Burmistrza jako władcy konsekwentnego, o światłym umyśle, pojawia się pewna maleńka rysa... Chodzi o warunki tego przetargu... Konkretnie o wybór najlepszej oferty... Otóż w tym przetargu, to nie cena jest kryterium decydującym! Jest to bodajże pierwszy (no chyba, że się mylę), historyczny przetarg organizowany przez Urząd Miasta Oleśnicy, w którym pojawiają się kryteria inne niż cena. I tu niestety mamy mały przykład braku konsekwencji... A może jest to swoisty eksperyment Pana Burmistrza i Pana Sekretarza? Zaprawdę, niezbadane są ich wyroki...

W każdym bądź razie z niecierpliwością czekamy teraz na przetarg na szkolenie dla "szczęśliwej 18" pt.: "Komputer jak wygląda - każdy widzi! Ale do czego służy i jak go włączyć?".

Zbieżne:

piątek, 22 lipca 2011

Kompleksowe kalendarium

A kompleks się buduje i buduje... Kompleksu, który ma kosztować nasze miasto 25 mln złotych. Oto garść suchych faktów dotyczących sprawy "koszmarnej" budowy kompleksu sportowego.
- cena jako WYŁĄCZNE KRYTERIUM oceny ofert (rozdział XVIII SIWZ);
- ograniczenie dla oferentów: mają oni posiadać niezbędną wiedzę i doświadczenie w realizacji podobnych inwestycji, dysponować odpowiednim zapleczem technicznym i osobami zdolnymi do realizacji zamówienia lub (co ważne!!) dostarczyć pisemne zobowiązanie innych podmiotów do udostępnienia potencjału technicznego i osób zdolnych do wykonania zamówienia (rozdział VIII SIWZ);
- termin zakończenia całości inwestycji: 11. października 2010 (rozdział VII SIWZ).

7. lipca 2009 - pierwszy protest w sprawie przetargu (jeszcze przed ogłoszeniem jego wyników) złożony przez firmę Hochtief Polska. Zarzuty: naruszenie zasad uczciwej konkurencji, niejednoznaczne i niedokładne ustalenie warunków umowy i kilka innych.

17. lipca 2009 - protest zostaje oddalony. Pod dokumentem widnieje podpis wiceburmistrza Henryka Bernackiego.

18. sierpnia 2009rozstrzygnięcie przetargu. Oferty złożyło 10 oferentów. 4 oferty odrzucono ze względów formalnych. Najkorzystniejszą ofertę złożyło konsorcjum Gliwickiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego S.A. i ABM Solid S.A. Pod ogłoszeniem o wyborze najkorzystniejszej oferty widnieje podpis wiceburmistrza Henryka Bernackiego.

wrzesień 2009 - do Urzędu Miasta wpływa 5 protestów od 3 firm, które przegrały przetarg. Tylko jeden z tych przetargów zostaje uwzględniony przez komisję przetargową - przetarg złożony przez konsorcjum 4 firm: KEM Sp. z o.o., HOLMA Sp. z o.o., TIWWAL Sp. z o.o., P.H.U. GAMA Andrzej Ciuraszkiewicz. Ze względu na brak odpowiednich środków własnych, komisja przetargowa winna była wezwać konsorcjum do uzupełnienia dokumentacji, a nie odrzucać jego ofertę w całości ze względów formalnych. Wszystkie oferty wracają do ponownego rozpatrzenia.

4. września 2009 - ponowny wybór najkorzystniejszej oferty. Tym razem przetarg wygrywa konsorcjum, którego protest został uwzględniony: KEM Sp. z o.o., HOLMA Sp. z o.o., TIWWAL Sp. z o.o., P.H.U. GAMA Andrzej Ciuraszkiewicz. Znów podpis wiceburmistrza Henryka Bernackiego.

18. września 2009 - również i ten przetarg zostaje oprotestowany.

22. września 2009 - protest zostaje oddalony.

28. września 2009 - udzielenie zamówienia konsorcjum. Wybuduje ono kompleks sportowy za kwotę 20 237 044 zł. W zamówieniu przewidziane jest wynajęcie osób trzecich (podwykonawców) - w wynajęcie podwykonawców ma zostać przekazane 6.77 mln złotych.

5. października 2009 - rozstrzygnięcie przetargu na nadzór inwestorski. Zgłosiło się 4 oferentów, jeden został odrzucony ze względów formalnych. Najkorzystniejszą ofertę przedstawiła firma BUD-INVENT Sp. z o.o. z Warszawy. Jej oferta opiewała na 199 tys. złotych.

14. października 2009 - udzielenie zamówienia firmie BUD-INVENT Sp. z o.o. na nadzór inwestorski.

9. lipca 2010 - pierwsza wzmianka o "opóźnieniach" przy budowie kompleksu sportowego. P. Leszek Goliński z Urzędu Miasta: "Przypuszczam, że w wakacje nie będzie możliwości skorzystania z basenu. Nawet jeśli uda się przyśpieszyć jeszcze prace, to w najlepszym wypadku będzie to druga połowa sierpnia" (źródło)

5. sierpnia 2010 - a jednak! Pomimo, że wciąż trwają place budowlane, otwarto basen będący częścią całego kompleksu.

22. listopada 2010 - wybory samorządowe.

15. stycznia 2011 - słynna wypowiedź Pana Burmistrza o "koszmarnej budowie kompleksu" i złym prawie o zamówieniach publicznych. W innej wypowiedzi dla Panoramy Oleśnickiej Pan Burmistrz stwierdza ""Niestety, tak to jest,kiedy przetarg wygrywa firma, która ma dwa biura w Warszawie i 4 pracowników".

25. lutego 2011 - Pan Burmistrz podczas sesji Rady Miasta: "Podjęliśmy decyzję, że póki co nie wypowiadamy konsorcjum budującemu kompleks umowy na realizację tego zadania". Ciąg dalszy narzekań na ustawę o zamówieniach publicznych.

29. marca 2011 - Rada Miasta w uchwale dotyczącej budżetu miasta zatwierdza przekazanie dodatkowych środków (700 tys zł) na budowę kompleksu. Pieniądze te mają zostać przekazane konsorcjum w ramach planowanego zamówienia z wolnej ręki na dodatkowe prace na budowie.

18. maja 2011 - opublikowane zostaje "Ogłoszenie o zamiarze zawarcia umowy: Zamówienie dodatkowe dla zadania: Budowa kompleksu sportowo-rekreacyjnego w Oleśnicy - lodowiska z funkcją kortów, zapleczem socjalnym i fitness oraz przebudowa i rozbudowa basenu wraz z zagospodarowaniem terenu (nr sprawy: ZP/PN/13/2009) polegające na wykonaniu dodatkowych robót budowlanych (nr sprawy ZP/ZWR/10/2011)", czyli zamówienie na dodatkowe prace przy kompleksie. Tryb udzielenie tego zamówienia (z wolnej) ręki argumentowany jest tym, że z przyczyn technicznych oddzielenie zamówienia dodatkowego od zamówienia podstawowego wymagałoby poniesienia niewspółmiernie wysokich kosztów.

27. maja 2011 - Tiwwal Sp z o.o., lider konsorcjum budującego kompleks oświadcza: basen zostanie wybudowany do końca lipca 2011 roku.

31. maja 2011 - Pan Burmistrz podczas sesji Rady Miasta: "Niedługo dojdzie do sytuacji, że za budowanie mostów będą się brali szewcy. Ten temat był również jednym z poruszanych na Komitecie Regionów. Niektórzy stwierdzili, iż nie da się wykluczyć, że ci szewcy zbudują most. Ja myślę, że zbudowanie przez nich dobrego mostu należy wykluczyć" (źródło).

14. czerwca 2011 - Urząd Miasta jednak wyklucza konsorcjum z prowadzonego postępowania w sprawie dodatkowego zamówienia (ZP/ZWR/10/2011), ponieważ "ponieważ nie wykazał spełniania warunków udziału w postępowaniu". Prawdopodobna przyczyna? Jedna z firm będących członkami konsorcjum ogłosiła upadłość.

8. lipca 2011 - zamówienie z wolnej ręki (ZP/ZWR/10/2011) zostaje jednak udzielone. Wykonawcą jest oczywiście konsorcjum.

8. lipca 2011 - Urząd Miasta ponownie ogłasza zamiar zawarcia umowy na wykonanie dodatkowych prac budowlanych przy kompleksie sportowym (ZP/ZWR/13/2011). Tryb: zamówienie z wolnej ręki. Wykonawca: konsorcjum - KEM w upadłości likwidacyjnej Sp. z o.o., HOLMA Sp. z o.o., TIWWAL Sp. z o.o., P.H.U. GAMA A. Ciuraszkiewicz, czyli dokładnie to samo konsorcjum, które zostało wykluczone 3 tygodnie wcześniej.

14. lipca 2011 - Urząd Miasta udziela konsorcjum zamówienia z wolnej ręki (ZP/ZWR/13/2011).

19. lipca 2011 - basen, wbrew wcześniejszym zapewnieniom wykonawcy i w odróżnieniu do roku poprzedniego, nie zostanie oddany do użytku na początku sierpnia; Pan Leszek Goliński: "Oddanie do użytku z początkiem sierpnia na pewno jest niemożliwe, bo już teraz musielibyśmy składać wniosek o wydanie na to pozwolenia. Ono samo uprawomocnia się dwa tygodnie. Jeśli firma dotrzyma terminu ukończenia robót, to i tak będzie bardzo dobrze"; Wiceburmistrz Henryk Bernacki: "Mamy różne nastroje, czy zostanie to skończone, czy nie. Gdyby się przyłożyli do pracy, to tydzień lub dwa i obiekt jest gotowy. Jest różnie. W jeden dzień jest więcej pracowników, a na drugi mniej" (źródło).

31. lipca 2011 - konsorcjum, wbrew wcześniejszym deklaracjom złożonym 27. maja, nie zakończyło prac budowlanych.

24. sierpnia 2011 - Panorama Oleśnicka donosi: basen jeszcze praz dłuższy czas nie będzie uruchomiony. Wszystko przez tajne kody do systemu uruchamiającego basenowe atrakcje. System ten został wdrożony przez jednego z podwykonawców. Kody do tego systemu są znane tylko i wyłącznie temu podwykonawcy. I tenże podwykonawca deklaruje, że nikomu (a zwłaszcza Tiwwalowi) nie wyjawi ich dopóty, dopóki konsorcjum za ten system nie zapłaci. Cyt.: "Muszą mi zapłacić, bo jak nie, nie uruchomię i mogą mnie pocałować...". Pan Leszek Goliński, naczelnik Wydziału Architektury i Budownictwa UMO, potwierdza te rewelacje.

26. sierpnia 2011 - kolejne oświadczenie lidera konsorcjum budującego kompleks: "(...) TIWWAL sp. z o.o. przeprasza, że Konsorcjum nie dotrzymało zadeklarowanego ostatecznego terminu oddania do użytkowania Kompleksu Sportowo-Rekreacyjnego (...), który przypadał na dzień 31. lipca 2011 r. Oświadczamy, że do całkowitego zakończenia robót pozostały zaledwie elementy wykończeniowe saunarium oraz zespół kabin do gry w squash. Oświadczamy, że powyższe elementy wykonany do dnia 30. września 2011 r. i w tym dniu oddamy całość robót".

31. sierpnia 2011 - na sesji Rady Miasta Pan Burmistrz odpowiada na pytania radnych dotyczące kompleksu. Powołuje się na stanowisko Rady Ministrów, które mówi, że "w sytuacji, gdy zamawiający dokonuje szczegółowego opisu przedmiotu zamówienia i precyzyjnie określa zarówno termin wykonania zamówienia, warunki gwarancji, parametry techniczne i jakościowe, określanie dodatkowego, poza ceną, kryterium oceny ofert, jest bezprzedmiotowe – albowiem kwestie te są bezwzględnie wymagane od każdego z wykonawców przystępujących do postepowania o udzielenie zamówienia. Tym samym w przedstawionej sytuacji jedynym kryterium powinna być cena". Podaje przykłady innych miast, które miały i mają podobne problemy, z tym samym wykonawcą. Pan Burmistrz utrzymuje, że Urząd Miasta zrobił wszystko, by odsunąć konsorcjum od udziału w przetargu. Stwierdza również, że "możliwa egzekucja naliczonej już kary za nieterminowe zakończenie w wysokości (...) 12 mln złotych może być długotrwała i nieskuteczna". Pan Burmistrz w swojej wypowiedzi nie precyzuje, jakie kroki planuje podjąć Urząd Miasta względem nierzetelnego wykonawcy.

1. października 2011 - upłynął termin zakończenia robót podany 26. sierpnia w oświadczeniu autorstwa lidera konsorcjum. Basen wciąż w budowie.

5. października 2011 - p. Leszek Goliński, naczelnik Wydziału Architektury w Urzędzie Miasta dla "Panoramy Oleśnickiej": "W tej chwili na inwestycji jest sporo ludzi, działają w różnych branżach, tak że jesteśmy dobrej myśli. Oceniam, że niedużo brakuje do końca. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni wykonawca powinien złożyć zgłoszenie zakończenia robót i wtedy będziemy przystępowali do odbioru".

10. października 2011 - Burmistrz Jan Bronś na swojej stronie internetowej: "Mam nadzieję, że wbrew Pana obawom, lodowisko zostanie uruchomione w tym sezonie, wykonawca zgłosił już obiekt do odbioru Straży pożarnej i w Sanepidzie celem uzyskania opinii odnośnie pozwolenia na jego użytkowanie".

17. października 2011 - "Panorama Oleśnicka" na swojej stronie internetowej: " (...) główny wykonawca kompleksu sportowo-rekreacyjnego w Oleśnicy zadeklarował, że w tym tygodniu rozpocznie się schładzanie płyty sztucznego lodowiska. Ryszard Gąsior, prezes spółki Atol, potwierdził nam te deklaracje, ale wyraził swoją wątpliowość co do wiarygodności ich dotrzymania... Proces przygotowania płyty lodowiska trwa około tygodnia".

24. października 2011 - "Oleśniczanin" na swojej stronie internetowej powiadomił, że rozpoczęły się odbiory budowlane kompleksu sportowego. Mają one potrwać do końca listopada. "Sauny już są gotowe, komora aromaterapii też, podobnie grota solna – wylicza Leszek Goliński. – Liczę, że na wykończenie tego pomieszczenia firmie wystarczą dwa dni. W tym tygodniu ma się odbyć także próbne zamrażanie lodowiska. – Myślę, że zaprosimy oleśniczan na taflę najpóźniej pod koniec listopada – mówi naczelnik".

2-3 grudnia 2011 - Pan Burmistrz na swojej stronie internetowej:  "(...) lodowisko jest już przygotowane, brak tylko paru dokumentów odbiorowych i rolby. Lód jest przygotowany" oraz "(...) wcześniej będzie oddane do użytku lodowisko (jeszcze przed Świętami), pozostałe obiekty, w tym ścianka wspinaczkowa, ruszą już w  Nowym Roku :) Przyczyną opóźnienia jest niesolidny wykonawca robót. Mam nadzieję, że  urok tego obiektu zrekompensuje czas oczekiwania na otwarcie".

7. grudnia 2011 - naczelnik Wydziału Architektury UMO dla "Panoramy Oleśnickiej": "Mamy już za sobą odbiory Sanepidu, straży pożarnej, nadzoru budowlanego. Wszystkie techniczne elementy są przez nas poodbierane. Natomiast (...) braki: rolby, siatek do squasha, uruchomienia automatyki instalacji solarnej, ławek przy płycie lodowiska, mam nadzieję, że będą szybko uzupełnione. (...) Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze gwarancja, która pierwotnie odnosiła się do 2013 roku. Przez roczny poślizg (...) powinna być przedłużona do 2014 roku. Jeśli wykonawca uzna nasze racje, wtedy zwołujemy komisję i podpisujemy protokół końcowy". Obiekt ma zostać oddany do użytkowania jeszcze przed świętami. "Wszystko zależy od tego, jak na ostatniej prostej zachowa się Tiwwal".

22. grudnia 2011 - na grudniowej sesji Rady Miasta Pan Burmistrz poinformował, iż w godzinach nocnych został podpisany protokół zdawczo-odbiorczy kompleksu sportowego. Ów protokół miał zawierać listę usterek, do usunięcia których zobowiązany jest wykonawca. Dla przypomnienia: według dokumentów przetargowych, inwestycja miała zostać zakończona 11. października 2010 roku. Z ponad 14-miesięcznym opóźnieniem powinno wiązać się naliczenie umownego odszkodowania. Jak poinformowały media, miasto wstrzymało się od wypłaty transzy 5 milionów złotych, zatrzymując tę kwotę na poczet kaucji gwarancyjnej i właśnie odszkodowania.  "W sensie budżetowym kwota zostanie zapłacona, przekazana na konto dochodów gminy, bez wyjścia poza rachunek. Na tym etapie generalnemu wykonawcy nie zostanie wypłacona ani złotówka." Pan Burmistrz zastrzegł jednak, że takie posunięcie może się wiązać z pozwami sądowymi wnoszonymi ze przez podwykonawców: "po zmianie kodeksu cywilnego, gdy istnieje solidarna odpowiedzialność, trzeba liczyć się z możliwą koniecznością wypłacenia kilkuset tysięcy złotych dla podwykonawców."

23. grudnia 2011 - oficjalne otwarcie lodowiska będącego częścią kompleksu sportowego.

18. stycznia 2012 - nieoficjalne otwarcie Oleśnickiego Kompleksu Sportowego (relacje: MojaOlesnica.pl, Panorama Oleśnicka i Oleśniczanin).

24. stycznia 2012 - podczas sesji Rady Miasta radny Piotr Karasek zgłosił interpelację w sprawie szczegółów protokołu odbiorczego kompleksu sportowego i wymienionych w nim usterek, które wykonawca zobowiązany jest naprawić, których nie udało mu się uzyskać od prezesa kompleksu, . Ryszarda Gąsiora. W odpowiedzi Pan Burmistrz Jan Bronś zobowiązał się do przekazania radnemu listę usterek na piśmie. Radny Karasek zapytał również o zapis w regulaminie kompleksu, który zabrania korzystającym robić zdjęcia. Prezes Ryszard Gąsior zapowiedział, iż zakaz ten zostanie zniesiony i każdy będzie mógł robić sobie zdjęcia na użytek prywatny. "Wprowadzeniu go do regulaminu przyświecała chęć zapobieżenia wykorzystywania zdjęć z Atola do celów reklamowych" (Panorama Oleśnicka)

1. lutego 2012 - kolejne, tym razem już oficjalne otwarcie Oleśnickiego Centrum Rekreacji, czyli kompleksu rekreacyjno-sportowego przy ul. Brzozowej (relacje: MojaOlesnica.pl, Olesnica.pl). Ponadto Panorama Oleśnicka donosi: "Niestety, wszystko wskazuje na to, że do końca stycznia w Oleśnicy nie pojawi się przewidziany w kontrakcie kosztowny samojezdny kombajn do regeneracji lodowej płyty. Jego koszt to około 400 tysięcy złotych. Z informacji Panoramy wynika, że jeszcze przed końcem sezonu miasto, nie oglądając się na Tiwwal, zamierza samo kupić wspomniane urządzenie, obciążając niesolidną firmę karnymi odsetkami. Jakby tego było mało, urzędowe komisje powiększają wciąż długą listę usterek, które pojawiały się przed oficjalnym otwarciem kompleksu. Co prawda fachowcom udało się uporać z niewłaściwie pracującą instalacją centralnego ogrzewania, jednak w dalszym ciągu nie funkcjonuje skomplikowany system wentylacji i klimatyzacji obiektu. Konieczna była wymiana central klimatyzacyjnych. W dalszym ciągu wykonawca nie uporał się ze sporą liczbą wad kompleksu. Ich wyeliminowanie będzie możliwe dopiero wiosną."

10. lutego 2012 - kolejne doniesienia o usterkach w kompleksie sportowym.

16. lutego 2012 - Atol ogłasza nowy cennik usług kompleksu sportowego. Ciekawostka: zmianom ulegają jedynie ceny saunarium i groty solnej i to tylko przy korzystaniu do godz. 16.00. Pozostałe ceny nie ulegają zmianie. Na oficjalnej stronie miasta czytamy: "Dla porównania cen warto rzucić okiem na cenniki proponowane przez obiekty o podobnym poziomie świadczonych usług. Karnet open na siłownię Marbo w Długołęce kosztuje 130 zł. Miesięczny wstęp na siłownię w Fitness Academy w Centrum Handlowym Korona kosztuje 249 zł, a za korzystanie z siłowni Classic Fitness w Galerii Dominikańskiej zapłacimy 239 zł miesięcznie. Pamiętać trzeba jeszcze o kosztach dojazdu do tych obiektów."

28. lutego 2012 - na sesji Rady Miasta Burmistrz stwierdził, iż trwa systematyczne usuwanie usterek w wykończeniu kompleksu sportowego. Usterki są usuwane przez bądź to wykonawcę, bądź przez "nas" w ramach premii gwarancyjnej. Tego samego dnia Urząd Miasta ogłasza przetarg na "Dostawę urządzenia do pielęgnacji i czyszczenia lodu (rolba)", którą zgodnie z warunkami umowy miał dostarczyć wykonawca kompleksu sportowego, jednak ponownie konsorcjum nie wywiązało się z zobowiązań zawartych w umowie.

1. marca 2012 - Urząd Miasta ogłasza przetarg na "Usunięcie usterek polegających na wykonaniu brakujących elementów systemu wentylacji oraz wymianie uszkodzonych nagrzewnic, wraz z uruchomieniem, regulacją i pomiarami systemu wentylacji, zgodnie z przedmiarem robót i projektem wykonawczym w ramach zadania: Budowa kompleksu sportowo - rekreacyjnego w Oleśnicy - lodowiska z funkcją kortów, zapleczem socjalnym i fitness oraz przebudowa i rozbudowa basenu wraz z zagospodarowaniem terenu".

7. marca 2012 - "Tiwwal ma Oleśnicę gdzieś" - wymowny tytuł artykułu opublikowanego przez "Oleśniczanina", w którym cytowane są wypowiedzi pracowników Urzędu Miasta: "Minęły terminy usunięcia usterek i dostarczenia rolby ustalone w protokole odbioru końcowego i nie ma oznak, że Tiwwal ma zamiar i możliwości wywiązania się ze zobowiązań. (...) Przystępujemy do realizacji na koszt Tiwwala, wykorzystując zatrzymaną kwotę z faktury końcowej jako zabezpieczenie należytego wykonania umowy" (p. Edyta Małys-Niczypor, rzecznik burmistrza) i "W istocie usterki usuwane są z gotówkowego zabezpieczenia należytego wykonania robót gwarantowanego przez wykonawcę. (...) Standardowo w naszych umowach na roboty budowlane zawieramy postanowienia o zabezpieczeniu miasta na wypadek nieusuwania usterek przez wykonawcę i w tym wypadku z tych postanowień skorzystamy" (p. Joanna Jarosiewicz, skarbnik miasta).


By nikt nie zarzucił mi braku obiektywizmu, powstrzymałem się od jakichkolwiek komentarzy. Wyróżniłem tylko najważniejsze FAKTY, by nie umknęły uwadze czytelnika.
Ta historia inwestycji przy Brzozowej napisała się sama. I co najgorsze: jej końca nie widać...

Zbieżne:

wtorek, 12 lipca 2011

Grunt to konsekwencja...

Konsekwencja to domena zwycięzców. To cecha wielce pożądana u ludzi sukcesu. Bo właśnie dzięki wytrwałemu dążeniu do celu mogą ten sukces osiągnąć. A Burmistrzowi Oleśnicy braku konsekwencji w żadnym wypadku zarzucić nie można. Poniżej kilka przykładów.

Przykład pierwszy: kilka lat temu Pan Burmistrz powiedział: "Zbudujemy obwodnicę Oleśnicy!" I co? Upór i konsekwencja Pana Burmistrza doprowadziły do tego, że obwodnicy zazdrościli nam wrocławianie! I tu brawa dla Pana Burmistrza! Szczere!

Przykład drugi: Burmistrz powiedział: "Zbudujemy w Oleśnicy basen kryty! Może nawet aquapark!" No i co? Jeszcze kilka lat temu wrocławianie mogli jedynie pomarzyć o kąpieli w aquaparku we Wrocławiu, więc przyjeżdżali do Oleśnicy. Co prawda nigdy żadne zawody pływackie rangi mistrzowskiej w "Atolu" raczej się nie odbędą, ale jak Pan Burmistrz obiecał - tak zrobił!

Przykład trzeci: Pan Burmistrz stwierdził: "Przecież nie może być tak, żeby tak nowoczesne miasto, jak Oleśnica, z takimi ambicjami, nie miało hali sportowej z prawdziwego zdarzenia!" Jak powiedział - tak zrobił! Co prawda tzw. "wielkiego sportu" w Oleśnickim MOKiS-ie jeszcze długo nie zobaczymy, ale za to można tam zrobić całkiem sporą studniówkę!

Przykład czwarty: Pan Burmistrz powiedział: "Oleśnica będzie miała kompleks sportowo-rekreacyjny!" Ludzie się wątpili, zastanawiali się, czy Oleśnicę stać na taką inwestycję... I co? I tylko dzięki żelaznej konsekwencji Pana Burmistrza Oleśnica... BĘDZIE MIAŁA kompleks sportowo rekreacyjny! Kiedyś... Może...

Przykład piąty: pewnego razu Pana Burmistrza olśniło: "Przecież na całym świecie są płatne parkingi. Dlaczego Oleśnica miałaby być inna?" Wahał się, zastanawiał, kalkulował... Wyszło mu, że jednak Oleśnica MUSI MIEĆ płatne parkingi. I pomimo sprzeciwu dużej grupy mieszkańców - konsekwentnie sporządził odpowiednią uchwałę i konsekwentnie poddał ją pod głosowanie, a wierna mu Rada Miasta ją przyklepała. Już niedługo, dzięki konsekwencji Pana Burmistrza w centrum miasta pojawią się parkomaty...

Przykład szósty: Pan Burmistrz konsekwentnie wspiera swoją postawą działania Pani Dyrektor MOKiS-u. Pomimo tego, że w obszarze sportu radzi ona sobie "lekko półśrednio", to najpierw oddał jej w zarząd stadion przy Brzozowej, a później doprowadził do zmiany statutu MOKiS-u, dzięki czemu Pani Dyrektor, pomimo swojej nieporadności w dziedzinie sportu - posiadła jeszcze większe kompetencje niż miała. Tym samym Pan Burmistrz jak lew broni rozdziału sportu od kultury. Konsekwentnie!

Przykład siódmy: Pan Burmistrz jest wierny jednej marce samochodów. Jego poprzednim samochodem służbowym była "cytrynka". Spodobała mu się chyba na tyle, że Urząd Miasta Oleśnicy tak szczegółowo rozpisał przetarg na nowy samochód służbowy, by wygrała oczywiście "cytrynka". W efekcie Pan Burmistrz znów jeździ "cytrynką", tylko nowszą. Konsekwentnie!

Przykład ósmy (najświeższy): skoro już jesteśmy przy samochodach, to w życiu, powiedzmy, nieco mniej publicznym, Pan Burmistrz również wykazuje się żelazną konsekwencją. Jak parkował swoją "cytrynką" w miejscach zabronionych prawem, tak parkuje. Na nic upomnienia, na nic oburzenie opinii publicznej... Grunt to konsekwencja! A żeby było śmieszniej, to Straż Miejska (powołana przecież do utrzymywania porządku) równie konsekwentnie go upomina. Słownie. Z powodów rzekomo objętych tajemnicą służbową. Ciekaw jestem wyniku tego dość niezwykłego pojedynku na wytrwałość i konsekwencję. Kto odpuści? Czy Straż Miejska, w końcu upominając Pana Burmistrza mandatem? Czy może Pan Burmistrz zaskoczy wszystkich i zacznie parkować, jak na Pana Burmistrza przystało?
Ale wówczas przestanie być konsekwentny...

Póki co, żelaznej konsekwencji Panu Burmistrzowi pozazdrościć mogą politycy większego formatu. Weźmy na przykład takiego Premiera. Pan Premier kiedyś mówił, że Polska będzie drugą Irlandią! Dzisiaj myśli sobie w duchu "Tylko nie Irlandia!" Po drugiej stronie barykady też znajdziemy dobre przykłady: Pan Prezes Kaczyński kiedyś mówił o internautach, że tylko "siedzą przed komputerem, oglądają filmiki, pornografię i pociągają butelki z piwem". Jednak od jakiegoś czasu sam prowadzi bloga (ciekaw jestem, czy pociąga piwko i ogląda sprośne filmiki), a jego partia, owoc jego życia, zapowiada intensywną kampanię wyborczą w internecie. Obu Panom zdecydowanie brakuje konsekwencji. Uczyć się jej powinni od Burmistrza Oleśnicy, niedużego miasta na Dolnym Śląsku, który jest mistrzem w dziedzinie konsekwencji.

PS. Podałem tutaj zaledwie kilka przykładów konsekwencji w działaniach Pana Burmistrza. Jest ich duuuuuużo więcej. Prawda?

Zbieżne:

poniedziałek, 27 czerwca 2011

MOKiS statutem stoi: prawdopodobna linia obrony Burmistrza

Jutro pod obrady Rady Miasta zostanie przedłożony projekt nowego statusu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. W poprzednim wpisie napisałem o nie najlepszych rozwiązaniach zamieszczonych w tym projekcie. Dzisiaj przedstawię linię obrony, którą najprawdopodobniej przyjmie Pan Burmistrz i którą prawdopodobnie będzie uzasadniał konieczność uchwalenia nowego statutu.

Cała tajemnica tkwi w zdaniu otwierającym statut. Brzmi ono tak: "Miejski Ośrodek Kultury i Sportu (dalej: MOKiS) jest samorządową instytucją kultury, której organizatorem jest Miasto Oleśnica". Otóż powołanie samorządowej instytucji kultury dopuszcza "Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej" (Dz. U. z 2001 r. Nr 13 poz. 123). Podstawowym celem statutowym instytucji kultury jest prowadzenie działalności kulturalnej. Po lekturze ustawy wyraźnie da się wyczuć, że właśnie na tej ustawie wzorował się autor projektu nowego statutu. Mianowicie, duża część zapisów (odpowiedzialność przed organizatorem w osobie burmistrza, powoływanie organów doradczych) w nowym statucie została co najmniej zaczerpnięta z odpowiednich zapisów ustawy o organizowaniu u prowadzeniu działalności kulturalnej.

Problem w tym, że oleśnicki MOKiS z definicji nie jest instytucją kultury. De facto, jest instytucją kultury I SPORTU (chociaż próżno szukać definicji takiej instytucji w polskim prawodawstwie), o czym wskazywać może chociażby jego nazwa. Oznacza to, że ma tyle samo wspólnego z kulturą, co ze sportem. Tym samym nazywanie go "instytucją kultury" nie jest poprawne. Co ciekawe, wspomniana ustawa o działalności kulturalnej dopuszcza łączenie i podział instytucji kultury (Art. 18., 19. i 20. ustawy). W ustawie nie ma mowy o łączeniu kultury ze sportem. Tym samym tworzenie statutu dla ośrodka, który w zamyśle jest organizatorem kultury i sportu w naszym mieście i nazywanie go "instytucją kultury" w rozumieniu ustawy o działalności kulturalnej jest nie do końca zrozumiałe. Inna sprawa, że statuty większości "ośrodków kultury I SPORTU" w naszym kraju definiują je jako "samorządowe instytucje kultury". Kolejna ciekawostka: również według dotychczasowego statutu, MOKiS jest instytucją kultury...

I zapewne tu leży przyczyna tego, że z organizacją imprez sportowych w Oleśnicy nie jest najlepiej. Właśnie dlatego, że sport nie był i nie jest konikiem ani Pana Burmistrza, ani Pani Dyrektor MOKiS-u. W przeciwieństwie do skutecznie zarządzanego GOSiR-u w pobliskiej Twardogórze, Dyrekcja oleśnickiego MOKiS-u nie może się pochwalić organizacją międzynarodowej imprezy sportowej. W zasadzie nie może się niczym pochwalić, jeśli chodzi o sport...

I niestety nie ma widoków na poprawę tej "niesportowej" sytuacji. Nowy statut jej nie zmieni, bo powstał w innym celu: by ugruntować pozycję obecnej Pani Dyrektor i zrzucić z jej pleców nadmiar obowiązków. A sport? To tylko kłopot dla Pani Dyrektor! Niech sobie będzie... w Twardogórze...

czwartek, 23 czerwca 2011

MOKiS statutem stoi...

Najwyraźniej Miejski Ośrodek Kultury i Sportu to oczko w głowie Burmistrza Oleśnicy. Zapewne dlatego od 7 już lat stanowisko dyrektora okupuje "nasz" (w sensie: "jego") człowiek. I zapewne dlatego też jak lew broni tej instytucji przed podziałem: na część odpowiedzialną za kulturę oraz na część odpowiedzialną za sport. Za to po raz drugi próbuje przeforsować zmiany w statucie MOKiS-u. Należy dodać: zmiany na korzyść dyrekcji tej instytucji.

Oleśnicki MOKiS to instytucja o 65-letniej historii, o czym przypomniano na tegorocznej "biesiadzie" na zamku. Nie do końca jest to prawdą, bo sam MOKiS powstał w 1992 roku z połączenia historycznych już instytucji: Ośrodka Sportu i Rekreacji z Oleśnickim Ośrodkiem Kultury. Zakres działalności i kompetencji MOKiS-i i jego dyrekcji określa uchwalony w 2000 roku przez Radę Miasta Oleśnicy Statut tej instytucji, lekko zmodyfikowany w roku następnym. Drastyczne zmiany w tym obowiązującym już od 10 lat Statucie MOKiS-u próbuje przeforsować Pan Burmistrz. I to już po raz drugi w tym roku. Dwie z proponowanych zmian są co najmniej niepokojące...

Po kolei: zgodnie z wciąż obowiązującym statutem, "Zarząd Miejski Oleśnicy" sprawował nadzór nad działalnością MOKiS-u, a jego Dyrektor(ka) musiał(a) w określonym terminie przedstawiać plan działalności tej instytucji na kolejny rok.Plan ten musiał uzyskać akceptację Zarządu Miasta, a z jego wykonania Pan(i) Dyrektor był(a) następnie rozliczany(a). 

W projekcie nowego statutu, nie ma już mowy o "Zarządzie Miejskim", lecz o Organizatorze, którym jest Miasto Oleśnica, reprezentowane przez Burmistrza. Czyli pierwsza zmiana polega na tym, że Dyrektor(ka) ośrodka miał(a)by podlegać już nie "Zarządowi  Miejskiemu", czyli pośrednio Radzie Miasta, ale tylko i wyłącznie SAMEMU BURMISTRZOWI. A mając na względzie fakt, że Pani Dyrektor jest protegowaną Pana Burmistrza, czy taka zmiana jest działaniem na korzyść ośrodka? Na korzyść miasta? Śmiem wątpić. W obecnej sytuacji wygląda to raczej na zabezpieczenie pozycji obecnej Pani Dyrektor na stanowisku. Niestety...

Dalej jest mowa o planie finansowym, "opracowanym w odniesieniu do wysokości dotacji przekazywanych przez Organizatora, sporządzanym na podstawie zasad wynikających z obowiązujących w tym zakresie przepisów prawa" (§11 pkt 1.). Plan ten ma być zatwierdzany jedynie przez Dyrekcję MOKiS-u. W moim odczuciu, zapis ten spowoduje zmniejszenie kompetencji organów samorządowych w zakresie kontroli i nadzoru nad MOKiS-em. O ile zgodnie z dotychczasowym statutem, Dyrektor(ka) musiał(a) co roku zdawać sprawozdanie z działalności prowadzonej przez siebie instytucji, to według nowego statutu takiego obowiązku już nie ma. Zgoda, jest zapis, że Dyrektor(ka) "odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie pod względem organizacyjnym" (§10 pkt 1.). Ale tak bardzo nieprecyzyjne sformułowanie może stanowić doskonałe pole do nadużyć.

Idźmy dalej... Od dłuższego czasu wśród mieszkańców Oleśnicy krąży opinia, że Pani Dyrektor nie do końca radzi sobie ze swoimi obowiązkami. O ile w zakresie kultury nie można jej wiele zarzucić, to już ze sportem nie jest w naszym mieście najlepiej. Chyba sam Pan Burmistrz uznał, że faktycznie coś w tym musi być, bo umieścił w nowym statucie następujący zapis (§10 pkt 3. i 4.): "Burmistrz, po konsultacji z dyrektorem MOKiS, może powołać organ doradczy, skupiający przedstawicieli środowisk artystycznych i sportowych. W przypadku powołania organu doradczego, tryb jego działania określa odrębny regulamin, nadawany zarządzeniem przez dyrektora MOKiS". Najwyraźniej ma to być odpowiedź Pana Burmistrza na pojawiające się głosy, że należałoby oddzielić sport od kultury i wrócić do systemu OSiR + OOK. Odpowiedź tą należy odczytywać w następujący sposób: Pan(i) Dyrektor utrzyma swoje kompetencje w zakresie dotychczasowej działalności w obszarach kultury i sportu, a jeśli obowiązki ją przerosną, wówczas powoła się grono doradców; doradcy popracują, doradzą, a wszelkie zasługi i tak spłyną na Pana (Panią) Dyrektora (Dyrektor); i wszelkie sukcesy "organu doradczego" zostaną przypisane Panu (Pani) Dyrektorowi (Dyrektor). I wszyscy będą szczęśliwi. A przede wszystkim Pan Burmistrz i Pan(i) Dyrektor...

Tyle w skrócie. Projekt uchwały w sprawie nadania nowego statutu MOKiS-owi znalazł się w planie prac na najbliższą sesję Rady Miasta. Jeśli uchwała ta znajdzie uznanie radnych, będzie oznaczać większą niezależność i nietykalność Pani Dyrektor. Zmniejszone zostaną jej obowiązki (brak corocznego sprawozdania z działalności), co z kolei wiązać się będzie ze zmniejszoną kontrolą nad jej działalnością i utrudnioną oceną jej skuteczności jako Dyrektora MOKiS-u. Przy czym zakres jej kompetencji pozostanie niezmieniony. Widać, że Pan Burmistrz jak lew broni kompetencji swojej protegowanej. Szuka każdego możliwego rozwiązania, byle tylko nie dopuścić do podziału MOKiS-u. A taki podział, w obliczu nieporadności Pani Dyrektor (przede wszystkim w dziedzinie sportu), wcale nie byłby takim złym rozwiązaniem...

wtorek, 31 maja 2011

Oleśnickie Targi Próżności, czyli wszyscy chwalą Burmistrza

Szanowni Państwo!

Miło mi powitać Państwa z oleśnickiego ratusza, gdzie odbywa się impreza pod sympatycznym tytułem "Oleśnickie Targi Próżności". Patronat honorowy nad tą imprezą objął Przewodniczący Rady Miasta, a do prezentacji zaproszony został Burmistrz Miasta Oleśnica. Szanowne Jury, które składa się z Radnych (w liczbie 20 obecnych) podejmie się oceny owocu całorocznej pracy Pana Burmistrza, którym jest budżet miasta i jego wykonanie w 2010 roku.

Chwaląc się swoim produktem Pan Burmistrz podkreślił, że już w tej chwili spełnia on wymogi prawne, które wejdą dopiero w 2014 roku! Podkreślił, że nie był to budżet zachowawczy, ale aktywny, pozwalający na finalizację założonych i rozpoczętych inwestycji. Super! Jest świetnie! Niestety w natłoku określeń wielce superlatywnych, Pan Burmistrz zapomniał wspomnieć (stan na godz. 13:36) o rozpoczętej, rozgrzebanej i niedokończonej budowie kompleksu sportowego. A może spuścił na nią zasłonę milczenia? Nie wiadomo, czy sprawę kompleksu szanowne Jury weźmie pod uwagę przy ogólnej ocenie.

Czas na głosy gremiów jurorskich, czyli komisji. Komisje pozytywnie wypowiadają się o budżecie. Zwłaszcza komisja oświaty, której Przewodniczący życzył Panu Burmistrzowi co najmniej tak dobrego bilansu za rok 2011. Właśnie Przewodniczący Komisji Oświaty jako pierwszy z radnych wspomniał o feralnym kompleksie. Stwierdził mianowicie, że jego komisja udziela Panu Burmistrzowi pełnego poparcia w działaniach przez niego podjętych w celu zakończenia problemu, nawet gdyby oddanie kompleksu miało się znacznie odwlec w czasie. Żadnych pytań o sam kompleks.

Godz. 14:00 - zbliża się clou dzisiejszej imprezy, czyli wystąpienie Przewodniczącej Komisji Rewizyjnej. Pani Przewodnicząca stwierdziła, że zdecydowana większość wydatków została przeprowadzana należycie. Aczkolwiek jej "niepokój" budzi nieterminowa budowa kompleksu. Tyle jeśli chodzi o kompleks przy Brzozowej. W dalszych słowach Pani Przewodnicząca stwierdza, że analiza zeszłorocznego budżetu świadczy o należytym wykonywaniu obowiązków przez "odpowiednie służby miejskie". Reasumując: pieniądze wydawane były należycie, inwestycje terminowe, gospodarowanie mieniem komunalnym było "oszczędne". Opinia komisji - pozytywna z wnioskiem o udzielenie absolutorium. Chwała Burmistrzowi!

Godz. 14:18 - Pan Burmistrz może już zacierać ręce. Pomimo niemrawego "niepokoju" Pani Przewodniczącej, wygląda na to, że owoc jego zeszłorocznej pracy znajdzie uznanie jurorów.

Godz. 14:21 - dyskusja. Jeden z radnych opozycji gratuluje Burmistrzowi. Mówi, że pomimo "obiektywnych trudności" związanych z kompleksem sportowym udało się wykonać budżet. Zaproponował również, żeby Rada Miasta zawnioskowała do władzy ustawodawczej o zmianę prawa o zamówieniach publicznych. Czyli całą winę za "koszmarną budowę kompleksu" ponosi prawodawca. Doprawdy, zgrabnie Pan Burmistrz przedstawił radnym całą sprawę... Ci patrzą w niego, jak w obrazek. Podsumowanie dyskusji przez radnego koalicji: "Miło się słucha opozycji, gdy tak chwali burmistrza i koalicję". Mały quiz: kto wypowiedział te słowa?


Godz. 14:30 - jest przełom! Jeden z radnych opozycji konstatuje, że pomimo wadliwej ustawy o zamówieniach publicznych, dobrze byłoby tak konstruować przetargi, by do podobnych sytuacji już więcej nie dochodziło. Bo przecież nie wiadomo, czy ustawa ta ulegnie zmianie. Brawa dla tego Pana!
W odpowiedzi Pan Burmistrz stwierdza, że w jego uznaniu propozycja radnego nie przyniesie 100% skuteczności. Dalej Pan Burmistrz mówił o tym, że ustawa skonstruowana jest w ten sposób, że po pierwsze: najkorzystniejsza oferta jest utożsamiana z najtańszą (???); po drugie: inwestycje budowlane mogą wykonywać "szewcy". Wystarczy, że jednym z udziałowców (wystarczy 1% udziałów) konsorcjum będzie firma "budowlana". Dla jurorów to też wystarczyło. Pan Burmistrz tą barwną mową zyskał uznanie gremium.

Godz. 14:48 - głosowanie. Za: 19 radnych; 0 przeciw; 1 wstrzymał się.

Godz. 14:53 - kwiaty na ręce Pana Burmistrza składa Przewodniczący Rady Miasta. Następnie w kolejce z gratulacjami i kwiatami stanęli prawie wszyscy zebrani. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to następująca sytuacja:
Oczywiście sytuacja jest zgoła odmienna, odrzucenie absolutorium raczej chyba w grę nie wchodziło, nie mniej jednak obrazek wręczanych kwiatów wydał mi się dziwnie znajomy...

Pan Burmistrz z rękami pełnymi bukietów udaje się na przerwę.

Zupełnie pomijając głosowanie (wykonanie budżetu chyba było do zaakceptowania), a biorąc pod uwagę jedynie dyskusję, stwierdzam, że z jednym małym wyjątkiem, ratuszowa opozycja przestała istnieć. Taka opozycja z prawdziwego zdarzenia: potrafiąca w sposób merytoryczny pociągnąć dyskusję; umiejąca zarówno wytknąć błędy, jak i wyrazić uznanie; krytykująca, ale nie krytykancka. Takie opozycji w Oleśnicy już nie ma... I tą smutną konstatacją kończę relację z dzisiejszej sesji Rady Miasta.
Do następnego razu...

PS. A radni, ci "pracowici inaczej", o których już kiedyś pisałem - ani mru mru. Jak te myszki w kościele!

sobota, 7 maja 2011

O tym jak rycerz (wreszcie!) poszedł po rozum do głowy

O żenująco żałosnej postawie Burmistrza Oleśnicy w sprawie wprowadzenia elektronicznego systemu opłat na oleśnickiej obwodnicy pisałem już dwukrotnie (tutaj i tutaj). Do tej pory jedynym gestem, na jaki zdobył się nasz gospodarz był protest. Stanowczy, ale skierowany pod niewłaściwy adres.

Istnieją przesłanki ku temu, że Pan Burmistrz wreszcie zasięgnął porady u osób kompetentnych i znających się na rzeczy; być może sam zrozumiał, być może ktoś mu w końcu przetłumaczył, że z wysyłaniem protestów do dyrektora GDDKiA jest jak z pytaniem księdza proboszcza o pogodę na jutro: niby coś tam wie, niby coś tam słyszał, ale żeby od razu przejawiał jakieś większe kompetencje w zakresie meteorologii?

Taką przesłanką jest stanowisko przyjęte przez Radę Miasta na ostatniej, kwietniowej sesji, a którego pomysłodawcą mógł być sam Pan Burmistrz. Niestety na samej sesji pełen tekst tego stanowiska nie był odczytywany, nie udało mi się też w żaden sposób dotrzeć do pełnego tekstu tego stanowiska (z niewyjaśnionych przyczyn Urząd Miasta zaprzestał aktualizacji na stronie bip.um.olesnica.pl przyjętych aktów prawnych i protokołów z sesji), dlatego posiłkować się muszę artykułem z papierowej wersji najnowszej Panoramy Oleśnickiej. W artykule tym czytamy, że "Rada Miasta Oleśnicy wyraża stanowczy sprzeciw wobec decyzji ustawienia urządzeń do poboru opłat za przejazd samochodów ciężarowych odcinkiem drogi S8 stanowiącym obecnie również obwodnicę miasta Oleśnicy" oraz że "podczas czteroletniego okresu eksploatacji obwodnicy przybyło samochodów, a podczas okresów zamknięcia obwodnicy sznur samochodów przejeżdżających przez Oleśnicę sięga już 10 kilometrów. Po ustawieniu czytników te sporadyczne sytuacje staną się znowu codziennością, gdy zostaną wprowadzone opłaty za przejazd obwodnicą". I dalej: "Minister Infrastruktury (...), nie przedłożył negatywnych skutków społecznych i obciążenia gmin skutkami wzrostu kosztów utrzymania dróg lokalnych w wyniku ucieczki kierowców przed opłatą elektroniczną, a jedynie skutki fiskalne z punktu widzenia budżetu państwa". W dalszej części można przeczytać, że Rada Miasta zaapelowała do premiera rządu "o ponowne przeanalizowanie skutków wprowadzonego rozporządzenia i uwzględnienia nie tylko doraźnych potrzeb budżetu państwa, ale i budżetów gmin, przez które przebiegają płatne odcinki dróg, jak również skutki społeczne zwiększenia natężenia ruchu w miastach w wyniku wprowadzenia opłat za przejazd obwodnicami miast".
Niniejsze stanowisko na zostać przesłane do... (uwaga... chwila napięcia...) Prezydenta, Premiera, Sejmu i mediów (fanfary!)! Wreszcie ktoś z magistratu potrafił poprawnie zaadresować kopertę! Naprawdę, nie mam nawet najmniejszych złudzeń, że taki wybór adresata został dokonany pod wpływem moich krytycznych tekstów. Nie mniej jednak wybór ten pokazuje kto miał rację w polemice pomiędzy mną a Panem Burmistrzem. Oto okazało się, że słynne "wiedza i doświadczenie" czasem zawodzą...

Aczkolwiek samo stanowisko zadziwia mnie niespójnością. W jednej części tekstu Rada wyraża swój sprzeciw przeciwko planom umiejscowienia urządzeń do pobierania opłat na samej obwodnicy, w drugiej natomiast apeluje do Premiera o ponowne przeanalizowanie skutków rozporządzenia, w którym rząd zdecydował o tym, które odcinki dróg mają być płatne. Więc przeciwko czemu jest to protest? Przeciwko urządzeniom, ich lokalizacji na obwodnicy, czy przeciwko samym opłatom? Nie wiadomo też, czy Premier się domyśli...
Pozostaje pytanie, czy przyjmowanie podobnych stanowisk przez kogokolwiek ma jeszcze jakikolwiek sens? Elektroniczny system poboru opłat ma zostać wprowadzony za niecałe 2 miesiące...

wtorek, 3 maja 2011

Wolna ręka Burmistrza w sprawie lotniska

Długo się zastanawiałem jak ugryźć temat lotniska. Jest to temat kontrowersyjny, bo lotnisko i związana z nim jednostka wojskowa przez długi czas były wpisane w krajobraz naszego miasta. Zarówno lotnisko, jak i jednostka wojskowa stanowiły część najnowszej historii Oleśnicy ale i same tę historię tworzyły. Oleśniczanie byli dumni z lotniska, z wojskowej szkoły lotniczej, kształcącej młodych adeptów lotnictwa, podobnych do tych z filmowego hitu "Top Gun" - przystojnych, młodych, szybkich i nieustraszonych.

Ale czasy świetności lotnictwa w Oleśnicy minęły. W wyniku reorganizacji szkolnictwa wojskowego w siłach powietrznych, oleśnickie Centrum Szkolenia Inżynieryjno-Lotniczego zostało przeniesione do Dęblina. Pozostało lotnisko z przynależnymi mu resztkami infrastruktury w postaci pasa startowego, miejsc postojowych dla samolotów i zabudowań nie wykorzystywanych już zgodnie z ich przeznaczeniem. Właścicielem całości jest Agencja Mienia Wojskowego, która rozparcelowała teren lotniska na działki i wystawiła je na sprzedaż.

Jakiś czas temu grupka pasjonatów założyła Stowarzyszenie Przyjaciół Lotniska-Oleśnica. Za cel postawili sobie wspieranie władz samorządowych z terenu powiatu oleśnickiego w staraniach o przejęcie nieużytkowanego od lat przez wojsko oleśnickiego lotniska oraz utworzenie na jego bazie Powiatowego Lotniska Cywilnego Użytku Publicznego. Cel - szczytny i ambitny, to fakt. Ale czy realny? O tym za chwilę.

Stowarzyszenie, mając w swoich szeregach wiceburmistrza, zapalonego paralotniarza, rozpoczęło swoją działalność z grubej rury. Po trzech tygodniach funkcjonowania skierowało do Przewodniczącego Rady Miasta projekt stanowiska w sprawie poparcia działań władz powiatowych mających na celu przejęcie terenów byłego lotniska i utworzenie Powiatowego Lotniska Cywilnego Użytku Publicznego. Stanowisko to zostało (bodajże jednogłośnie) przyjęte przez radę.

Tym samym Pan Burmistrz został do upoważniony "do podejmowania wszelkich przewidzianych prawem działań, mających realnie wesprzeć Starostę w realizacji Jego wniosku (...), złożonego do Ministra Infrastruktury o przejęcie terenów lotniska powojskowego OLEŚNICA". Zwracam uwagę na tekst pogrubiony. To mocne słowa, które oznaczają, że Burmistrz dostał upoważnienie m.in. do zaciągania kredytów i (być może) nadmiernego zadłużania miasta (oczywiście w ramach ustawowych limitów) byle tylko ratować to, co pozostało na oleśnickim lotnisku i utworzyć lotnisko cywilne.

Zdaję sobie sprawę, że za to, co teraz napiszę, posypią się na mnie tęgie gromy, ale czy Oleśnicy i powiatowi oleśnickiemu lotnisko jest rzeczywiście potrzebne? Na forach internetowych rozgorzała dyskusja, że lotnisko to prawdziwa i niepowtarzalna szansa dla Oleśnicy; że mogłoby ono stanowić zapasowe lotnisko dla Wrocławia; że dzięki niemu w naszym mieście w końcu pojawią się inwestorzy, który będą skłonni zainwestować swoje pieniądze w Oleśnicy; że ta inwestycja przyciągnie inne.

OK, zgodzę się, że posiadanie lotniska w pewnym stopniu podnosi prestiż miasta. Ale posiadanie lotniska dla samego posiadania lotniska nie powinno być celem samym w sobie. Mam samochód, jestem kierowcą, ale to nie czyni ze mnie Roberta Kubicy. Analogicznie, samo przejęcie lotniska nie sprawi, że Oleśnica od razu stanie się metropolią. Lotnisko, które miałoby stanowić prawdziwy motor rozwoju miasta, powinno być używane i to używane nie tylko przez modelarzy czy amatorów puszczania latawców, ale przede wszystkim przez lotnictwo cywilne. Powinny na nim lądować ZARÓWNO prywatne małe awionetki, jak i większe samoloty pasażerskie. 
Lotnisko powinno mieć nowoczesną infrastrukturę, powinno być wyposażone w odpowiedni i nowoczesny sprzęt i aparaturę, by mogły na nim lądować małe i średnie samoloty. I by mogły LĄDOWAĆ BEZPIECZNIE! (Tak, tak! Smoleńsk też ma lotnisko!)
Doprowadzenie lotniska do stanu bezpiecznej używalności to ogromna i kosztowna inwestycja, z którą mogą sobie nie poradzić połączone siły powiatu oleśnickiego i miasta Oleśnicy razem z gminą Oleśnica. Bo nie wiem, czy można liczyć na jakiś dodatkowy prywatny kapitał; wszyscy wiemy jak skuteczni są nasi włodarze w poszukiwaniu inwestorów...

Skoro już jestem przy inwestorach... Szczerze podziwiam tych optymistów, którzy twierdzą, że samo lotnisko wystarczy, by przyciągnąć inwestorów. Podobny pogląd przedstawiały lokalne władze samorządowe, którym wydawało się, że na samo hasło "Oleśnicka Strefa Aktywności Gospodarczej" inwestorzy będą się dobijać drzwiami i oknami. Oj, wielkie musi być ich rozczarowanie po tych kilku latach od jej utworzenia. Analogicznie, od samego lotniska oleśnicka Strefa Aktywności Gospodarczej nie zapełni się inwestorami...

Zastanawiam się, w jakim stopniu przyjęte przez Radę Miasta stanowisko jest częścią jakiegoś większej całości, jakiegoś planu rozwoju powiatu, a w jakim jedynie spełnieniem, kosztem publicznym, zachcianek małej grupy amatorów szmacianego skrzydełka i motorka, któremu przewodniczy jeden z zastępców Burmistrza Miasta Oleśnicy?

Wczoraj jeden z tych paralotniarzy latał nad miastem. Do paralotni miał przyczepiony długi, ale mało czytelny baner. Na banerze widniał napis (z tego, co mi się udało odszyfrować) "ZAJĘCIA (zdjęcia?) Z LOTU" i podany był numer telefonu. Prawdę mówiąc, akurat w Święto Flagi spodziewałem się raczej pięknej, długiej biało-czerwonej flagi, aniżeli prywatnej reklamy. Ten mały, acz znaczący epizod dzisiejszego dnia tylko umocnił mnie w przekonaniu, że inicjatorom stanowiska Rady Miejskiej bardziej chodziło o prywatę, niż o skok cywilizacyjny naszego miasta.

piątek, 8 kwietnia 2011

Ciężka jest praca radnego!

Przed dwoma tygodniami (z małą górką) po raz pierwszy w swoim krótkim życiu miałem okazję przyjrzeć się sesji Rady Miasta i mającej tam miejsce "debacie". Dokładniej  przyjrzałem się czterem radnym - cała czwórka należy do tzw. "koalicji" rządzącej. Obserwowałem ich pracę przez większość sesji (o godz. 16:30 musiałem opuścić salę obrad) i zaprawdę powiadam Wam: praca radnego do łatwych nie należy! To ciężki kawałek chleba, na który zdobyć się mogą tylko nieliczni! Słowo "WYBRAŃCY" samo ciśnie się na usta!

Zacznijmy od długich przemówień. Nie, nie samych radnych... Chodzi o wystąpienia zaproszonych gości. Tych na każdej sesji jest zapewne kilku, każdy z nich ma do przekazania jakieś sprawozdanie lub do omówienia jakiś program na przyszłość. To wszystko trwa i trwa w nieskończoność. Podczas takich przemówień radnym czas ciągnie się w nieskończoność. Zwłaszcza, gdy nie przejawiają specjalnego zainteresowania tematem danego przemówienia. Krzesła raczej niewygodne, a od dłuższego siedzenia można się nabawić hemoroidów... Sytuacja radnego jest tutaj wyjątkowo niekomfortowa.

Po każdym takim wystąpieniu, Pan Przewodniczący Rady Miasta musi wtrącić swoje trzy grosze. Nie, żeby chciał wnieść coś nowego do tematu... Zazwyczaj podkreśla jakie to istotne sprawy poruszył poprzednik, jakie to ważne dla mieszkańców. Istotne dla Pani... Dla Pana... Dla społeczeństwa... Dla nas wszystkich! Podkreśla tę istotność w każdym słowie każdego zdania. I tak przez kilkadziesiąt minut w ciągu całej sesji. I w dodatku robi to głosem ponadprzeciętnie donośnym, aczkolwiek bardzo monotonnym. Chyba nawet rozkazy wydawane przed dowódcę szeregowym wojskowym zawierają większą dawkę emocji. Istnieje hipoteza, że takie działanie Pana Przewodniczącego ma na celu uśpienie czujności radnych. A i samych radnych również. Jakiż nieludzki wysiłek musi taki radny wykonać, by powstrzymać się od spania! Podziwiam! Zwłaszcza, jeśli taki radny udziału w dyskusji nie bierze, co mogłoby go chociaż na moment ocucić.

No właśnie. Dyskusja! Jak tu można brać udział w jakiejkolwiek dyskusji, skoro warunki do pracy są nieodpowiednie? Jak można się przygotować do sesji z materiałów dostarczanych w wersji drukowanej? Tak, drodzy Państwo! Mamy już XXI wiek, a radni wciąż dostają materiały na papierze! Przetarg na służbowe komputerki jeszcze nie ogłoszony, więc dalej trzeba się męczyć z papierowymi materiałami. A to nie jest łatwe... Tu kartka zginie, tam się można zaciąć papierem w palec, (a wszyscy wiemy jak bardzo to boli). Wszędzie czai się niebezpieczeństwo. To niehumanitarne! Wcale bym się nie zdziwił, gdyby taki radny nie zabrał głosu, bo po prostu postanowił zbojkotować dyskusję; albo w trosce o własne zdrowie, czy nawet życie, postanowił nie zaglądać w materiały.

No właśnie! Wobec permanentnego braku "nowoczesnego systemu informatycznego" w postaci służbowych komputerów dla radnych, nie dziwi to, że Pan Przewodniczący RM poczuł się w obowiązku by przypomnieć rajcom (swoim donośnym, acz monotonnym głosem) definicje niektórych niezbędnych pojęć, jak np. interpelacja, zapytanie czy oświadczenie. Doprawdy, nie wymagajmy od naszych radnych, by sami, na własną rękę wyszukiwali znaczenia tych pojęć zawartych w regulaminie instytucji samorządowej, której sami są członkami. W końcu w składzie obecnej Rady Miasta mamy (o ile dobrze policzyłem) AŻ 4 NOWICJUSZY!

Tak więc niełatwe jest życie radnego. Tak, wiem, można mi zarzucić, że powyższy prześmiewczy tekst powstał na podstawie obserwacji zaledwie jednej sesji Rady Miasta, a na posiedzeniach komisji stałych nie miałem okazji jeszcze uczestniczyć. Ale prawdę mówiąc trzeba byłoby mieć niezłomną wiarę w człowieka, by wierzyć, że obserwowana przeze mnie czwórka radnych prowadziła jakąś ożywioną dyskusję na komisjach, a jedynie na czas sesji nagle zamilkła. Proszę wybaczyć, ale ja aż tak bezgranicznej wiary w człowieka nie mam.

A teraz mały quiz: czy ktoś zgadnie jaką czwórkę radnych obserwowałem swoim czujnym okiem?

Osobę jednego z nich zdradzę - to "Fryzjer-Wykładowca" - chyba najbardziej enigmatyczna postać oleśnickiego samorządu. Wiadomo o nim tylko, że żyje, że oddycha, że przychodzi na sesje RM i że pobiera diety. Czy ktoś kiedyś słyszał jego głos? Poza obligatoryjnym "ślubuję", oczywiście... Przypomnę tylko, że według kolegów z rady z poprzedniej kadencji, przez ostatnie cztery lata nie wykazał on się zbytnią aktywnością w oleśnickim ratuszu. Swoją drogą, mocno się zastanawiam nad aktywizacją tego "WYBRAŃCA" i ufundowaniem dla niego prywatnej, specjalnej nagrody, jeśli do końca roku zgłosi on jakąkolwiek interpelację. Nie ważne w jakiej sprawie. Byle tylko była to prawdziwa interpelacja z prawdziwego zdarzenia.

środa, 23 marca 2011

Parkingowe być albo nie być



Już za kilka dni rozstrzygnie się sprawa płatnych parkingów w naszym mieście. Według projektu uchwały, nad którym mają "debatować" radni na najbliższej sesji Rady Miasta, ma zostać wprowadzona jedna strefa płatnego parkowania w obrębie centrum miasta i w okolicach Sądu Rejonowego.

Natomiast sprawa płatnych parkingów w okolicach sal: widowiskowej i sportowej - jest już praktycznie przesądzona. Z oleśnickich gazet dowiedzieliśmy się, że w tym przypadku decyzja zależy wyłącznie od Pana Burmistrza, który wystarczy, by w tym celu wydał odpowiednie zarządzenie.

Gdy zapytano mnie kiedyś, co sądzę o płatnych parkingach w Oleśnicy, stwierdziłem, że nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że zostanie jasno powiedziane, że przychody uzyskane z tego tytułu zostaną przeznaczone na budowę pierwszego podziemnego/wielopoziomowego parkingu w naszym mieście. Jednak po rozmowach z mieszkańcami zmieniłem swoje zdanie i zdecydowanie jestem przeciwny takim posunięciom. Dlaczego? Może po kolei...

Po pierwsze: w projekcie uchwały brak jest jakichkolwiek planów co do zagospodarowania przychodów z opłat parkingowych. Żeby chociaż w materiałach podanych do publicznego wglądu pojawiło się uzasadnienie takiego projektu i żeby chociaż w tym uzasadnieniu pojawiła się jakaś wzmianka na ten temat. Takiego uzasadnienia nie ma. Jest co prawda wzór "mandatu" za nieuiszczenie opłaty parkingowej, sygnowany przez Sekcję Dróg Miejskich, co może sugerować, że opłaty te zostaną zainwestowane w remonty dróg należących do miasta. Jednak równie dobrze środki z tytułu opłat parkingowych mogą być dla Pana Burmistrza sposobem na załatanie dość napiętego miejskiego budżetu, bo przecież kadencję należy zacząć z przytupem: od wydatków na zabawki dla siebie i radnych. Bo przecież zabawki te są elementem nowatorskiej strategii promocyjnej autorstwa Urzędu Miasta Oleśnicy. Idąc tym tropem można założyć, że po przyjęciu tej uchwały, kolejnym etapem tej strategii będą darmowe parkingi dla rajców i urzędników.

Po drugie: jaki sens ma wprowadzenie takich opłat za parking pod MOKiSem? Najważniejszymi argumentami autorów uchwały jest ograniczenie ruchu kołowego i zwiększenie dostępności miejsc parkingowych. Czy rzeczywiście Pan Burmistrz chce ograniczyć ilość ludzi odwiedzających MOKiS - jeden z jego sztandarowych projektów? No bo przecież tak można odczytać tę argumentację. Jeśli chodzi o zwiększenie dostępności miejsc parkingowych - spójrzmy na większego sąsiada Oleśnicy. Czy we Wrocławiu zwiększyła się rotacja aut parkujących w okolicach rynku? Może odrobinkę, ale na pewno nie w takim stopniu, jakiego życzyliby sobie wrocławscy urzędnicy.

Po trzecie: opłaty za parkowanie to taka specyficzna forma opodatkowania - od luksusu. Podatniku: chcesz mieć luksus parkowania w centrum miasta? Opodatkuj się! Niestety, przykrym zbiegiem okoliczności jest fakt, że Pan Burmistrz planuje wprowadzić ten podatek w czasie, gdy najczęstszym tematem rozmów Polaków jest drożyzna i rosnące ceny przede wszystkich tych najpotrzebniejszych i najbardziej podstawowych artykułów, jak chleb, czy cukier.

Po czwarte: realne zagrożenie dla prywatnych przedsiębiorców: ilość klientów odwiedzających ich siedziby może się zmniejszyć. Niewykluczone, że sami przedsiębiorcy będą chcieli zrekompensować koszty ponoszone z tytułu opłat parkingowych poprzez podniesienie cen oferowanych przez siebie artykułów i usług. Stracą i przedsiębiorcy, i ich klienci.

Po piąte: współczuję mieszkańcom ulic, które leżą w najbliższym sąsiedztwie strefy płatnego parkowania. Tutaj, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, iż okoliczne uliczki, podwórka i każde miejsce, w które jest w stanie zmieścić się samochód będą przeżywały oblężenie. No bo czymże jest te parędziesiąt metrów na piechotkę, skoro jest możliwość zaoszczędzenia tych kilku złotych.

I na koniec przykład z własnego doświadczenia: mieszkam na Serbinowie. Codziennie z małżonką odwozimy dzieci do Przedszkola nr 1. Codziennie parkujemy na parkingu znajdującym się tuż przy budynku przedszkola, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie strefy płatnego parkowania, ale jednak poza nią. W chwili obecnej cała procedura wyjścia z samochodu, odprowadzenia dzieci do przedszkola, przebrania ich i powrotu do samochodu zajmuje niewiele, bo (oczywiście w zależności od pory roku) od 5 do 15 minut. Gdy strefa płatnego parkowania zostanie wprowadzona, o miejscu na dotychczasowym parkingu będziemy mogli jedynie pomarzyć. Gdzie będzie najłatwiej zaparkować? Najpewniej na parkingu płatnym. Czyli cała procedura, nie dość, że się wydłuży, bo trzeba będzie znaleźć parkomat, zapłacić, wyłożyć bilet parkingowy za szybę, przejść do przedszkola i wrócić, to jeszcze koszty się zwiększą - dla nas (mam na myśli wszystkich rodziców w podobnej sytuacji),  którzy na co dzień wcale nie okupujemy namiętnie miejsc parkingowych. My, którzy płacimy duże pieniądze za miejskie (czytaj: "państwowe") przedszkole (w moim przypadku - 2 dzieci - są to kwoty rzędu 600-650 złotych miesięcznie, na co składa się wyżywienie, angielski i rytmika), bo przecież miasto jakiejś specjalnej polityki "prorodzinnej" nie prowadzi (we Wrocławiu miasto często dopłaca, w związku z czym rodzice ponoszą mniejsze koszta związane z przedszkolem); to jeszcze teraz będziemy zmuszeni wpłacać do miejskiego budżetu kolejną daninę w postaci opłaty parkingowej.

A na to mojej zgody nie ma...

Update:
Niniejszym dołączam do akcji protestacyjnej: