Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2011

Oleśnicki układ sił politycznych

Wczorajsze wybory pokazały rozkład sił politycznych w naszym kraju. Zdecydowanie wygrała PO, która najprawdopodobniej ponownie utworzy koalicję z "wiecznym" koalicjantem wszystkich, czyli z PSL-em. Dla "prezesa" to bodajże 6. przegrane wybory z kolei (ale prezes się nie martwi i broni nie składa). W Oleśnicy również wygrała PO, z przewagą nawet większą niż średnia krajowa.

Jednak dość symptomatyczne jest to, że oleśniczanie nie głosowali na "swoich". Wystarczy spojrzeć na zestawienie ilości głosów uzyskanych przez poszczególnych "oleśnickich" kandydatów w całym okręgu wyborczym nr 3, w porównaniu z ilością głosów, którą uzyskał poseł-elekt o najmniejszym poparciu spośród wybranych (niebieska linia ciągła).

Wyniki oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2011 r.

Wyraźnie widać, że żaden ze "swojaków" nawet nie zbliżył się do mandatu. Jeśli przyjrzeć się podobnym zestawieniom z wyników wyborów z lat 2005* (rok rekordowy dla Oleśnicy):
Wyniki oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2005 r.
 i 2007*:

Wyniki oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2007 r.

to rok 2011 wypada pod tym względem tragicznie: wszyscy kandydaci mocno pod kreską, brak jakiejkolwiek indywidualności, która mogłaby znacząco pociągnąć wynik całego komitetu wyborczego. Jeszcze 6 i 4 lata temu powiat oleśnicki posiadał takie indywidualności (jakkolwiek kontrowersyjne by one nie były, to Oleśnica miała "mocnych" reprezentantów na Wiejskiej). Do podobnych wniosków można dojść, gdy porówna się sumy głosów uzyskanych przez oleśnickich kandydatów w tych trzech głosowaniach:

Sumy wszystkich głosów oddanych na oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych z lat 2005, 2007 i 2011.
Wykresy te pokazują słabość oleśnickich pretendentów i małość lokalnych liderów partyjnych. "Małość", bo z takimi wynikami naprawdę trudno mówić o "wielkości". O ile jeszcze w wyborach samorządowych, na własnym podwórku lokalni partyjni działacze mogą się czuć pewnie, to progi regionalnych siedzib partyjnych są już dla nich zbyt wysokie. W skali regionu nie mają nic do powiedzenia, a przez władze swoich ugrupowań są traktowani z przymrużeniem oka.

We wczorajszym głosowaniu oleśniczanie, zamiast ziomków z powiatu, wybrali PEWNIAKÓW z PO i PiS oraz powiew świeżości (równie świeży, co niepewny) z RP. Wśród "pewniaków" - dwóch zobowiązało się zawalczyć dla Oleśnicy.

Jeden - młody, ambitny, pełen dobrych chęci. Sam kilkukrotnie odwiedzał nasze miasto. Wśród swoich materiałów wyborczych miał ulotkę dedykowaną właśnie mieszkańcom Oleśnicy, w których zobowiązał się do aktywnej walki oleśnickie lotnisko. I chyba tym właśnie ujął ich serca, bo dość chętnie oddawali oni na niego swoje niezagospodarowane przez lokalnych kandydatów głosy (w powiecie uzbierał ich 1281).

Drugi - typowy partyjny wyrobnik, "fighter" kontrolujący partyjny aparat, nie mający zbyt dobrej opinii wśród znawców tematu. Ten z kolei z Oleśnicą miał niewiele wspólnego (tak przynajmniej można było wywnioskować z jego materiałów wyborczych), a o głosy oleśniczan zabiegał za pośrednictwem Pana Burmistrza. To jego Pan Burmistrz przedstawił jako swojego "sojusznika", który sprawi, że oleśnicki zamek zostanie przekazany miastu i dzięki temu odzyska swoją dawną świetność. Ów sojusznik zdobył w powiecie oleśnickim 803 głosy, co niewątpliwie pomogło mu w zdobyciu poselskiego mandatu.

Skoro Oleśnica nie ma własnej reprezentacji, musi liczyć na pomoc z zewnątrz. Bardzo chciałbym wierzyć w zapewnienia obu panów. Najbliższe 2-3 lata pokażą, czy aby nie były to słowa rzucone na wiatr. A obiecali wiele: każdy z nich - dużo więcej niż wszyscy oleśniccy kandydaci razem wzięci.

* Pomimo najlepszych chęci, mogło się zdarzyć, że jakiś kandydat z powiatu oleśnickiego umknął mojej uwadze, za co z góry najmocniej przepraszam.

Zbieżne:

sobota, 8 października 2011

Cisza... i po ciszy!

Ze względu na obowiązującą w naszym kraju ciszę wyborczą, tymczasowo zablokowałem możliwość komentowania postów. Możliwość dodawania komentarzy wróci w niedzielę, po godz. 21:00.

Za powstałe utrudnienia bardzo przepraszam i zapraszam do zaktualizowanego "Kompleksowego kalendarium"...

Możliwość dodawania komentarzy została własnie (godz. 21:17) przywrócona.

czwartek, 6 października 2011

Pan Burmistrz i jego "sojusznicy"

Burmistrz Oleśnicy rzucił się dziś na mnie... trzy razy! Za każdym razem ze skrzynki pocztowej.

Za pierwszym razem, gdy zobaczyłem "list" zaadresowany "do: Mieszkańców Oleśnicy", pomyślałem - MIŁO. Było miło, dopóki nie zajrzałem do środka. A tam - Pan Burmistrz w pozie do złudzenia przypominającej tę z jego prywatno-służbowej strony internetowej (pewnie ta sama sesja zdjęciowa) apeluje do mnie, abym w najbliższych wyborach zagłosował na "naszych sojuszników" i nazywa tych "sojuszników" po imieniu. Jak się okazuje, sojusznik jest jeden, ale za to DWOJGA NAZWISK...


Za drugim razem - z "gazety". "Gazeta" miała banalny tytuł: "Gazeta Informacyjna". Niestety nie można  było tam znaleźć lokalnych "informacji" z powiatów oleśnickiego, górowskiego, wołowskiego, wrocławskiego, średzkiego, milickiego, strzelińskiego, trzebnickiego i oławskiego. Otóż zadaniem "Gazety Informacyjnej" było poinformowanie wyborców na kogo zagłosują tamtejsze władze samorządowe w wyborach do Senatu. Wybór Pana Burmistrza padł na kandydata z tej samej opcji politycznej, co wspomniany wyżej "sojusznik". Obaj nie mają nic wspólnego z Oleśnicą.

Trzeci materiał miał najbardziej prozaiczny charakter: zwykła ulotka wyborcza. Za to Pan Burmistrz w doborowym towarzystwie Premiera RP i Marszałka Sejmu znów udziela poparcia "sojusznikowi". Sam "sojusznik" przedstawia swój program, ale nie ma w nim ani słowa o Oleśnicy.

Po tych trzech razach boję się zajrzeć do lodówki, żeby czasem nie natknąć się na Pana Burmistrza nawołującego do głosowania na "sojuszników".

Doprawdy, dziwię się Panu Burmistrzowi, że dał się wciągnąć w kampanię wyborczą i użyczył swojego wizerunku na potrzeby partii politycznej. W moich oczach już w zeszłym roku utracił opinię samorządowca niezależnego, niezwiązanego z żadną opcją polityczną, nawet jeśli nie posiada partyjnej legitymacji. Teraz, z listu adresowanego do mieszkańców Oleśnicy, dowiedzieć się mogą o tym wszyscy. Co go skłoniło do takiej postawy? On jeden raczy wiedzieć.

Natomiast w jednym trzeba przyznać Panu Burmistrzowi rację. Udzielając swego poparcia kandydatowi niezwiązanemu z Oleśnicą pokazał, iż jego zdaniem, oleśniccy kandydaci w ogólnopolskim wyścigu na Wiejską się nie liczą. Co ciekawe - nie pomógł nawet swojemu wieloletniemu (można by powiedzieć "etatowemu") zastępcy, który z lokalnych kandydatów ma chyba najlepszą pozycję wyjściową. I nie pomogą tutaj żadne lokalne sojusze i deklaracje, czy inne teatralne gesty wykonywane pod publiczkę:  niemoc i miałkość oleśnickich kandydatów jest godna pożałowania. Pan Burmistrz wybrał "sojusznika", który, jak wynika materiałów, miałby pomóc Panu Burmistrzowi w zdobyciu oleśnickiego zamku. Zastanawiam się, jakąż to siłą sprawczą dysponuje ów "sojusznik"?!? Region miał już wielu parlamentarzystów i żaden z nich nie pomógł Panu Burmistrzowi w przejęciu zamku. Więc kimże jest "sojusznik" i dlaczego jest "sojusznikiem" na odległość? Czy w czasie kończącej się kampanii wyborczej raczył był chociaż odwiedzić Oleśnicę i osobiście zabiegać o głosy oleśniczan?

A że "sojusznik" jest typowym partyjnym funkcjonariuszem... To już inna sprawa...

Zbieżne:


czwartek, 1 września 2011

Wybory 2011. Pójdziesz?

Rok 2011 jest trzecim z rzędu rokiem wyborczym. Wczoraj o północy minął termin rejestracji list wyborczych do parlamentu. W wyborach tych wystartuje kilkoro reprezentantów powiatu oleśnickiego.

Niestety, w obliczu politycznej emigracji blond-wilczycy rodem z Sycowa, nasza lokalna reprezentacja w wyborach parlamentarnych prezentuje się bardziej niż skromnie. Prawda jest taka, że większość z nich wystąpi jedynie w charakterze statystów. Nawet mizerne szóste miejsce wiceburmistrza Oleśnicy na liście SLD, to pozycja w ogóle nieosiągalna dla reszty kandydatów. Być może rola "wypełniaczy" przypadła im z racji braku partyjno-wyborczego doświadczenia? Być może tylko takie (a może "aż takie"...), a nie inne pozycje udało się naszym lokalnym partyjnym "tuzom" wynegocjować w rozmowach z wojewódzkimi/krajowymi władzami tych partii? Jeśli tak, to właśnie kształt właśnie zarejestrowanych list wyborczych pokazuje miejsce lokalnych liderów w partyjnej hierarchii w regionie. Ambicje może i są (a może i nie...), ale rzeczywistość jest okrutna.

Ja do partii zraziłem się już jakiś czas temu, o czym już kiedyś pisałem. Na wybory pójdę, jak zawsze, bo korzystanie z praw, jakie daje demokracja traktuję, mimo wszystko, jako obywatelski obowiązek. Ale jak zagłosuję? Tego jeszcze nie wiem... Mając w perspektywie następujący wybór:




... mocno zastanawiam się nad oddaniem głosu nieważnego. Również taki wybór daje mi demokracja.
A jestem już zmęczony wybieraniem pomiędzy mniejszym złem, a złem absolutnym. Pomiędzy premierem z Gdańska, a prezesem z Żoliboża; pomiędzy "Słońcem Peru", a tym, co ukradł Księżyc. Zresztą, myślę, że spory odsetek Polaków myśli podobnie. W dodatku bezbarwność i rozbrajająca mizeria naszych lokalnych "polityków" (cudzysłów użyty świadomie i celowo!) jest zatrważająca. Dlatego też poważnie rozważam oddanie głosu nieważnego. Tak w ramach cichego, indywidualnego protestu.

Ciekaw jestem, co na ten temat sądzą goście tego bloga. Zapraszam do głosowania w mocno subiektywnej mini-ankiecie -  na górze strony. Data zamknięcia ankiety: 7. października, godz. 15:00.

środa, 13 lipca 2011

Wybory? Wszystkie chwyty dozwolone!

Ostatnia kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi była bardzo nietypowa. Rzekłbym nawet "profesjonalna". Bo oto afery rodem z "wielkiej" polityki w końcu zawitały i w naszym małym i spokojnym miasteczku. Oto zakończyło się śledztwo w sprawie listów z pogróżkami, które miał dostać Pan Burmistrz jeszcze na długo przed wyborami. A tak to leciało:

Pan Burmistrz rzekomo dostaje 3 listy z pogróżkami. Pierwsze dwa rzekomo niszczy w niszczarce (jak podawała swego czasu Panorama Oleśnicka). Trzeci, ostatni, który otrzymał rzekomo w lipcu, rzekomo zachowuje. Mijają miesiące. Nadchodzi listopad. Kampania wyborcza trwa w najlepsze. Nagle, jak gdyby nigdy nic, Pan Burmistrz sobie przypomina o rzekomej tajemniczej kartce papieru z odręcznie napisanymi rzekomymi groźbami, leżącej gdzieś na dnie szuflady jego urzędniczego biurka. Informuje organy ścigania o całej sprawie, ale najpierw tę tajemnicę skrywaną od miesięcy kilku miesięcy ujawnia opinii publicznej. Mieszkańcy miasta, przyszli wyborcy z nieskrywanym wzruszeniem patrzą na Pana Burmistrza. I z podziwem, że tak dobrze poradził sobie w tak trudnych chwilach. Pan Burmistrz w cuglach wygrywa na burmistrza, zdobywając ponad 70% głosów.
Po prawie 8 miesiącach prokuratura umarza śledztwo z powodu "niewykrycia sprawcy"...

To było do przewidzenia. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby wszystko to okazało się być zręcznie ułożoną historyjką, której nie powstydziłaby się sama mistrzyni literatury kryminalnej - Agatha Christie. Historyjką skleconą na potrzeby kampanii wyborczej. Ja pokazały wyniki wyborów, wielu oleśniczan było w stanie w tę historyjkę uwierzyć... Brawo Panie Burmistrzu!

Ciekawe czym nas Pan zaskoczy za nieco ponad 3 lata?
No i ciekawe jak zakończy się druga afera... Ta z Konopką...

czwartek, 14 kwietnia 2011

Sprawa ronda ma drugie dno?

W uzupełnieniu do ostatniego wpisu dotyczącego pechowej budowy nieszczęsnego ronda...

Przypomnę tylko, że wczoraj, w rozmowie z Panoramą Oleśnicką pan dyrektor Sekcji Dróg Miejskich powiedział: "To, że nawierzchnia źle wyszła, wynika też z presji wywieranej na termin wykonania. Te warunki, które były, okazały się jeszcze nie do końca odpowiednie. Było jeszcze za zimno na układanie tej nawierzchni. Wykonawca, chcąc wyjść naprzeciwko oczekiwaniom, chyba się trochę pospieszył". Załóżmy, że przyjmujemy tę argumentację: faktycznie w marcu/kwietniu mimo, że temperatura w ciągu dnia była bardzo wiosenna, to nocami rzeczywiście spadała do niskich wartości. Ale idąc tym tropem, należy zadać panu dyrektorowi SDM pytanie: skoro w kwietniu, mimo że było ciepło, to było za zimno, to dlaczego ktoś z Pańskich pracowników, jako termin zakończenia budowy tego ronda ustalił na 10. grudnia, gdy zazwyczaj jest jeszcze zimniej niż w kwietniu? Domyślam się, że termin ten nie był "pierwszym lepszym" terminem, ale terminem uzgodnionym z szerszą liczbą osób, pracowników SDM odpowiedzialnych za ten przetarg. Domyślam się, że termin ten konsultowano z profesjonalistami z branży drogowej. Zadziwiające jest to, że wtedy jakoś nikt nie krzyczał, że przecież może być za zimno na przygotowanie materiału na tzw. warstwę ścieralną... Dlatego wysuwanie takich argumentów w kwietniu, mając w pamięci pierwotny termin zakończenia prac na grudzień - jest cokolwiek... NIEPROFESJONALNE.

Idźmy dalej tym tropem. Dlaczego rozpoczęcia prac budowlanych nie zaplanowano na przykład na marzec nowego roku? Wówczas zima nie zaskoczyłaby ekipy budowlanej, "specjalistów" z Sekcji Dróg Miejskich ani zwykłych urzędników od papierkowej roboty. Warunki pogodowe byłyby zdecydowanie korzystniejsze. Istniałaby duża szansa, że wszelkie prace drogowe zakończyłyby się w terminie, być może w czerwcu/lipcu. Nikt nie wywierałby żadnej presji na wykonawcę. Szczęśliwy byłby wykonawca, szczęśliwi byliby mieszkańcy, handlowcy i kierowcy. Nikt nie narzekałby na przeciągające się prace budowlane i związane z nimi uciążliwe objazdy.

No więc właśnie... Dlaczego?

Warto spojrzeć na kalendarz wyborczy. Wybory samorządowe były zaplanowane na 21. listopada. Ewentualna (jak się później okazało - niepotrzebna) druga tura wyborów na burmistrza miała się odbyć 5. grudnia. Można się tylko domyślać kto miał interes w tym, by prace rozpocząć jak najwcześniej, nie zważając na późniejsze problemy temperaturowo-pogodowe. Najprawdopodobniej ktoś próbował coś na tym ugrać, a ktoś inny zachował się skrajnie nieprofesjonalnie i nieodpowiedzialnie i mu uległ, godząc się na takie, a nie inne terminy. Ktoś chciał mieszkańcom Oleśnicy coś udowodnić na siłę.

BARDZO, ale to BARDZO CHCIAŁBYM SIĘ MYLIĆ!
 
Ale w naszym kraju już tak jest, że okres wyborczy to czas cudów i obietnic rzucanych na wiatr... Tu minister przyjedzie otworzyć kawałek obwodnicy, po to tylko, żeby kolejny kawałek tej samej obwodnicy mógł otworzyć kolejny minister przy okazji kolejnych wyborów. Tam poseł otworzy dworzec kolejowy, a jeszcze gdzie indziej jeszcze inna "gruba ryba" przetnie wstęgę z jeszcze innej okazji... A nas, wyborców, czeka powrót do szarej, smutnej rzeczywistości, w której nic nie dzieje się tak, jak powinno. I tak do następnych wyborów...

piątek, 26 listopada 2010

Wybory, wybory i... po wyborach...

Według najnowszych danych Państwowej Komisji Wyborczej:
- KWW Porozumienie Samorządowe 2002: 27.6% głosów
- KW Platforma Obywatelska RP: 18.7%
- KW Sojusz Lewicy Demokratycznej: 18.4%
- KW Prawo i Sprawiedliwość: 15.9%
- KWW Oleśniczanie: 14.9%
- KW Dla Oleśnicy: 3.2%
- KWW Dariusza Konopki Nowoczesna Oleśnica: 1.3%

Frekwencja w wyborach do Rady Miasta wyniosła 39.4%

W wyborach na burmistrza:
- Jan Bronś: 70.9%
- Halina Anna Dzięgło: 15.5%
- Przemysław Antoni Myszakowski: 13.6%

Frekwencja w wyborach na burmistrza wyniosła 39.5%


A więc: gratulacje zwycięzcom i chwała zwyciężonym!

Komentarz zacznijmy od frekwencji - zatrważająco niska, niższa niż 4 lata temu, gdy wyniosła 41.7%. To bardzo niedobrze. Bo świadczy to o kilku negatywnych sprawach. Po pierwsze: o tym, kto ma zasiadać we władzach miasta (czy jako burmistrz, czy jako radny) decyduje mniejszość. Po drugie: pomimo tego, że nasi dziadkowie, rodzice, koledzy przez pokolenia walczyli o demokrację i dopiero od 20 lat mogą się w pełni z niej cieszyć, to w tym czasie zdążyli się już nią zmęczyć. Zamiast korzystać z pełni praw, jakie ona daje, doszli do wniosku, że nie warto iść na wybory, bo i tak nic się nie zmieni... I dlatego też świadomie i dobrowolnie zrezygnowali ze skorzystania z uprawnień, jakie daje im demokracja. Dziwię się, bo przecież takie oddanie głosu na kogokolwiek - nic nie kosztuje. Nawet długopisu brać ze sobą nie trzeba... A można sobie przy okazji spacerek dla zdrowia  zrobić...
Czy taki ktoś ma prawo później narzekać, że w mieście źle się dzieje? Że władza się nie sprawdza? Osobiście uważam, że nie... Jestem za modelem demokracji, w którym wybory byłyby obowiązkowe. Być może wtedy demokracja zostałaby doceniona przez większość, a o przyszłości naszych miast, gmin, powiatów, województw i kraju decydowaliby ludzie wybrani przez większość...

Jeśli chodzi o wybory na burmistrza: No cóż... Tutaj lider przedwyborczych sondaży był silny słabością swoich konkurentów. Brak zdecydowanego i charyzmatycznego lidera opozycji, który mógłby przyciągnąć głosy wyborców nie do końca przekonanych do p. Bronsia przesądził o wyniku wyborów i rozmiarach wygranej dotychczasowego burmistrza. Do tego doliczyć należy jeszcze przedwyborcze podkładanie się lokalnych PO i SLD, które (zwłaszcza w przypadku tej pierwszej) nie mając w swoich szeregach osoby na tyle rozpoznawalnej, która mogłaby pociągnąć listę, postawiły na burmistrza, z nadzieją, że dzięki niemu zapewnią sobie wynik wyborczy na przyzwoitym poziomie. Sprytnie... Ale zupełnie bez polotu. Owszem, wynik został osiągnięty... Tylko co dalej?
No i brawa dla p. Haliny Dzięgło, która (przynajmniej na chwilę) skończyła z wizerunkiem "pani z gazetki parafialnej" i zaistniała w świadomości Oleśniczan jako kandydat na burmistrza. No i wykazała się większym temperamentem niż większość lokalnych "liderów" partyjnych, a jednego nawet pokonała w bezpośrednim starciu!

I wreszcie wybory do Rady Miasta... Dla mnie i znajomych ze Stowarzyszenia Dla Oleśnicy, mając na względzie niską frekwencję, wynik wyborów nie jest zaskoczeniem. W ogromnej większości ludzie głosowali na ugrupowania, które znają. Nawet nie na osoby, które znają, ale właśnie na ugrupowania. Wystarczy spojrzeć na wyniki i wnioski nasuwają się same: do Rady Miasta wybrane zostały osoby zajmujące na listach wyborczych miejsca od 1-3. To dowodzi tezie, że nie liczą się zasługi, nie liczą się dotychczasowe dokonania i działalność (a raczej bezczynność) w radzie - liczy się przynależność (partyjna) i miejsce na liście. Wyjątki są dwa: p. Jan Rybiałek, który startował z miejsca dziewiątego, oraz p. Katarzyna Jurzyk, która w miejsce p. Bronsia wejdzie do Rady. Będąc szósta na liście PS2002 uzyskała niezły wynik.
Smutna to konstatacja z tą przynależnością partyjną, ale prawdziwa. Dlatego też nie dziwi mnie aż tak bardzo wynik KW Dla Oleśnicy. Jako ugrupowanie zupełnie nieznane startowaliśmy z zerowego poziomu, a uzyskaliśmy wynik ponad 3%. Niby nie ma się czym chwalić, ale żałować też nie ma czego. Możemy natomiast pochwalić się tym, że rekomendowane przez nas osoby: Janusz Marszałek i Marek Laryś jako pierwsi przedstawiciele naszego powiatu w historii samorządu zostali wybrani do sejmiku województwa dolnośląskiego z listy KWW Rafała Dutkiewicza. I tutaj sukces jest ogromny!

Ze swojej strony mogę zapewnić, że Stowarzyszenie będzie działało nadal, jako opozycja ujmijmy to "pozaparlamentarna". Zgodnie uważamy, że praca w Radzie Miasta miała być środkiem do osiągnięcia pewnych celów, a nie celem samym w sobie, a sama obecność w radzie naprawdę nie jest szczytem naszych ambicji. Celem ma być działalność prospołeczna, dla dobra Oleśnicy i jej mieszkańców. Środki? Środki się znajdą... Mamy wiele pomysłów w zanadrzu i zapał do działania. W końcu przedstawiliśmy "Propozycje Dla Oleśnicy"... A to zaledwie początek...

czwartek, 21 października 2010

Niezależny? Już nie bardzo...

Stało się! Stała się rzecz straszna, aczkolwiek co bardziej obeznane z tematem oleśnickie wróbelki już o niej ćwierkały. Niby nic, a jednak!

Niezależny burmistrz Oleśnicy oficjalnie stracił swoją niezależność. Jak podała prasa, jeden z lokalnych "liderów" partii rządzącej (w mieście, powiecie i kraju) oficjalnie został on kandydatem tej partii na burmistrza Oleśnicy. Niestety nie wiadomo, czy "lider" ten popełnił lapsus (no cóż... specjalistą od marketingu politycznego to on zdecydowanie nie jest...) czy rzeczywiście nasz niezależny burmistrz dostał nominację partii i tym samym pogrzebał swoją niezależność.

Zastanawiam się jak to możliwe, że ten człowiek, na każdym kroku akcentujący swoją bezpartyjność, swoje oddanie samorządowi i Oleśnicy, dogadał się z partyjnymi kacykami z Oleśnicy (Wrocławia? Warszawy??) i uzyskał ich oficjalne poparcie w wyścigu o następną kadencję? Jak dla mnie "niezależność" i "partia" to rzeczy, których połączyć się nie da... Jak ogień i woda. Jak Jaś i Małgosia. Jak Anakin i Luke Skywalkerowie...

Należy nadmienić, że do tej pory program wciąż urzędującego burmistrza był tożsamy z programem stronnictwa, którego był współtwórcą, reprezentantem i przywódcą. Jak zatem mają czuć się kandydaci tego stronnictwa, gdy ich wódz na miesiąc przed wyborami zbratał się z ogólnopolską organizacją partyjną, która definicję samorządności odczytuje zgoła odmiennie niż ludzie samorządem zajmujący się na co dzień? Zostali pozbawieni mentora. Wraz z mentorem odszedł ich program wyborczy... Jak teraz ci kandydaci mają spojrzeć w oczy wyborcom, na których głosy wciąż liczą? Jak mają teraz czuć się sami wyborcy, którzy do tej pory dość tłumnie i solidarnie popierali burmistrzowe stronnictwo i samego burmistrza, do tej pory dumnego ze swojej niezależności? 


Niestety może okazać się, że to partyjne poparcie, to część większego, dalekosiężnego planu obydwu stron (a konkretniej burmistrza i wrocławskiej centrali partii rządzącej). Wystarczy spojrzeć na kalendarz wyborczy: za rok czekają nas wybory parlamentarne... Kto wie, czy w związku z tym, również nie będziemy zmuszeni wybierać nowego burmistrza...

Wciąż stoję na stanowisku, że partyjne rządy w naszym mieście nic do niczego dobrego  doprowadzą. Dlatego też ponawiam hasło z poprzedniego wpisu:


Amen!

sobota, 16 października 2010

Co polityk z góry wie o tych (tym) co na dole...

Niedawno na zamku odbyła się huczna impreza. Przyjechała pewna eks-blond polityk z niegdyś z Sycowa (albo Warszawy, mniejsza o to...). Dokonała prezentacji list pewnego komitetu wyborczego. Same superlatywy, same ohy i ahy! Rewelacja! Pełen zachwyt! Z nieskrywaną dumą stwierdziła również: "To eksperci w swoich dziedzinach!". I tu konsternacja... Spojrzałem na te listy... Ekhm... Nawet jedna z lokalnych gazet zauważyła: co czwarty to student!

Nie mam nic do braci studenckiej. Co więcej - z racji wykonywania obowiązków służbowych na jednej z wrocławskich uczelni mam z nią do czynienia na co dzień i staram się żyć z nimi na dobrej stopie. Ale w żaden sposób nie mogę dokonać koniunkcji tych dwóch słów: "ekspert" i "student". W czym student może być ekspertem? W studiowaniu? Czym się objawia biegłość w studiowaniu? Znałem kiedyś takiego studenta... Zaczął studiować kilka lat przede mną, ja skończyłem doktorat, a on jeszcze studiował... Czy to znaczy, że był tak dobry w studiowaniu, że aż żal mu było się z tym zajęciem rozstać? Czy można go było nazwać ekspertem w studiowaniu? Kierując się tokiem myślenia zaproponowanym przez ważną Panią polityk - oczywiście!

Żeby wszystko było jasne: jestem za studentami! Popieram ich! Niech ich będzie jak najwięcej w Radzie Miasta! Niechaj rządzą w Oleśnicy! Władza w ręce młodych!

Ale czy słowa tej ważnej Pani polityk o dość wyrazistym rodowodzie partyjnym nie potwierdzają mojej (naszej) tezy, że tak naprawdę polityk z partyjnej centrali nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w małym mieście typu Oleśnica? Czy taki polityk zna rekomendowanych przez siebie ludzi? Czy potrafiłby powiedzieć o każdym z nich coś więcej niż tylko wyuczone i wyświechtane frazesy typu: "ekspert", "właściwy człowiek na właściwym miejscu"?
Odpowiedź jest raczej oczywista! Wie o nich tyle samo, co o potrzebach lokalnej społeczności z tego miasta... Czyli nic!

STOP PARTIOM POLITYCZNYM W SAMORZĄDACH!

Update: Zapraszam do głosowania w ankiecie znajdującej się po prawej stronie u góry. Pytanie brzmi: kogo poprzesz w najbliższych wyborach samorządowych: partie polityczne, czy lokalne ugrupowania?

piątek, 24 września 2010

Zróbmy coś Dla Oleśnicy!

Nadchodzi... Coraz bliżej... Da się już wyczuć... Co? Atmosfera przedwyborcza... O wyborach samorządowych słychać już wszędzie... Pojawiają się tak zwane "artykuły sponsorowane"... Media spekulują: ktogdziez kim i dlaczego...
Ludzie, do których adresowane są te działania podzielić można na dwie kategorie: na takich, którzy reagują (zgadzając się lub nie) i takich, którym wszystko jedno, bo wybory samorządowe ich nie obchodzą... Bo są za mało ważne... Bo kandydaci niepoważni... Bo i tak nic się nie zmieni! I tu się nie zgodzę... 
Po pierwsze: osobiście uważam, że wybory samorządowe są równie ważne, jak wybory parlamentarne! To w nich wybierasz ludzi, którzy przez najbliższych kilka lat będą decydować o wyglądzie Twojej "małej ojczyzny". To oni będą mieć niemały wpływ na to, jak będzie się żyło w Oleśnicy, na Twoim osiedlu i co będzie się działo w Twoim mieście i na Twoim podwórku.
Po drugie: nic się nie zmieni? No cóż... Jeśli wybiera się ludzi, którzy znajdują się w radzie miejskiej "przez zasiedzenie"... Którzy uważają, że mandat radnego im się po prostu należy - w końcu przez tyle lat piastowali ten urząd... Którzy przyzwyczaili się, że miarą ich skuteczności jest ilość wniesionych interpelacji, a nie ilość pomyślnie (dla wyborców!!!) rozwiązanych spraw... W takiej sytuacji rzeczywiście nie ma co liczyć na zmianę... A wystarczy wyjść naprzeciw wyborcom... Słuchać ich... W razie potrzeby konfrontować... Mediować... Służyć radą (tytuł zobowiązuje: RADNY!!!), pomocą... Same obietnice nie wystarczą, by być DOBRYM radnym... A obiecywać można dużo! A nawet więcej! Wielokrotnie się zdarzało, że im więcej się obiecało, im bardziej "oczarowało się" wyborców swoimi obietnicami, tym większe były szanse wygranej... Czy taka postawa jest w porządku wobec wyborcy? Bez komentarza... Czy można to zmienić? Można! Trzeba tylko dobrze wybrać... Ale przede wszystkim, trzeba zmienić to, co zmienić trzeba, czyli podziękować   "zasiedziałym", a dać szansę tym, którzy mają pomysły, ambicje, są kreatywni i chcą wspólnie pracować Dla Oleśnicy, dla jej dobra...

Przekonałem? Dałem do myślenia? 
Zapraszam:
siedlaq@gmail.com