Już za kilka dni rozstrzygnie się sprawa płatnych parkingów w naszym mieście. Według projektu uchwały, nad którym mają "debatować" radni na najbliższej sesji Rady Miasta, ma zostać wprowadzona jedna strefa płatnego parkowania w obrębie centrum miasta i w okolicach Sądu Rejonowego.
Natomiast sprawa płatnych parkingów w okolicach sal: widowiskowej i sportowej - jest już praktycznie przesądzona. Z oleśnickich gazet dowiedzieliśmy się, że w tym przypadku decyzja zależy wyłącznie od Pana Burmistrza, który wystarczy, by w tym celu wydał odpowiednie zarządzenie.
Gdy zapytano mnie kiedyś, co sądzę o płatnych parkingach w Oleśnicy, stwierdziłem, że nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że zostanie jasno powiedziane, że przychody uzyskane z tego tytułu zostaną przeznaczone na budowę pierwszego podziemnego/wielopoziomowego parkingu w naszym mieście. Jednak po rozmowach z mieszkańcami zmieniłem swoje zdanie i zdecydowanie jestem przeciwny takim posunięciom. Dlaczego? Może po kolei...
Po pierwsze: w projekcie uchwały brak jest jakichkolwiek planów co do zagospodarowania przychodów z opłat parkingowych. Żeby chociaż w materiałach podanych do publicznego wglądu pojawiło się uzasadnienie takiego projektu i żeby chociaż w tym uzasadnieniu pojawiła się jakaś wzmianka na ten temat. Takiego uzasadnienia nie ma. Jest co prawda wzór "mandatu" za nieuiszczenie opłaty parkingowej, sygnowany przez Sekcję Dróg Miejskich, co może sugerować, że opłaty te zostaną zainwestowane w remonty dróg należących do miasta. Jednak równie dobrze środki z tytułu opłat parkingowych mogą być dla Pana Burmistrza sposobem na załatanie dość napiętego miejskiego budżetu, bo przecież kadencję należy zacząć z przytupem: od wydatków na zabawki dla
siebie i
radnych. Bo przecież zabawki te są
elementem nowatorskiej strategii promocyjnej autorstwa Urzędu Miasta Oleśnicy. Idąc tym tropem można założyć, że po przyjęciu tej uchwały,
kolejnym etapem tej strategii będą darmowe parkingi dla rajców i urzędników.
Po drugie: jaki sens ma wprowadzenie takich opłat za parking pod MOKiSem? Najważniejszymi argumentami autorów uchwały jest ograniczenie ruchu kołowego i zwiększenie dostępności miejsc parkingowych. Czy rzeczywiście Pan Burmistrz chce ograniczyć ilość ludzi odwiedzających MOKiS - jeden z jego sztandarowych projektów? No bo przecież tak można odczytać tę argumentację. Jeśli chodzi o zwiększenie dostępności miejsc parkingowych - spójrzmy na większego sąsiada Oleśnicy. Czy we Wrocławiu zwiększyła się rotacja aut parkujących w okolicach rynku? Może odrobinkę, ale na pewno nie w takim stopniu, jakiego życzyliby sobie wrocławscy urzędnicy.
Po trzecie: opłaty za parkowanie to taka specyficzna forma opodatkowania - od luksusu. Podatniku: chcesz mieć luksus parkowania w centrum miasta? Opodatkuj się! Niestety, przykrym zbiegiem okoliczności jest fakt, że Pan Burmistrz planuje wprowadzić ten podatek w czasie, gdy najczęstszym tematem rozmów Polaków jest drożyzna i rosnące ceny przede wszystkich tych najpotrzebniejszych i najbardziej podstawowych artykułów, jak chleb, czy cukier.
Po czwarte: realne zagrożenie dla prywatnych przedsiębiorców: ilość klientów odwiedzających ich siedziby może się zmniejszyć. Niewykluczone, że sami przedsiębiorcy będą chcieli zrekompensować koszty ponoszone z tytułu opłat parkingowych poprzez podniesienie cen oferowanych przez siebie artykułów i usług. Stracą i przedsiębiorcy, i ich klienci.
Po piąte: współczuję mieszkańcom ulic, które leżą w najbliższym sąsiedztwie strefy płatnego parkowania. Tutaj, z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, iż okoliczne uliczki, podwórka i każde miejsce, w które jest w stanie zmieścić się samochód będą przeżywały oblężenie. No bo czymże jest te parędziesiąt metrów na piechotkę, skoro jest możliwość zaoszczędzenia tych kilku złotych.
I na koniec przykład z własnego doświadczenia: mieszkam na Serbinowie. Codziennie z małżonką odwozimy dzieci do Przedszkola nr 1. Codziennie parkujemy na parkingu znajdującym się tuż przy budynku przedszkola, który znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie strefy płatnego parkowania, ale jednak poza nią. W chwili obecnej cała procedura wyjścia z samochodu, odprowadzenia dzieci do przedszkola, przebrania ich i powrotu do samochodu zajmuje niewiele, bo (oczywiście w zależności od pory roku) od 5 do 15 minut. Gdy strefa płatnego parkowania zostanie wprowadzona, o miejscu na dotychczasowym parkingu będziemy mogli jedynie pomarzyć. Gdzie będzie najłatwiej zaparkować? Najpewniej na parkingu płatnym. Czyli cała procedura, nie dość, że się wydłuży, bo trzeba będzie znaleźć parkomat, zapłacić, wyłożyć bilet parkingowy za szybę, przejść do przedszkola i wrócić, to jeszcze koszty się zwiększą - dla nas (mam na myśli wszystkich rodziców w podobnej sytuacji), którzy na co dzień wcale nie okupujemy namiętnie miejsc parkingowych. My, którzy płacimy duże pieniądze za miejskie (czytaj: "państwowe") przedszkole (w moim przypadku - 2 dzieci - są to kwoty rzędu 600-650 złotych miesięcznie, na co składa się wyżywienie, angielski i rytmika), bo przecież miasto jakiejś specjalnej polityki "prorodzinnej" nie prowadzi (we Wrocławiu miasto często dopłaca, w związku z czym rodzice ponoszą mniejsze koszta związane z przedszkolem); to jeszcze teraz będziemy zmuszeni wpłacać do miejskiego budżetu kolejną daninę w postaci opłaty parkingowej.
A na to mojej zgody nie ma...
Update:
Niniejszym dołączam do akcji protestacyjnej: