piątek, 11 marca 2011

Prawdziwa cnota...

Po ostatnim wpisie na blogu i po (tym razem niezainicjowanej przeze mnie) informacji o nim na portalu MojaOlesnica.pl, przez portal ten przetoczyła się mała burza, której efektem są komentarze internautów - często bardzo skrajne, od wyrazów aprobaty i motywacji do dalszego działania, poprzez krytykę umiarkowaną, typu "czepiasz się Pan", aż po ostrą, bezpardonową krytykę, często niepozbawioną epitetów i odniesień personalnych.

Uprzejmie informuję, że nie mam zamiaru odpowiadać na personalne zaczepki pod moim adresem.  Sprowadzanie dyskusji na tematy osobiste, niezwiązane z głównym wątkiem, to jeden ze sposobów na odwrócenie uwagi czytelnika od istoty przedstawianych problemów. Autorzy takich komentarzy często uciekają się do tego typu metod w chwilach bezradności, gdy nie są w stanie podważyć argumentów rozmówcy. Nie sposób również dyskutować z ludźmi, których poziom wypowiedzi schodzi poniżej ogólnie przyjętych standardów. Dlatego niech niniejsze słowa pozostaną pierwszym i ostatnim komentarzem na tego typu wypowiedzi. Na wieki. Z góry dziękuję za zrozumienie...

Na posądzenia o "krytykę dla sztuki" odpowiadam: nie znoszę pewnych zachowań i schematów, które niestety są typowe dla ludzi, którzy są u władzy. I żebym nie został źle odczytany: mam na myśli nie tylko nasze, oleśnickie podwórko. Po prostu mówię, co mi się nie podoba. A że tylko prawdziwa cnota krytyki się nie boi, to już inna sprawa...
Nie krytykuję samej idei, jaka przyświecała temu protestowi. Ale na litość boską: czymże podpadł dyrektor GDDKiA Burmistrzowi Oleśnicy, że ten wysuwa tak stanowcze żądania pod jego adresem? Pan Burmistrz ma zastępców, doradców... Ciekaw jestem, kto mu doradził, by napisać właśnie do GDDKiA?
Osobiście poprę każdy rozsądny protest w tej sprawie. Sam nawet mam pewien pomysł na temat sposobu wyrażenia sprzeciwu przeciwko decyzjom zapadającym w Warszawie, które uderzają w interes ogromnej większości mieszkańców naszego miasta. Ale do głowy by mi nawet nie przyszło, by swoje protesty kierować do GDDKiA. A propos:  najprawdopodobniej właśnie tego pomysłu będzie dotyczył mój kolejny wpis.  Nie będzie to pomysł rewolucyjny, bo taki być nie może. Trudno sobie wyobrazić, byśmy się przykuwali łańcuchami do barierek przy obwodnicy. Trudno też domagać się tego od naszych włodarzy. Ciężko też szukać podstaw prawnych do unieważnienia takich decyzji.

Co ciekawe, żaden z krytycznych komentarzy nie podważa zawartości merytorycznej moich wpisów. To chyba dobrze, bo zawsze dokładam wszelkich starań, przedstawiane na blogu argumenty były racjonalne i uzasadnione.

Za komentarze przychylne - najzwyczajniej w świecie dziękuję. 

środa, 9 marca 2011

Jak rycerz na białym koniu, czyli Burmistrz pisze list

Po rychłej odpowiedzi na  pierwszy list otwarty, niestety tym razem nie doczekałem się odpowiedzi na poprzedni list do Burmistrza Oleśnicy. Być może pytania były zbyt trudne; być może odpowiedzi były zbyt oczywiste i niewygodne... Ale być może też dlatego, że w międzyczasie Burmistrz sam postanowił napisać list (najwyraźniej otwarty).

Adresatem tego listu jest dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Korespondencja dotyczyła planów wprowadzenia od 1. lipca br. elektronicznego systemu poboru opłat za korzystanie z obwodnicy Oleśnicy, będącej częścią drogi ekspresowej S8. Autor w kulturalnych, acz bardzo stanowczych słowach wyraził swoje oburzenie i sprzeciw takim planom. Stwierdził, że przez tego typu decyzje wypaczony zostaje sens tak dużych przedsięwzięć, jak budowa miejskich obwodnic. Zadał pytania o odpowiedzialność za bardzo prawdopodobny wzrost liczby wypadków drogowych, za spadek komfortu życia mieszkańców naszego miasta i bezpieczeństwa na drogach. Zadał również bardzo fundamentalne pytanie, czy nie byłoby dobrą praktyką, by tego typu decyzje, tak istotne dla mieszkańców miasta, poprzedzać konsultacjami z lokalnymi władzami i społecznościami.
Po pierwszym przeczytaniu tego listu, Burmistrz naszego miasta jawi się jako dzielny rycerz na białym koniu, broniący oleśniczan przed złym smokiem, jakim jest GDDKiA i jego haniebnymi poczynaniami, jakimi są opłaty za przejazd obwodnicą. Oto on: dumny rycerz w lśniącej zbroi, sam jeden bierze w obronę bezbronny lud i "kategorycznie żąda cofnięcia decyzji o uruchomieniu systemu opłat za korzystanie z obwodnicy (...) w trybie pilnym". Jednak gdy wczytać się w te słowa dokładniej, można doszukać się pewnych niedociągnięć ze strony naszego gospodarza.

Pierwszy i chyba najbardziej podstawowy błąd, jaki popełnił Burmistrz jest już sam adresat. Według mojej najlepszej wiedzy, organem władnym podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z wprowadzeniem opłat za korzystanie z dróg krajowych, ekspresowych i autostrad jest Rada Ministrów (a konkretniej Ministerstwo Infrastruktury), która faktycznie, w projekcie rozporządzenia wymienia obwodnicę Oleśnicy wśród dróg, na których pobierane będą opłaty. GDDKiA jest jedynie wykonawcą zarządzeń, rozporządzeń i przepisów zatwierdzanych wyżej. Zatem decyzja o wprowadzeniu opłat za przejazd oleśnicką obwodnicą nie leży w gestii GDDKiA, a Ministra Infrastruktury i to do niego powinien być adresowany ten list.

Dalej. Należy zadać pytanie dlaczego akurat teraz Burmistrz wystosował taki list, a nie 2 miesiące temu, gdy pojawiło się rozporządzenie ministra o wprowadzeniu opłat na autostradowych i ekspresowych obwodnicach miast i gdy samorządy miast zainteresowanych stanowczo przeciwko takim decyzjom protestowały? Wtedy to wszyscy samorządowcy zwracali się do Ministra Infrastruktury, a nasz jeden Burmistrz Oleśnicy, po 9 tygodniach wysłał list do Dyrektora GDDKiA.

Dalej. Dlaczego Burmistrz działa w pojedynkę, a nie porozumieniu z samorządami innych miast będących w podobnej sytuacji, czy chociażby z wójtami gmin najbliższych Oleśnicy, których ten problem również dotyczy? Uzasadnionym jest przypuszczenie, że dużo większy skutek odniosłyby podobne protesty, jeśli autorów listu byłoby co najmniej kilku: starostów, burmistrzów, wójtów, przedstawicieli rad miast i gmin.

Dalej. Dlaczego Burmistrz nagle domaga się od GDDKiA konsultacji społecznych, podczas gdy sam podejmuje decyzje w sposób autorytarny, wiedząc, że zawsze może liczyć na uległą mu Radę Miasta? Czy prowadzone były jakiekolwiek konsultacje społeczne w sprawie wprowadzenia w Oleśnicy stref płatnego parkowania (o ile wprowadzenie takiej strefy w obrębie rynku jestem jeszcze w stanie zrozumieć, o tyle pod MOKiSem nie jestem w stanie tego zrozumieć)? Czy konsultował Pan Burmistrz z mieszkańcami plany rozdania miejskim radny służbowych komputerów, zakupionych za publiczne pieniądze?

Coś mi się wydaje, że list ten był jedynie desperacką próbą podreperowania własnego wizerunku, nadszarpniętego niewyjaśnionymi sprawami ronda przy Daszyńskiego, budowy kompleksu sportowego i jeszcze kilkoma innymi. Oczywiście mogę się mylić. Jak jest - to wie tylko sam Pan Burmistrz. Ale nie powie...

niedziela, 27 lutego 2011

Szanowny Panie Burmistrzu (po raz wtóry)

Szanowny Panie Burmistrzu,

W pierwszej kolejności wypada mi podziękować za odpowiedź na list otwarty. Odpowiedzią tą zasiał Pan ziarenko nadziei w to, ze nasi lokalni możnowładcy będą otwarci na argumenty i propozycje nas, zwykłych mieszkańców Oleśnicy. Bo przecież nam wszystkim chodzi o konstruktywny dialog pomiędzy mieszkańcami, a władzą. Nie o ślepą i bezpodstawną krytykę, ale o merytoryczną dyskusję na tematy istotne dla naszego miasta. Niestety, wobec niektórych stwierdzeń, których użył Pan w swoim piśmie nie można pozostać obojętnym.

Myślę, że Oleśniczanie przyjmują do wiadomości Pańską argumentację dotyczącą przetargu na samochód dla Urzędu Miasta, jednak wciąż pewne kwestie pozostały niewyjaśnione. Wprawdzie sprawa przetargu na samochód dla Urzędu Miasta straciła już na aktualności ze względu na to, że przetarg ten został już rozstrzygnięty, to jednak zapis o „zawieszeniu automatycznie dostosowującym się do prędkości jazdy poprawiając jej bezpieczeństwo z możliwością zmiany prześwitu pojazdu w zależności od warunków drogowych” w połączeniu z pozostałymi warunkami wyszczególnionymi w SIWZ skutecznie ograniczył ilość marek spełniających te kryteria do jednej, konkretnej; czego sugestywnym dowodem mogą być oferty, które w sprawie tego przetargu wpłynęły do UM. Jeśli chodzi o poprawność tego przetargu, prawdopodobnie kluczowa jest kwestia interpretacji art. 29. prawa o zamówieniach publicznych, który mówi m.in., że „przedmiotu zamówienia nie można opisywać w sposób, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję”. Czy przykładem uczciwej konkurencji jest sytuacja, gdy w przetargu faworyzowani są przedstawiciele tylko i wyłącznie jednego producenta samochodów? Tego się z Pańskich słów nie dowiedzieliśmy.

Dużo bardziej niepokojące wnioski można wysunąć z Pańskiej odpowiedzi w sprawie komputerów służbowych dla miejskich radnych. Mianowicie ze słów: "(...) sprzęt ten pełnić może funkcje (...) kreowania wizerunku Oleśnicy jako miasta nowoczesnego, korzystającego z innowacyjnych systemów informatycznych" wynika, że według Pana miarą nowoczesności miasta jest to, czy radny dostał od urzędu służbowy komputer, czy nie. Nie miejsca pracy przy nowoczesnych liniach technologicznych; nie pracodawcy z branży IT i oferowane przez nich miejsca pracy w tym sektorze, nie potencjał wykształconych mieszkańców miasta, którzy w tego typu firmach mogliby pracować; nie wypracowana równowaga pomiędzy nowoczesną architekturą a zabytkami, których stan sprawiałby, że miasto miałoby się czym pochwalić przed turystami. Panie Burmistrzu Oleśnicy! Dopóki stan dróg w mieście będzie odbiegał od standardów zachodnioeuropejskich; dopóki rozgrzebane i niedokończone będą rozpoczęte przez miasto inwestycje drogowe i budowlane; dopóki pacjenci publicznych zakładów opieki zdrowotnej będą ustawiać się od godz. 5 rano w kolejkach tylko po to, by zarejestrować się do lekarza pierwszego kontaktu; dopóki w mieście będzie klimatu sprzyjającego inwestorom i dopóki nie będzie samych inwestorów; dopóki Oleśnica nie przestanie być jedynie przystankiem w drodze do Wrocławia i nie zacznie być celem podróży (biznesowych czy też turystycznych) samym w sobie, dopóty nie będzie ona postrzegana jako miasto nowoczesne. I żaden komputer w ręku radnego tego nie zmieni. Bo jeśli na tym ma się opierać strategia promocji miasta i jego wizerunku, to… cóż, chyba pora zmienić doradcę.

Na ostatniej sesji RM, sekretarz miasta porównywał koszty i argumentował, że wydatek 18.9 tys. złotych na komputery (kalkulacja zapewne zaniżona, gdyż nie uwzględnia kosztów napraw pogwarancyjnych, ewentualnego oprogramowania czy akcesoriów) to oszczędność w porównaniu z 42 tys. wydawanymi w ciągu kadencji na materiały w wersji drukowanej. A jeśli alternatywą będzie koszt 0 zł (dosł.: zero złotych), to i te 18.9 tys. złotych okazałoby się dużym wydatkiem. Zero złotych: takie mianowicie są koszty przesyłania materiałów w wersji elektronicznej (pocztą internetową) lub umożliwienia ich pobierania z wydzielonego zasobu sieciowego na serwerze Urzędu Miasta, przyjmując, że radni (oczywiście tylko ci zainteresowani tematem) są już w posiadaniu prywatnych komputerów; a nawet jeśli jeszcze ich jeszcze nie mają, to przecież celem diety jest, między innymi, pokrycie innych wydatków związanych z wykonywanym mandatem, jak opłata rachunków telefonicznych czy zakup materiałów biurowych. Wówczas radni mieliby dostęp do materiałów, dzięki którym mogliby przygotowywać się na sesje RM, a miasto nie ponosiłoby z tego tytułu żadnych kosztów związanych z dystrybucją tych materiałów. Korzyści z takiego rozwiązania byłyby wymierne. I wówczas z dumą moglibyśmy mówić o „innowacyjnych systemach informatycznych” stosowanych w naszym Urzędzie Miasta. A tymczasem – wystarczy spojrzeć na miejską stronę internetową, której zawartość pozostawia wiele do życzenia.

Niestety nie odpowiedział Pan jedno, chyba najważniejsze pytanie, będące źródłem wszelkich wątpliwości mieszkańców naszego miasta: czy wszystkie te wydatki – samochód służbowy, komputery służbowe – mają dla Pana, jako osoby kierującej pracami Urzędu Miasta, najwyższy priorytet i dlatego Pana urząd zajmuje się nimi na samym początku kadencji? Czy naprawdę uważa Pan, że w naszym mieście nie ma innych, pilniejszych wydatków? Zamiast autorytarnie podejmować decyzje, dobrze byłoby czasem posłuchać samych mieszkańców. Bo końcu na tym polega demokracja – władza ludu. Wyborcy wybierają swoich przedstawicieli do władz, w nadziei, że będą reprezentować ich poglądy i interesy, a nie własne, oraz że będą wsłuchiwać się w to, co mają oni do powiedzenia. Takie posunięcie zdecydowanie przyniosłoby dodatkowe korzyści: ociepliłoby Pana wizerunek i pozytywnie wpłynęłoby na jego odbiór przez Oleśniczan.


Z poważaniem

Damian Siedlecki
Stowarzyszenie Dla Oleśnicy

środa, 23 lutego 2011

Burmistrz odpowiada...

W dzisiejszej prasie oleśnickiej oraz na portalu MojaOlesnica.pl pojawiła się odpowiedź Burmistrza na mój list otwarty, za którą bardzo serdecznie dziękuję. Już niedługo, w osobny wątku ustosunkuję się do słów pana Burmistrza. Oto treść odpowiedzi:

Odnosząc się do listu p. Damiana Siedleckiego zawierającego krytykę planów i już zrealizowanych działań Rady Miasta wygłoszonych na sesji w dn. 26.01. br., oznajmiam, co następuje:

W sprawie propozycji zakupu służbowych notebooków dla radnych, uważam, iż jest to pomysł jak najbardziej racjonalny, mający uzasadnienie zarówno ekonomiczne jak i pragmatyczne. Po pierwsze, biorąc pod uwagę przynajmniej czteroletnią eksploatację tych urządzeń, koszty ich zakupu będą znacznie mniejsze, aniżeli rozdysponowywanie w tym okresie materiałów dla radnych w formie tradycyjnej (koszt papieru, tonerów, energii; czas pracy urzędników, gońca itd.). Po drugie, dzięki służbowym komputerom, radni uzyskają bezpośredni dostęp do systemów informacyjnych UM, co umożliwi efektywniejszą komunikację i efektywność bez angażowania pracowników Urzędu. Po trzecie, sprzęt ten pełnić może funkcje promocyjne – kreowania wizerunku Oleśnicy jako miasta nowoczesnego, korzystającego z innowacyjnych systemów informatycznych. Po czwarte wreszcie, umożliwi to bezpośrednią, nieograniczoną co do miejsca i czasu komunikację radnych z wyborcami (warto przy okazji nadmienić, że nie wszyscy radni dysponują tego typu sprzętem).

W sprawie zakupu nowego samochodu dla Urzędu Miasta, przede wszystkim należy stwierdzić, że transakcja przeprowadzona została zgodnie z prawem, tj. z ustawą o zamówieniach publicznych. W sporządzonej specyfikacji przetargowej kierowaliśmy się racjonalnymi przesłankami: bezpieczeństwem, funkcjonalnością i, przede wszystkim, ceną. Zarzut, iż specyfikacja sugerowała określoną markę jest całkowicie nieuzasadniony: przedstawione warunki spełnia co najmniej kilka modeli dostępnych na rynku. Zakupiony samochód jest wśród tychże modeli najmniej luksusowy i prestiżowy (i jednocześnie najtańszy), za to jeśli chodzi o właściwości – porównywalny. Dla porządku dodam tylko, że orzeczenia organów nadzorczych są w tej kwestii jednoznaczne: stwierdzają, że wymogi ustawy zostały całkowicie spełnione, zachowana została zasada konkurencyjności. Na marginesie dodam, iż z opublikowanego przez p. Siedleckiego tekstu wynika, że nie zapoznał się on raczej z treścią ustawy o zamówieniach publicznych i procedurami przetargowymi obowiązującymi w UM Oleśnica, co w efekcie zaowocowała chybioną, krytyczną argumentacją.

Burmistrz Oleśnicy
Jan Bronś

środa, 16 lutego 2011

List otwarty do Burmistrza

Szanowny Panie Burmistrzu,

W ciągu ostatnich kilku tygodni dochodzą do nas  – mieszkańców Oleśnicy – lekko niepokojące informacje dotyczące planowanych wydatków z budżetu miasta, które miałyby zostać spożytkowane na komputery dla miejskich radnych oraz na nowy samochód dla urzędu. Myślę, że wszyscy mieszkańcy naszego miasta, kierując się troską o nasze miasto i stan jego finansów oraz mając na uwadze praworządność, która powinna przyświecać wszystkim Pana działaniom, chcieliby poznać powody podejmowanych przez Pana i Urząd Miasta decyzji.
I tak na przykład: czym konkretnie kierował się Pan przedstawiając radnym na IV sesji Rady Miasta (w dniu 25. stycznia br.) propozycję zakupu przez Urząd Miasta służbowych komputerów? Oczywiście, żyjemy w XXI wieku; przestał być luksusem, a coraz częściej staje się narzędziem pracy. Myślę jednak, że wszyscy chcielibyśmy poznać prawdziwe motywy Pańskiej propozycji. Jeśli były to względy ekologiczne (zużycie papieru), to pragnąłbym zauważyć, że sprzęt elektroniczny również należy utylizować w odpowiedni sposób; poza tym komputery przenośne są wyposażone w baterie, które również mogą szkodzić, jeśli nie będą w odpowiedni sposób składowane. A jak sam Pan powiedział na tej samej sesji: „po 4 latach to się praktycznie zużywa”. Domyślam się, że aspekt ekologiczny nie był najważniejszy. Być może kierował się Pan pobudkami ekonomicznymi (rzekomo koszt jednego notebooka byłby porównywalny z kosztem przygotowania zestawu materiałów dla jednego radnego w postaci drukowanej na wszystkie sesje RM w 4-letniej kadencji). W tym przypadku jako kontrargument można podać, iż zdecydowanie najtańszym rozwiązaniem jest rozdawanie radnym materiałów na nośnikach elektronicznych (CD, DVD), z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjmując, że radni (ci najbardziej zainteresowani tematem) są już w posiadaniu prywatnych komputerów (bardzo dobry przykład dał radny Karasek). A nawet jeśli jeszcze ich jeszcze nie mają, to przecież celem diety jest, między innymi, pokrycie innych wydatków związanych z wykonywanym mandatem, jak rachunki telefoniczne czy zakup materiałów biurowych. Wydaje mi się, że służbowy komputer mieści się w tej definicji.
Drugim, dość ważkim tematem jest przetarg ogłoszony przez Urząd Miasta na zakup samochodu osobowego (nr sprawy: ZP/PN/1/2011). Tutaj pragnąłbym zwrócić uwagę, że mojej wątpliwości nie budzi sam fakt zakupu samochodu (aczkolwiek bardzo rażące jest to, że przetarg ten został rozpisany w zaledwie 2 miesiące po wyborach – czy w naszym mieście nie ma pilniejszych wydatków?), ale niektóre zapisy w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). Prawo o zamówieniach publicznych w Art. 29. pkt. 2. mówi, że „przedmiotu zamówienia nie można opisywać w sposób, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję”. I tak na przykład zapis w SIWZ mówiący o tym, że samochód powinien być wyposażony w „radar parkowania przodem i tyłem”. Wystarczy podstawowa umiejętność posługiwania się wyszukiwarkami internetowymi, by się przekonać, że termin „radar parkowania” dość jednoznacznie kojarzony jest z jedną, konkretną francuską marką samochodów. Jeśli dodać do tego zapis o „zawieszeniu automatycznie dostosowującym się do prędkości jazdy poprawiając jej bezpieczeństwo z możliwością zmiany prześwitu pojazdu w zależności od warunków drogowych”, który już zupełnie ograniczył możliwość wyboru do tej jednej, konkretnej marki, wówczas zachodzi podejrzenie, że warunki postawione przed oferentami stoją w sprzeczności ze wspomnianym artykułem ustawy. Znamienny jest fakt, że do urzędu wpłynęły dwie oferty i obie dotyczyły samochodów tej właśnie marki. To nie może być przypadek.
Jeszcze kilka miesięcy temu szedł Pan do wyborów pod hasłem „Oleśnica miastem marzeń i możliwości”. W swoim programie przedstawiał Pan zupełnie inne priorytety niż wyposażenie radnych w nowe, wcale nie niezbędne zabawki czy zakup nowego samochodu służbowego na własne potrzeby. Bardzo rażący jest fakt, iż właśnie takimi sprawami zajmuje się kierowany przez Pana Urząd Miasta i Rada Miasta od samego początku kadencji. A co z remontami, z rewitalizacją? Co ze strefą aktywności gospodarczej? W dalszym ciągu niejasna jest sprawa niedokończonej budowy kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej (zrzucanie winy na karb źle napisanej ustawy nie jest zbyt profesjonalne), przeciągającej się budowy rondo przy ul. Daszyńskiego (tutaj, według Pana dotychczasowych wyjaśnień zawiniła matka natura). Dla nas – byłych, obecnych i niedoszłych Pana wyborców – dużo istotniejszym tematem, wymagającym natychmiastowej reakcji jest stan dróg w Oleśnicy niż nowe gadżety dla urzędników i rajców miejskich. Zachodzą zatem przesłanki, że priorytety „naszych” włodarzy dość szybko rozminęły się z priorytetami naszymi – wyborców. Mam nadzieję, że stanie Pan na wysokości zadania i udzieli Pan merytorycznych wyjaśnień powyższych wątpliwości, przywracając nam tym samym wiarę w trafność demokratycznego wyboru dokonanego 21. listopada ubiegłego roku.

                                                             Z poważaniem

                                                             Damian Siedlecki
                                                       Stowarzyszenie Dla Oleśnicy

czwartek, 3 lutego 2011

Miało być optymistycznie...

Po ostatnim wpisie pomyślałem sobie - przydałoby się napisać o czymś optymistycznym, dobrym, bo w końcu dobre rzeczy też się dzieją w naszym mieście! No i wyszło mi, że na piszę o dobrym... humorze naszego burmistrza.

Starałem się bardzo! Wiem, że np. krwiodawstwo jest mocną stroną naszej lokalnej społeczności; akcje charytatywne również. Ale to są sprawy tak oczywiste, jak oczywisty jest śnieg w zimie (przynajmniej dla większości z nas). Ale ratuszowe tematy same się nasuwają...

Zatem, jeśli chodzi o dobry humor naszego burmistrza, to ma się on jak najlepiej! Doskonały przykład mamy w jednym z artykułów w najnowszym (z 2. lutego br) numerze Panoramy Oleśnickiej:
- Mamy w Oleśnicy obecnie bezrobocie na poziomie 6,9% - tłumaczy burmistrz. - Taki poziom bezrobocia tłumu inwestorów do nas nie przyciągnie. Jeśli na danym obszarze nie wynosi on powyżej 15%, to inwestor najczęściej nie jest zainteresowany rozmowami na temat lokalizacji jego firmy. Poziom bezrobocia jest u nas za mały [aby było to zadanie szybkie i łatwe], za co przepraszam - ironizował [...].
 ...czyli w telegraficznym skrócie: dlaczego jest tak źle? Bo jest za dobrze. A kiedy będzie lepiej? Jak będzie gorzej! Ale nie to jest w tej wypowiedzi najważniejsze... Najważniejszy jest niewybredny żart samorządowca z 20-letnim doświadczeniem; człowieka któremu leżą na sercu potrzeby lokalnej społeczności, problemy biedy i bezrobocia (zwłaszcza w trakcie wszelkich kampanii wyborczych). Panie Burmistrzu! Z całym szacunkiem, ale było to cokolwiek niesmaczne...

Kolejny przejaw dobrego humoru i jeszcze lepszego samopoczucia naszego gospodarza mamy w przetargu ogłoszonym właśnie przez Urząd Miasta na zakup samochodu osobowego dla Urzędu Miasta Oleśnicy, czyli de facto na samochód służbowy dla burmistrza. Przetarg jak przetarg, nic ciekawego dla zwykłego zjadacza chleba. Ale jest jeden ciekawy szczegół, który świadczy o dobrym humorze Pana Burmistrza. Otóż wśród wymagań postawionych przez zleceniodawcę jest "zawieszenie automatycznie dostosowujące się do prędkości jazdy poprawiając jej bezpieczeństwo z możliwością zmiany prześwitu pojazdu w zależności od warunków drogowych". W obliczu katastrofalnego stanu dróg w Oleśnicy, czy można traktować ten zapis inaczej, jak tylko w kategoriach nietrywialnego żartu. Najwyraźniej Burmistrz wychodzi z założenia, że jeżeli on w nowej bryce sobie poradzi sam, to i mieszkańcy niech sobie radzą sami.
Pomijam już kwestię, że niewiele jest modeli samochodów o nadwoziu typu sedan lub limuzyna, które spełniałyby ten wymóg. Internauci stawiają: nasz gospodarz będzie miał nową "cytrynkę"! A co na to  miejski radca prawny? A komisja rewizyjna? O tej ostatniej zapomnijmy, dopóki na jej czele stoi "kwiat oleśnickiego samorządu" i "wybitna postać oleśnickiej myśli ekonomicznej"...

Jak widać, dobry humor to podstawa! Byle tylko nam, mieszkańcom, wystarczyło go na najbliższe 4 lata...

środa, 26 stycznia 2011

Komputer dla radnego! Należy mu się!

Stajemy się społeczeństwem informacyjnym, to znaczy takim, w którym zwraca się szczególną uwagę na sposoby komunikacji oraz magazynowania i przekształcania informacji. Dlatego też nie dziwi medialna informacja (tu, tu i tu), że burmistrz zaoferował naszym radnym nowe narzędzie do pracy - komputer. Brawo! W końcu ktoś na to wpadł! Trzeba być trendy i iść z postępem!

Komputer, o którym mowa, to żaden szczyt techniki. Takie małe urządzonko, mocno ograniczone sprzętowo, więc "Call of Duty: Modern Warfare 2" pewnie na tym sprzęcie nie pójdzie. Bez szaleństw. Kosztować ma "psie pieniądze", bo zaledwie 800 PLN za sztukę. Warunek jest jeden: radny musi się zgodzić na otrzymywanie materiałów do sesji drogą elektroniczną, a nie jak do tej pory - w wersji papierowej. Zatem cel jest jak najbardziej szczytny, bo ekologiczny: być może dzięki temu uda się zaoszczędzić ze dwa małe drzewka...

Takie rozwiązanie miałoby same zalety:
- aspekt ekologiczny, o którym już była mowa;
- wreszcie będzie można zająć się czymś konkretnym podczas długich i nudnych sesji Rady Miejskiej. Zamiast beznamiętnie patrzeć się w ścianę, albo nerwowo spoglądać na zegarek, zawsze można będzie serfować po internecie, albo przynajmniej poukładać pasjansa, pograć w sapera;
- zdecydowanie łatwiej będzie pracować nad projektami uchwał; nanoszenie własnych poprawek stanie się dziecinnie proste:
- jeśli jakiś radny (z rodzaju "geriatrycznych", bo takich w obecnej radzie całkiem sporo) nie zna się na obsłudze komputera, to przecież jego wnuczek się ucieszy!
- a jeśli się okaże, że jakiś radny chciałby się trochę poduczyć obsługi komputera, bo samo wpisywanie hasła sprawia mu problemy, to potrzebne będą dodatkowe elementarne szkolenia... I tu jest szansa dla jakiejś firmy z naszego miasta... Pod warunkiem, że wygra przetarg;
- jakaś inna oleśnicka firma komputerowa mogłaby sobie nieźle dorobić - sprzedać ponad 20 netbooków na pniu, to nie lada okazja! Znów pod warunkiem, że wygra przetarg;
- netbook jest małym komputerkiem, o przekątnej ekranu około 10 cali. Pracuje się przy nim niewygodnie, oczy szybko się psują - skorzystałyby również oleśnickie gabinety optyczne, lekarze ortopedzi. Może nawet mogłyby zwiększyć zatrudnienie! A więc powstałyby nowe miejsca pracy w naszym mieście!

Burmistrz poprosił radnych o pisemną rezygnację z materiałów papierowych. Jako pierwszy zgłosił się radny, zwany w pewnych kręgach "informatykiem" (i to bynajmniej nie z powodu wykonywanej profesji), który znany jest ze swojej bujnej przeszłości internetowej.

A teraz na poważnie.
Żeby wszystko było jasne: nie jestem przeciwny wdrażaniu nowych technologii w Urzędzie Miasta. Co więcej - uważam, że wideokonferencje znacznie usprawniłyby prace Rady Miasta i prędzej czy później będą one ustawowo możliwe. 
Ale rzeczy nie powinny dziać się w ten sposób. Najpierw z ratusza wycieka informacja, że najprawdopodobniej od maja zostaną wprowadzone opłaty za parkowanie w strategicznych punktach naszego miasta. Wprowadzenie opłat najpewniej argumentowane jest kryzysem i możliwością zwiększenia miejskich finansów. Po tygodniu dostajemy informację, że burmistrz pod pozorem ekologii i zmniejszenia kosztów funkcjonowania rady zafunduje wszystkim radnym komputer. 
Po pierwsze: pretekst ekologii jest co najmniej nie na miejscu. Każdy komputer po kilku latach intensywnej pracy będzie do wyrzucenia. I każdy taki komputer też trzeba będzie zutylizować. Dalej: nie wierzę w to, że radni nie będą sobie drukować tych materiałów. No chyba, że będą mieć sądowy zakaz... Ale to nie wchodzi w grę...
Po drugie: nic tak bardzo nie traci na wartości wraz z upływem czasu, jak komputery i elektronika (no, może jeszcze samochody). Po kilku latach takie komputery zostaną oddane ich dotychczasowym użytkownikom za bezcen
Po trzecie: gdyby chodziło o aspekt ekonomiczny, to zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby przekazywanie radnym materiałów na sesje nagranych na nośniki elektroniczne (płyty CD, DVD, które można w tej chwili kupić za grosze), bo przecież ogromna większość zainteresowanych jest w posiadaniu własnego komputera. To byłoby zdecydowanie najtańsze rozwiązanie! 
Po czwarte: nie zgadzam się, by te komputery zostały zakupione z miejskich pieniędzy, na które składają się również moje podatki! Wystarczy, że każdy z radnych otrzymuje ekstra pieniądze (i to wcale nie takie małe) w postaci diety, która ma między innymi służyć pokryciu innych wydatków związanych z wykonywanym mandatem, jak rachunki telefoniczne czy zakup materiałów biurowych. Jak rozumiem komputer mieści się w tej definicji. Więc niech sobie radny sam zakupi. Za dietę! Nawet niecałą...
I wreszcie po piąte i najważniejsze: Oleśnica pragnie inwestora, jak kania dżdżu! Miłościwie nam panujący burmistrz najwyraźniej wyszedł z założenia, że inwestor nie zając - nie ucieknie, ale może poczekać. Brakuje wolnych miejsc pracy... Coraz więcej ludzi żyje poniżej minimum socjalnego... Miejskiego żłobka w Oleśnicy nie ma... Przedszkola dla dzieci niepełnosprawnych - nie ma i pewnie nie będzie... Drogi są w opłakanym stanie... Miejskie inwestycje ciągną się w nieskończoność, bo ktoś chciał na nich zaoszczędzić... Ale przecież ważniejsze jest dostarczenie radnym rozrywki i wyposażenie ich w nowe zabawki...

Tylko to za to zapłaci? Pan zapłaci... Pani zapłaci... Społeczeństwo!

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Kompleksowo-brzozowa rzeczywistość alternatywna

Jest gorący sierpień 2009 roku. Urząd Miasta publikuje ogłoszenie o przetargu na "budowę kompleksu sportowo-rekreacyjnego w Oleśnicy - lodowiska z funkcją kortów, zapleczem socjalnym i fitness oraz przebudowa i rozbudowa basenu wraz z zagospodarowaniem terenu".

Postępowanie odbywa się w formie przetargu ograniczonego. Do składania ofert udziału dopuszczani są jedynie wykonawcy pewni, sprawdzeni i doświadczeni w wykonywaniu podobnych zleceń. O dziwo, to nie cena jest elementem decydującym o wyborze danej oferty. Kryterium oceny ofert stanowi współczynnik będący średnią ważoną pomiędzy zaoferowaną ceną, a jakością i doświadczeniem firmy składającej ofertę. Przetarg jest rozpisany w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości - wykonawcy nie mają żadnych pytań! Okazuje się, że wybór nie zostaje oprotestowany, bo przecież nie ma ku temu żadnych podstaw.
W środowiskach samorządowych w całym kraju Burmistrz i Urząd Miasta chwaleni są za fachowy opis zamówienia. Mówi się nawet, że ma zostać ufundowana specjalna nagroda Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych za profesjonalizm i merytoryczne podejście do tematu, a samo zamówienie jest uznane za wzorcowe. "-Gdyby tak wyglądało każde zamówienie publiczne, to Irlandczycy chcieliby mieszkać w drugiej Polsce, a nie na odwrót!" - chwali Burmistrza Oleśnicy Premier RP.

Po kilku tygodniach zaczynają się prace. Robota aż pali się w rękach! Kompleks rośnie z dnia na dzień! Prace budowlane lekko się przedłużają... O tydzień... Bo okazało się, że dostawcy materiałów budowlanych nie nadążali.
W końcu nadchodzi dzień odbioru technicznego. Nic nie cieknie, nic nie skrzypi... Wszystko równe, jak od przysłowiowej linijki. Jedyną rzeczą, do której ktoś mógłby się przyczepić jest kolor glazury w toaletach - są o jeden ton jaśniejszy (!!!), niż wszyscy by tego chcieli. Ale nikt nawet nawet nie zwraca na to uwagi. Bo i po co? Kompleks sportowy przy Brzozowej szybko staje się chlubą miasta i powiatu.

Oleśniczanie nie mogą się nachwalić! Obiekt jest po prostu piękny i bardzo funkcjonalny! Wszyscy z dumą patrzą na Burmistrza, a on odwdzięcza im tym samym. Zdaje sobie sprawę z tego, jak dużym zaufaniem obdarzyli go jego wyborcy, więc stara się jak może, by spełnić ich oczekiwania. W planach ma kolejne duże przedsięwzięcie. W wyborach na burmistrza w 2014 roku jest jedynym kandydatem.

A ja kończę pisać, bo umówiony jestem ze znajomymi na partyjkę squasha. Miło spędza się czas w takim miejscu, jak to!


Tymczasem... Rzeczywistość skrzeczy, i to niemiłosiernie:


Zastanawiający jest fakt, że w przeciągu ostatnich 2-3 tygodni, to już druga budowlana "wpadka" burmistrza, który z wykształcenia jest budowlańcem. Zapraszam do przejrzenia komentarzy pod artykułem na portalu MojaOleśnica.pl. Internauci już wytknęli burmistrzowi nieścisłości w powyższej wypowiedzi. Nie chcę przytaczać tutaj szczegółów, bo cały post brzmiałby zbyt formalnie. W każdym bądź, jeśli podejrzenia internautów okażą się  prawdziwe, to będzie to przykład rażącego braku kompetencji i profesjonalizmu kogoś z ludzi odpowiedzialnych za rozpisanie i przeprowadzenie przetargu.

A przed wyborami mówiło się, że wszystko będzie takie piękne!

czwartek, 13 stycznia 2011

Pomóżmy drogowcom, czyli dziurawy problem

Nadeszła odwilż. Po śniegu pozostały... DZIURY! Dziurawy problem to odwieczny kłopot dla nas, kierowców, i oczywiście dla drogowców w całym kraju. Dlatego wzywam Was, drodzy mieszkańcy miasta Oleśnica! Krajanie! Pomóżmy drogowcom i sobie nawzajem i stwórzmy Obywatelski Ruch Antydziurowy!

Oczywiście ruch nieformalny, ale pomocny. Co byłoby celem takiego ruchu? Informowanie siebie nawzajem, wszystkich użytkowników drug publicznych oraz odpowiednich służb (nazwijmy je w ogólności "drogowcami") o dziurach w oleśnickich drogach. Niech to będą dziury w drogach będących pod zarządem miasta, ale również drogi powiatowe i wojewódzkie. Dlatego też zachęcam Was do wysyłania na mój adres mailowy (siedlaq@gmail.com) zdjęć dziur, których jest coraz więcej w naszym mieście, wraz z opisem ich położenia. Mogą to być dziury małe, duże, głębokie i płytkie. Te okrągłe i te bardziej kwadratowe. Pamiętajcie, że wszystkie mogą stanowić (i stanowią!) bezpośrednie zagrożenie dla naszych samochodów i nas samych. Każde nadesłane i opisane zdjęcie umieszczę na tym blogu i w miarę możliwości poinformuję "drogowców" tych dziurach. Możecie również zrobić to sami, oto telefony i adresy mailowe do odpowiednich służb:

Sekcja Dróg Miejskich
tel. 71 788 94 16
e-mail ogólny: biuro@sdm.olesnica.pl
e-mail dyrektora: krzysztof.fink@sdm.olesnica.pl
e-mail wykonawstwa: maciej.kasprzak@sdm.olesnica.pl

Zarząd Dróg Powiatowych
tel. 71 399 32 44
e-mail: zdp@zdp-olesnica.pl

Dolnośląska Służba Dróg i Kolei
tel. 71 39 17 100, 71 39 17 101, 71 39 17 102
Wydział Dróg DSDiK:
       Maćkała Jan - p.o. Naczelnika Wydziału: 71 391 71 73
       Makarowska Elżbieta - Z-ca Naczelnika Wydziału 71 391 71 90
e-mail: kancelaria@dsdik.wroc.pl

Być może uda nam się stworzyć ranking oleśnickich dziur. A przy okazji będziemy mogli sprawdzić szybkość reakcji drogowców na nasze wezwanie. Zatem do dzieła! Czekam na zdjęcia i opisy!

środa, 5 stycznia 2011

Zima zaskoczyła... burmistrza!

Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy czytam relację z ostatniej sesji Rady Miasta.

Otóż na sesji tej jeden z radnych zwrócił uwagę naszego burmistrza na problem przeciągającej się (a właściwie nawet wstrzymanej) budowy ronda na skrzyżowaniu Daszyńskiego - Paderewskiego - Hallera - Krzywoustego. Pomijam kwestię, czy ów radny zrobił to z pobudek społecznych, czy nie, nie mniej jednak ronda, które miało zostać oddane do użytku w połowie grudnia, jak nie było, tak nie ma... Robotników też nie ma... Ale są za to korki...

I tu pojawia się gwóźdź całej opowieści: nieskrępowana odpowiedź Pana burmistrza, w której stwierdza, że "plany ukończenia ronda do połowy grudnia wiązały się z analizą lat wcześniejszych, w których śnieg nie spadał szybciej niż w drugiej połowie tego miesiąca".

"Analiza", czyli jak się domyślam - pomiary meteorologiczne - mają akurat w Oleśnicy dość długą tradycję. Bowiem już w 1536 roku rozpoczęto w naszym mieście "wizualne obserwacje meteorologiczne"*. Czyli po prostu: skrupulatnie sporządzano notatki, w których między innymi odnotowywano, czy coś danego dnia padało, czy nie... Pod uwagę brano zapewne również śnieg. Dokładnych wyników tych obserwacji nie znam, ale z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że w ciągu tych prawie pięciu stuleci śnieg częściej padał w grudniu niż w lipcu. Zawsze pozostaje jakiś margines błędu, ale przypuszczalnie niewielki. Czy zatem nie można było rozpocząć prac przy tym rondzie tak, by je ukończyć w październiku/listopadzie? I śnieg by nie spadł. I korków byłoby mniej, bo prace objęłyby sezon urlopowy. I ludzie byliby szczęśliwsi. I burmistrz zadowolony.

Zastanawiam się nad sensem odpowiedzi udzielonej radnemu przez burmistrza... I przychodzi mi na myśl pewien fragment pewnego bardzo znanego filmu, w którym była była mowa akurat o pewnej piosence.

Po takiej wygranej w wyścigu na do ratusza, humor naszemu burmistrzowi dopisuje, nie ma się co dziwić. Mam nadzieję tylko, że nie był to śmiech szyderczy, prosto w oczy wyborców...

I jeszcze jedno, żeby było obiektywnie: w kontekście niedawnych rządowych planów cięć wydatków na drogi ekspresowe i autostrady, nasz burmistrz i tak jawi się jako dobry budowniczy. A przecież to Platforma Obywatelska szła do wyborów samorządowych z hasłem "Nie róbmy polityki - budujmy autostrady!"

* źródło: Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej