wtorek, 28 czerwca 2011

Oleśnicka diarchia

To już przesądzone. Na dzisiejszej sesji radni jednogłośnie przegłosowali uchwalenie nowego statutu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.

Tym samym usankcjonowali oleśnicką diarchię. Od momentu wejścia stosownej uchwały w życie, nad mieszkańcami Oleśnicy i ich życiem kulturalnym (i niekoniecznie sportowym) panować będą Pan Burmistrz z Panią Dyrektor.
Sytuację nieudolnie próbował ratować jeden z radnych koalicji (o dziwo!!), ten od Pogoni. Proponował, by MOKiS określić jako "samorządową jednostkę kultury i sportu". Niestety, nie odrobił on zadania domowego, nie zapoznał się z odpowiednimi przepisami odpowiednich ustaw i nie wziął pod uwagę faktu, że polskie prawodawstwo takiej instytucji nie przewiduje i jej nie definiuje (o czym pisałem wczoraj). Tak więc MOKiS pozostaje samorządową instytucją kultury (bez sportu), której statut zawiera przepisy niemalże żywcem zaczerpnięte z ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej (bez sportu).

Nie bardzo rozumiem dlaczego MOKiS nie mógłby zostać np. jednostką organizacyjną Miasta Oleśnicy. No ale to nie ja stanowię w tym mieście prawo, tylko radni. Można się domyślać, że "samorządowa jednostka kultury" była bardziej po myśli Pana Burmistrza i Pani Dyrektor... 
Przecież Pani Dyrektor potrzebuje jednak większej swobody w działaniu...

Zbieżne:

poniedziałek, 27 czerwca 2011

MOKiS statutem stoi: prawdopodobna linia obrony Burmistrza

Jutro pod obrady Rady Miasta zostanie przedłożony projekt nowego statusu Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. W poprzednim wpisie napisałem o nie najlepszych rozwiązaniach zamieszczonych w tym projekcie. Dzisiaj przedstawię linię obrony, którą najprawdopodobniej przyjmie Pan Burmistrz i którą prawdopodobnie będzie uzasadniał konieczność uchwalenia nowego statutu.

Cała tajemnica tkwi w zdaniu otwierającym statut. Brzmi ono tak: "Miejski Ośrodek Kultury i Sportu (dalej: MOKiS) jest samorządową instytucją kultury, której organizatorem jest Miasto Oleśnica". Otóż powołanie samorządowej instytucji kultury dopuszcza "Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej" (Dz. U. z 2001 r. Nr 13 poz. 123). Podstawowym celem statutowym instytucji kultury jest prowadzenie działalności kulturalnej. Po lekturze ustawy wyraźnie da się wyczuć, że właśnie na tej ustawie wzorował się autor projektu nowego statutu. Mianowicie, duża część zapisów (odpowiedzialność przed organizatorem w osobie burmistrza, powoływanie organów doradczych) w nowym statucie została co najmniej zaczerpnięta z odpowiednich zapisów ustawy o organizowaniu u prowadzeniu działalności kulturalnej.

Problem w tym, że oleśnicki MOKiS z definicji nie jest instytucją kultury. De facto, jest instytucją kultury I SPORTU (chociaż próżno szukać definicji takiej instytucji w polskim prawodawstwie), o czym wskazywać może chociażby jego nazwa. Oznacza to, że ma tyle samo wspólnego z kulturą, co ze sportem. Tym samym nazywanie go "instytucją kultury" nie jest poprawne. Co ciekawe, wspomniana ustawa o działalności kulturalnej dopuszcza łączenie i podział instytucji kultury (Art. 18., 19. i 20. ustawy). W ustawie nie ma mowy o łączeniu kultury ze sportem. Tym samym tworzenie statutu dla ośrodka, który w zamyśle jest organizatorem kultury i sportu w naszym mieście i nazywanie go "instytucją kultury" w rozumieniu ustawy o działalności kulturalnej jest nie do końca zrozumiałe. Inna sprawa, że statuty większości "ośrodków kultury I SPORTU" w naszym kraju definiują je jako "samorządowe instytucje kultury". Kolejna ciekawostka: również według dotychczasowego statutu, MOKiS jest instytucją kultury...

I zapewne tu leży przyczyna tego, że z organizacją imprez sportowych w Oleśnicy nie jest najlepiej. Właśnie dlatego, że sport nie był i nie jest konikiem ani Pana Burmistrza, ani Pani Dyrektor MOKiS-u. W przeciwieństwie do skutecznie zarządzanego GOSiR-u w pobliskiej Twardogórze, Dyrekcja oleśnickiego MOKiS-u nie może się pochwalić organizacją międzynarodowej imprezy sportowej. W zasadzie nie może się niczym pochwalić, jeśli chodzi o sport...

I niestety nie ma widoków na poprawę tej "niesportowej" sytuacji. Nowy statut jej nie zmieni, bo powstał w innym celu: by ugruntować pozycję obecnej Pani Dyrektor i zrzucić z jej pleców nadmiar obowiązków. A sport? To tylko kłopot dla Pani Dyrektor! Niech sobie będzie... w Twardogórze...

czwartek, 23 czerwca 2011

MOKiS statutem stoi...

Najwyraźniej Miejski Ośrodek Kultury i Sportu to oczko w głowie Burmistrza Oleśnicy. Zapewne dlatego od 7 już lat stanowisko dyrektora okupuje "nasz" (w sensie: "jego") człowiek. I zapewne dlatego też jak lew broni tej instytucji przed podziałem: na część odpowiedzialną za kulturę oraz na część odpowiedzialną za sport. Za to po raz drugi próbuje przeforsować zmiany w statucie MOKiS-u. Należy dodać: zmiany na korzyść dyrekcji tej instytucji.

Oleśnicki MOKiS to instytucja o 65-letniej historii, o czym przypomniano na tegorocznej "biesiadzie" na zamku. Nie do końca jest to prawdą, bo sam MOKiS powstał w 1992 roku z połączenia historycznych już instytucji: Ośrodka Sportu i Rekreacji z Oleśnickim Ośrodkiem Kultury. Zakres działalności i kompetencji MOKiS-i i jego dyrekcji określa uchwalony w 2000 roku przez Radę Miasta Oleśnicy Statut tej instytucji, lekko zmodyfikowany w roku następnym. Drastyczne zmiany w tym obowiązującym już od 10 lat Statucie MOKiS-u próbuje przeforsować Pan Burmistrz. I to już po raz drugi w tym roku. Dwie z proponowanych zmian są co najmniej niepokojące...

Po kolei: zgodnie z wciąż obowiązującym statutem, "Zarząd Miejski Oleśnicy" sprawował nadzór nad działalnością MOKiS-u, a jego Dyrektor(ka) musiał(a) w określonym terminie przedstawiać plan działalności tej instytucji na kolejny rok.Plan ten musiał uzyskać akceptację Zarządu Miasta, a z jego wykonania Pan(i) Dyrektor był(a) następnie rozliczany(a). 

W projekcie nowego statutu, nie ma już mowy o "Zarządzie Miejskim", lecz o Organizatorze, którym jest Miasto Oleśnica, reprezentowane przez Burmistrza. Czyli pierwsza zmiana polega na tym, że Dyrektor(ka) ośrodka miał(a)by podlegać już nie "Zarządowi  Miejskiemu", czyli pośrednio Radzie Miasta, ale tylko i wyłącznie SAMEMU BURMISTRZOWI. A mając na względzie fakt, że Pani Dyrektor jest protegowaną Pana Burmistrza, czy taka zmiana jest działaniem na korzyść ośrodka? Na korzyść miasta? Śmiem wątpić. W obecnej sytuacji wygląda to raczej na zabezpieczenie pozycji obecnej Pani Dyrektor na stanowisku. Niestety...

Dalej jest mowa o planie finansowym, "opracowanym w odniesieniu do wysokości dotacji przekazywanych przez Organizatora, sporządzanym na podstawie zasad wynikających z obowiązujących w tym zakresie przepisów prawa" (§11 pkt 1.). Plan ten ma być zatwierdzany jedynie przez Dyrekcję MOKiS-u. W moim odczuciu, zapis ten spowoduje zmniejszenie kompetencji organów samorządowych w zakresie kontroli i nadzoru nad MOKiS-em. O ile zgodnie z dotychczasowym statutem, Dyrektor(ka) musiał(a) co roku zdawać sprawozdanie z działalności prowadzonej przez siebie instytucji, to według nowego statutu takiego obowiązku już nie ma. Zgoda, jest zapis, że Dyrektor(ka) "odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie pod względem organizacyjnym" (§10 pkt 1.). Ale tak bardzo nieprecyzyjne sformułowanie może stanowić doskonałe pole do nadużyć.

Idźmy dalej... Od dłuższego czasu wśród mieszkańców Oleśnicy krąży opinia, że Pani Dyrektor nie do końca radzi sobie ze swoimi obowiązkami. O ile w zakresie kultury nie można jej wiele zarzucić, to już ze sportem nie jest w naszym mieście najlepiej. Chyba sam Pan Burmistrz uznał, że faktycznie coś w tym musi być, bo umieścił w nowym statucie następujący zapis (§10 pkt 3. i 4.): "Burmistrz, po konsultacji z dyrektorem MOKiS, może powołać organ doradczy, skupiający przedstawicieli środowisk artystycznych i sportowych. W przypadku powołania organu doradczego, tryb jego działania określa odrębny regulamin, nadawany zarządzeniem przez dyrektora MOKiS". Najwyraźniej ma to być odpowiedź Pana Burmistrza na pojawiające się głosy, że należałoby oddzielić sport od kultury i wrócić do systemu OSiR + OOK. Odpowiedź tą należy odczytywać w następujący sposób: Pan(i) Dyrektor utrzyma swoje kompetencje w zakresie dotychczasowej działalności w obszarach kultury i sportu, a jeśli obowiązki ją przerosną, wówczas powoła się grono doradców; doradcy popracują, doradzą, a wszelkie zasługi i tak spłyną na Pana (Panią) Dyrektora (Dyrektor); i wszelkie sukcesy "organu doradczego" zostaną przypisane Panu (Pani) Dyrektorowi (Dyrektor). I wszyscy będą szczęśliwi. A przede wszystkim Pan Burmistrz i Pan(i) Dyrektor...

Tyle w skrócie. Projekt uchwały w sprawie nadania nowego statutu MOKiS-owi znalazł się w planie prac na najbliższą sesję Rady Miasta. Jeśli uchwała ta znajdzie uznanie radnych, będzie oznaczać większą niezależność i nietykalność Pani Dyrektor. Zmniejszone zostaną jej obowiązki (brak corocznego sprawozdania z działalności), co z kolei wiązać się będzie ze zmniejszoną kontrolą nad jej działalnością i utrudnioną oceną jej skuteczności jako Dyrektora MOKiS-u. Przy czym zakres jej kompetencji pozostanie niezmieniony. Widać, że Pan Burmistrz jak lew broni kompetencji swojej protegowanej. Szuka każdego możliwego rozwiązania, byle tylko nie dopuścić do podziału MOKiS-u. A taki podział, w obliczu nieporadności Pani Dyrektor (przede wszystkim w dziedzinie sportu), wcale nie byłby takim złym rozwiązaniem...

poniedziałek, 20 czerwca 2011

A jednak giełda!

No przyznam się, że się nie spodziewałem! Pomimo zaprzestania akcji promocyjnej... pomimo totalnej klapy przed miesiącem... pomimo zupełnej ciszy w temacie... pomimo tego, że w akcji marketingowej Dni Oleśnicy Święta Miasta ze strony Urzędu Miasta nie padło ani jedno słowo na temat Oleśnickiej Giełdy Staroci i Militariów jako imprezy towarzyszącej...

... tym razem jednak się udało! Giełda staroci się odbyła! Co prawda stoisk było niewiele, dużo mniej niż podczas giełd, które odbywały się np. w zeszłym roku, kiedy to giełda staroci nie była promowana prawie w ogóle... 
Ale jestem w stanie zrozumieć, że ilość wystawców-hobbystów chętnych do sprzedawania swoich precjozów na oleśnickim rynku nie do końca zależy od organizatorów.
W każdym bądź razie wciąż jest cień szansy, że pieniądze na promocję tej imprezy, pochodzące przecież z publicznej kasy, nie pójdzie na marne...

Zbieżne:

piątek, 17 czerwca 2011

Będzie (?) lotnisko!

Oto wiadomość dnia! Status oleśnickiego lotniska będzie utrzymany! "Lotnisko" (a właściwie to, co z niego zostało) nadal będzie lotniskiem. Poinformował o tym osobiście pewien poseł, który właśnie w tym celu przyjechał ze "stolycy" do Oleśnicy na sesję Rady Miasta.*

Długo oczekiwany przez mieszkańców Oleśnicy PAN DOBROBYT z PANIĄ KONIUNKTURĄ pewnie już się pakują i bukują bilety na samolot! Tylko wyglądać i wypatrywać ich w naszym mieście! Myślę, że wszyscy powitamy ich po staropolsku: chlebem i solą!
Gorzej będzie, jak się okaże, że odczuwają paniczny strach przed lataniem i wybiorą samochód... niekoniecznie jadący w kierunku Oleśnicy. 
A będzie jeszcze gorzej, gdy wsiądą już do tego samolotu, zakołują, podejdą do lądowania i... się roztrzaskają. Bo starostwo zbyt dużych pieniędzy na lotnisko nie ma. Byle doprowadzić je do stanu "używalności". No cóż... W niedalekim kraju na wschodzie jest podobne lotnisko... Też w stanie "używalności"...

OK. Dość sarkazmów! Uroczyście informuję, że odwołam wszystko, co powiedziałem w sprawie lotniska, jeśli w ciągu trzech najbliższych lat na terenie obecnie szumnie (acz nie do końca słusznie) nazywanym "Oleśnicką Strefą Aktywności Gospodarczej" rozpocznie swoje inwestycje 3 (słownie: trzech) inwestorów. Trzech... Średnio - jedna inwestycja rocznie. To niedużo w porównaniu z perspektywą skoku cywilizacyjnego, o którym onegdaj pisał p. Zdzisław Kierkicz.

* Czy oprócz mnie, ktoś jeszcze wyczuwa atmosferę zbliżających się wyborów parlamentarnych?

niedziela, 12 czerwca 2011

Promocja giełdy staroci: informacja z UM

Nareszcie! Po prawie 3 tygodniach oczekiwania, po kilku telefonach wykonanych celem przypomnienia o sprawie... Dwa dni temu otrzymałem odpowiedź z Urzędu Miasta z informacją o wydatkach na promocję Oleśnickiej Giełdy Staroci i Militariów. Natychmiast oddałem się lekturze. Po lekturze przyszły refleksje... Oto i one.

Po zsumowaniu wszystkich wydatków wyszło 5502,50 PLN. Zatem - jak na imprezę, która miałaby rozsławić dobre imię Oleśnicy i podnieść jej atrakcyjność turystyczną - szaleństwa nie było. Dużo więcej wydały niemal wszystkie komitety w trakcie ostatniej kampanii wyborczej do samorządu. Kwota rzędu 5-6 tys. złotych na promocję imprezy, która zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami ratuszowych urzędników miała szansę wejść na stałe do kalendarza cyklicznych imprez w naszym mieście, to naprawdę niewielki wydatek. Obiektywnie rzecz biorąc...

Jednak jeśli wziąć pod uwagę, że jedna z dwóch dotychczasowych edycji giełdy (majowa), jak do tej pory najszerzej promowana (patrz zdjęcie po prawej) w ogóle się nie odbyła, to pojawia się pytanie o celowość tego wydatku. Burmistrz Oleśnicy, zapraszający na imprezę, która się nie odbywa, bez podania przyczyn do publicznej wiadomości, traci wiarygodność w oczach osób zainteresowanych tym tematem. Na wiarygodności straciła też sama Oleśnica. Z promocji - póki co - wyszła ANTYPROMOCJA.

Pozwolę sobie również wyrazić wątpliwości co do rzetelności udzielonej mi informacji. Otóż cokolwiek zastanawiający jest fakt, że w zestawieniu zleceniobiorców pojawia się tylko jedna z naszych oleśnickich gazet. A co z drugą? O ile mnie pamięć nie myli, to w okolicach marca/kwietnia na stronie internetowej Panoramy Oleśnickiej umieszczone było ogłoszenie o giełdzie staroci. W tym samym miejscu, z którego od dłuższego czasu atakuje nas reklama pewnego oleśnickiego hotelu. Jestem niemalże pewien, że takie ogłoszenie w tymże miejscu widziałem. A jeśli tak było naprawdę, to Pan Burmistrz udzielił mi informacji niepełnej...

Dodano 13.06.2011: Jak poinformował mnie redaktor naczelny "Panoramy Oleśnickiej", reklama-informacja o giełdzie staroci rzeczywiście była umieszczona na stronie internetowej gazety. Nieodpłatnie, na osobistą prośbę p. wiceburmistrza Piotra Pawłowskiego. Oto oficjalne oświadczenie w tej sprawie: "Redakcja Panoramy Oleśnickiej zamieściła na swojej stronie internetowej BEZPŁATNE ogłoszenie o Oleśnickiej Giełdzie Staroci, chcąc promować tę lokalna inicjatywę, której kibicujemy".

Do kolejnej edycji giełdy staroci pewnie też nie dojdzie... Tak się bowiem niefortunnie złożyło, że w trzeci weekend czerwca odbywać się będą Dni Oleśnicy będzie Święto Miasta (hmmm... jakiego?). W oficjalnym programie obchodów nie ma ani słowa o giełdzie staroci. Nie wymienia się jej wśród imprez towarzyszących. Niestety, wygląda na to, że pieniądze wydane na promocję tej imprezy to pieniądze wyrzucone w błoto. 5 i pół tysiąca złotych poszło z dymem...

Odnosi się wrażenie, że wszelkie działania promocyjne podejmowane przez "nasz" Urząd Miasta, nawet pomimo dobrych chęci, są nieprzemyślane, pozoranckie, wykonywane na odczepnego i w sposób amatorski. Weźmy na przykład takiego Pana Burmistrza, według którego idealnym sposobem na promocję miasta i wyznacznikiem jego nowoczesności jest służbowy komputer w torbie radnego.
Dotychczasowe działania "promocyjne" UM zamiast pomagać, bardziej szkodzą wizerunkowi miasta.

A mogło być tak pięknie...

sobota, 4 czerwca 2011

Lotnisko: realne plany czy pobożne życzenia?

Kilka tygodni temu na łamach Panoramy Oleśnickiej (nr 19, 2011) ukazał się tekst p. Zdzisława Kierkicza, w którym zaprezentował on czytelnikom Stowarzyszenie Przyjaciół Lotniska - Oleśnica oraz perspektywę przejęcia terenów byłego lotniska przez lokalne samorządy i utworzenia Powiatowego Lotniska Cywilnego Pożytku Publicznego. Tekst ten odebrałem jako zaproszenie do dyskusji na temat mniej lub bardziej realnej przyszłości lotniska.

Według definicji słownikowej, dyskusja służy zazwyczaj wymianie poglądów, gdy ścierają się ze sobą osoby prezentujące różne, często odmienne stanowiska. Wówczas dyskusja staje się jedną z form zapobiegania konfliktom oraz jedną z metod wypracowywania kompromisów. Oprócz funkcji pojednawczej, dyskusja pełni też rolę poznawczą, gdy osoba o większym zasobie wiedzy na jakiś temat ("nauczyciel") naprowadza "ucznia" na sposób rozumowania ułatwiający zrozumienie danego zjawiska. Niestety pomimo wcześniejszych zapewnień, w swoim ostatnim tekście (Panorama Oleśnicka, nr 22, 2011), p. Kierkicz tej dyskusji, zarówno w jej funkcji pojednawczej, jak i poznawczej, oleśniczanom odmawia. Bo jak inaczej rozumieć jego radykalny argument wyrażony w tonie "nie znasz się, więc się nie wypowiadaj"? Kierując się logiką zaprezentowaną przez p. Kierkicza, około  95% mieszkańców Oleśnicy i 99% mieszkańców powiatu oleśnickiego nie ma prawa wypowiadać się w sprawie lotniska, ponieważ nigdy nie mieli z nim nic wspólnego ani z lotniskiem, ani z lotnictwem. Tego typu stwierdzeniami p. Kierkicz najzwyczajniej w świecie odbiera im prawo do wyrażania opinii w tym temacie. Na taką postawę zgodzić się nie mogę. A jest ona tym bardziej szokująca, że inicjatywy przejęcia terenów lotniska i jego zagospodarowania mają się podjąć instytucje publiczne, czyli lokalne samorządy i to one zapewne będą miały zaangażować w tym celu publiczne fundusze.

Wyrażam głęboką nadzieję, że opinia wyrażona przez p. Kierkicza jest jego prywatną opinią, której Stowarzyszenie Przyjaciół Lotniska nie podziela i nigdy nie podzieli. W przeciwnym wypadku byłoby to zaprzeczeniem prospołecznej idei Stowarzyszenia Przyjaciół Lotniska, którą, mam nadzieję, kierują się członkowie Stowarzyszenia. Polityka rugowania z dyskusji osób mających odrębne zdanie, jakkolwiek byłaby korzystna dla samego Stowarzyszenia, to nie wróżyłaby nic dobrego Oleśnicy, jej mieszkańcom i mieszkańcom powiatu oleśnickiego. Każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii w sprawach publicznych. A sprawa lotniska właśnie do takich spraw należy.

Tekst p. Kierkicza rozczarował mnie jeszcze z innego powodu. Do tej pory p. Kierkicz wydawał się być dyskutantem na poziomie. Jego pierwszy tekst oraz wypowiedzi wygłaszane na forum internetowym trzymały pewien ponadprzeciętny poziom, co stwarzało szansę na twórczą polemikę. W ton dotychczasowej dyskusji doskonale (w znakomitej większości) wpasowali się swoimi wypowiedziami internauci, co sprawiło, że dyskusja była bardzo rzeczowa. Niestety, swoim ostatnim tekstem p. Kierkicz tę konstruktywną dyskusję zgasił. O ile w swoich dotychczasowych wypowiedziach wydawał się szanować dyskutantów, to w swoim ostatnim tekście bardzo płynnie przeszedł z tematu lotniska do dość płytkich docinków pod moim adresem, próbując zdyskredytować mnie, jako interlokutora. Tym samym udowodnił, że również jemu polityka - niestety ta nie najwyższych lotów - wcale nie jest obca. Na tego typu zaczepki odpowiadać nie mam zamiaru, gdyż nie wnoszą one nic do tematu lotniska i to nie o nich chcieliby się dowiedzieć czytelnicy-mieszkańcy Oleśnicy i powiatu oleśnickiego. I uprzejmie proszę p. Kierkicza o uszanowanie tego faktu.

W kwestii stanu wiedzy oleśniczan o projekcie "Lotnisko - Oleśnica" niewiele się zmieniło. Wiadomo tylko, że miałoby to być lotnisko towarowe. Kto byłby właścicielem? Kto inwestorem? Kto wykorzystywałby lotnisko? Jakimi pobudkami, oczywiście poza rzekomym skokiem cywilizacyjnym dla regionu, kierują się członkowie Stowarzyszenia? Jaką rolę w całym projekcie miałoby odgrywać Stowarzyszenie? Próżno szukać odpowiedzi na te i wiele innych pytań w dotychczasowych wypowiedziach p. Kierkicza. Jednak domyślam się, że takie szczegółowe plany nie są tematem wewnętrznej dyskusji członków Stowarzyszenia.

Wspomniana przeze mnie dyskusja prowadzona na jednym z lokalnych forów internetowych pokazała, dwie istotne rzeczy: po pierwsze - jak bardzo temat lotniska jest tematem ważnym dla oleśniczan. Odbieranie im prawa do wyrażania własnych opinii jest zdecydowanie nie na miejscu. Po drugie - jak bardzo sprawa lotniska poróżniła mieszkańców na radykalnych i umiarkowanych jego zwolenników i przeciwników. Proszę wybaczyć mój sceptycyzm, ale mam nieodparte wrażenie, że wszystkie plany inwestycyjne, o których wspomina p. Kierkicz, czyli: "ogrodzenie i monitoring lotniska, konieczny remont choćby konserwacyjny drogi startowej, dróg kołowania i płaszczyzn postoju samolotów, niezbędne wyposażenie >>wieży<<  i radio-nawigacyjne" to perspektywa zbyt skromna, by sprawić, by lotnisko stało się kołem zamachowym rozwoju całego regionu. A przecież wizji rozwoju regionu p. Kierkicz poświęcił całe 2 kolumny swojego tekstu, nie podając ani jednego konkretu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że największym i najważniejszym ograniczeniem są fundusze. Dlatego w moim uznaniu, wizja, którą roztoczył p. Kierkicz, w zderzeniu z dość mocno ograniczonymi funduszami i możliwościami technicznymi i organizacyjnymi lokalnych samorządów oraz naszymi polskimi realiami*, to raczej przejaw pobożnych życzeń, niż realnej przyszłości.

Z poważaniem
Damian Siedlecki

* Dla ostudzenia nastrojów zapraszam do lektury artykułu "Miliardy na Okęciu w błoto? >>Lotnisko trzeba zamknąć<<" w stołecznym wydaniu Gazety Wyborczej. Nasze "polskie realia" są takie, że w naszym kraju lotniska raczej się zamyka, niż reaktywuje...

wtorek, 31 maja 2011

Oleśnickie Targi Próżności, czyli wszyscy chwalą Burmistrza

Szanowni Państwo!

Miło mi powitać Państwa z oleśnickiego ratusza, gdzie odbywa się impreza pod sympatycznym tytułem "Oleśnickie Targi Próżności". Patronat honorowy nad tą imprezą objął Przewodniczący Rady Miasta, a do prezentacji zaproszony został Burmistrz Miasta Oleśnica. Szanowne Jury, które składa się z Radnych (w liczbie 20 obecnych) podejmie się oceny owocu całorocznej pracy Pana Burmistrza, którym jest budżet miasta i jego wykonanie w 2010 roku.

Chwaląc się swoim produktem Pan Burmistrz podkreślił, że już w tej chwili spełnia on wymogi prawne, które wejdą dopiero w 2014 roku! Podkreślił, że nie był to budżet zachowawczy, ale aktywny, pozwalający na finalizację założonych i rozpoczętych inwestycji. Super! Jest świetnie! Niestety w natłoku określeń wielce superlatywnych, Pan Burmistrz zapomniał wspomnieć (stan na godz. 13:36) o rozpoczętej, rozgrzebanej i niedokończonej budowie kompleksu sportowego. A może spuścił na nią zasłonę milczenia? Nie wiadomo, czy sprawę kompleksu szanowne Jury weźmie pod uwagę przy ogólnej ocenie.

Czas na głosy gremiów jurorskich, czyli komisji. Komisje pozytywnie wypowiadają się o budżecie. Zwłaszcza komisja oświaty, której Przewodniczący życzył Panu Burmistrzowi co najmniej tak dobrego bilansu za rok 2011. Właśnie Przewodniczący Komisji Oświaty jako pierwszy z radnych wspomniał o feralnym kompleksie. Stwierdził mianowicie, że jego komisja udziela Panu Burmistrzowi pełnego poparcia w działaniach przez niego podjętych w celu zakończenia problemu, nawet gdyby oddanie kompleksu miało się znacznie odwlec w czasie. Żadnych pytań o sam kompleks.

Godz. 14:00 - zbliża się clou dzisiejszej imprezy, czyli wystąpienie Przewodniczącej Komisji Rewizyjnej. Pani Przewodnicząca stwierdziła, że zdecydowana większość wydatków została przeprowadzana należycie. Aczkolwiek jej "niepokój" budzi nieterminowa budowa kompleksu. Tyle jeśli chodzi o kompleks przy Brzozowej. W dalszych słowach Pani Przewodnicząca stwierdza, że analiza zeszłorocznego budżetu świadczy o należytym wykonywaniu obowiązków przez "odpowiednie służby miejskie". Reasumując: pieniądze wydawane były należycie, inwestycje terminowe, gospodarowanie mieniem komunalnym było "oszczędne". Opinia komisji - pozytywna z wnioskiem o udzielenie absolutorium. Chwała Burmistrzowi!

Godz. 14:18 - Pan Burmistrz może już zacierać ręce. Pomimo niemrawego "niepokoju" Pani Przewodniczącej, wygląda na to, że owoc jego zeszłorocznej pracy znajdzie uznanie jurorów.

Godz. 14:21 - dyskusja. Jeden z radnych opozycji gratuluje Burmistrzowi. Mówi, że pomimo "obiektywnych trudności" związanych z kompleksem sportowym udało się wykonać budżet. Zaproponował również, żeby Rada Miasta zawnioskowała do władzy ustawodawczej o zmianę prawa o zamówieniach publicznych. Czyli całą winę za "koszmarną budowę kompleksu" ponosi prawodawca. Doprawdy, zgrabnie Pan Burmistrz przedstawił radnym całą sprawę... Ci patrzą w niego, jak w obrazek. Podsumowanie dyskusji przez radnego koalicji: "Miło się słucha opozycji, gdy tak chwali burmistrza i koalicję". Mały quiz: kto wypowiedział te słowa?


Godz. 14:30 - jest przełom! Jeden z radnych opozycji konstatuje, że pomimo wadliwej ustawy o zamówieniach publicznych, dobrze byłoby tak konstruować przetargi, by do podobnych sytuacji już więcej nie dochodziło. Bo przecież nie wiadomo, czy ustawa ta ulegnie zmianie. Brawa dla tego Pana!
W odpowiedzi Pan Burmistrz stwierdza, że w jego uznaniu propozycja radnego nie przyniesie 100% skuteczności. Dalej Pan Burmistrz mówił o tym, że ustawa skonstruowana jest w ten sposób, że po pierwsze: najkorzystniejsza oferta jest utożsamiana z najtańszą (???); po drugie: inwestycje budowlane mogą wykonywać "szewcy". Wystarczy, że jednym z udziałowców (wystarczy 1% udziałów) konsorcjum będzie firma "budowlana". Dla jurorów to też wystarczyło. Pan Burmistrz tą barwną mową zyskał uznanie gremium.

Godz. 14:48 - głosowanie. Za: 19 radnych; 0 przeciw; 1 wstrzymał się.

Godz. 14:53 - kwiaty na ręce Pana Burmistrza składa Przewodniczący Rady Miasta. Następnie w kolejce z gratulacjami i kwiatami stanęli prawie wszyscy zebrani. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to następująca sytuacja:
Oczywiście sytuacja jest zgoła odmienna, odrzucenie absolutorium raczej chyba w grę nie wchodziło, nie mniej jednak obrazek wręczanych kwiatów wydał mi się dziwnie znajomy...

Pan Burmistrz z rękami pełnymi bukietów udaje się na przerwę.

Zupełnie pomijając głosowanie (wykonanie budżetu chyba było do zaakceptowania), a biorąc pod uwagę jedynie dyskusję, stwierdzam, że z jednym małym wyjątkiem, ratuszowa opozycja przestała istnieć. Taka opozycja z prawdziwego zdarzenia: potrafiąca w sposób merytoryczny pociągnąć dyskusję; umiejąca zarówno wytknąć błędy, jak i wyrazić uznanie; krytykująca, ale nie krytykancka. Takie opozycji w Oleśnicy już nie ma... I tą smutną konstatacją kończę relację z dzisiejszej sesji Rady Miasta.
Do następnego razu...

PS. A radni, ci "pracowici inaczej", o których już kiedyś pisałem - ani mru mru. Jak te myszki w kościele!

poniedziałek, 23 maja 2011

Sztuka promocji, czyli o imprezie, której nie było

Promocja Oleśnicy. Wielu już próbowało. Jednym z najnowszych (ale na pewno nie najoryginalniejszych) sposobów na promocję Oleśnicy miała być giełda staroci i militariów, organizowana (podobno) w rynku (podobno) w każdą trzecią niedzielę miesiąca.

Z giełdą staroci związana była zakrojona na szeroką skalę akcja promocyjna. Zaczęło się od projektu ulotki zaprezentowanego przez jednego z radnych na styczniowej sesji Rady Miasta. Projekt ten znalazł uznanie radnych, burmistrzów i osób zajmujących się promocją miasta. Na bazie tego projektu powstały bilbordy (co najmniej dwa), reklamy w internecie; ogłoszenia, które ukazały się w lokalnej prasie i kwartalniku wydawanym przez Urząd Miasta; o ile dobrze pamiętam, takie ogłoszenie miało się również ukazać w specjalistycznym miesięczniku dla kolekcjonerów (miał to być chyba "Filatelista"), ale w tym przypadku mogę się mylić. Słupy ogłoszeniowe pełne były plakatów informujących o giełdzie staroci. Wymieniłem tutaj jedynie te środki promocji tej imprezy, z którymi spotkałem się osobiście. Czy były inne - nie wiem. Niewykluczone, ale ja ich nie widziałem.

Skan ogłoszenia o giełdzie umieszczonego w kwartalniku wydawanym przez Urząd Miasta (MAJ 2011)

Informacja o giełdzie była rozpowszechniana wśród hobbystów i kolekcjonerów pocztą pantoflową, o czym mogą świadczyć informacje umieszczane na specjalistycznych portalach internetowych (np. tu i tu). Cała ta sprawa giełdy sprawiła, że przez chwilę Oleśnica miała dobry PR. No właśnie... Miała... Przez chwilę...

Kwietniowa edycja giełdy miała się odbyć miesiąc temu, 17. kwietnia. Majowa - 15. maja. Niestety 17. kwietnia nie było mnie w Oleśnicy, więc nie wiem co się działo w rynku, ale podobno giełda się odbyła. Aczkolwiek trochę uderzył mnie brak notatek prasowych opisujących to wydarzenie, ale gotów jestem to zrozumieć. 

Jeśli chodzi o edycję majową, to jej... NIE BYŁO! W dniu 15. maja na oleśnickim rynku nie odbyła się żadna giełda staroci. Zdjęcia poniżej pokazują rynek o godzinie 12:45, gdy impreza powinna trwać w najlepsze.

Oleśnicki rynek, 15.05.2011, godz. 12:45.

Oleśnicki rynek, 15.05.2011, godz. 12.45.


Kilkaset metrów od rynku, na ścianie jednego z budynków wciąż wisiał bilbord, na którym Burmistrz Oleśnicy wciąż zapraszał na rynek.

Róg ul. św. Jadwigi i Sinapiusa, 15.05.2011, godz. 12:40.

Postanowiłem na własną rękę sprawdzić co i jak. Ponieważ na giełdę "zapraszał" sam Pan Burmistrz, można było się domyślić, że organizatorem imprezy jest Urząd Miasta. Zadzwoniłem do Kancelarii Urzędu Miasta i zapytałem o majową imprezę. Pani w kancelarii, nawiasem mówiąc bardzo miła i uprzejma, najpierw próbowała mnie połączyć z Rzecznikiem Urzędu Miasta. Bezskutecznie, bo Pani Rzecznik właśnie (rzecz dzieje się 23. maja) poszła na urlop. Następnie doszła do wniosku, że organizatorem giełdy musiał być Miejski Ośrodek Kultury i Sportu i podała mi numer telefonu tamże. Zadzwoniłem niezwłocznie. Odebrała kolejna Pani, również bardzo uprzejma. Gdy tylko rozpocząłem rozmowę o giełdzie staroci, Pani z MOKiSu doszła do wniosku, że pewnie jestem wystawcą i szybko zaczęła mi podawać fakty związane z organizacją: że giełda odbywa się w każdą trzecią niedzielę miesiąca, od godziny X do godziny Y; że od wystawców nie pobierana jest żadna opłata. Pomyślałem sobie: "no! Dobrze trafiłem, organizatorem musi być MOKiS!" Wyprowadziłem Panią z błędu i powiedziałem, że nie jestem wystawcą i że interesuje mnie giełda, która już miała się odbyć. Zapytałem więc, czy zaplanowana na 15. maja giełda się w ogóle odbyła. Miła Pani poprosiła o chwileczkę na zaciągnięcie informacji. Po chwili oznajmiła mi, że nie ma pojęcia, czy się odbyła, ale może podać mi numer telefonu do osoby, która na pewno mi pomoże.
Pomyślałem sobie: "Ale o co chodzi? Organizatorem giełdy jest MOKiS, który nie wie, czy organizowana przez niego impreza w ogóle się odbyła..." Zadzwoniłem pod numer, który podała mi Pani z MOKiSu. Jak się okazało, odebrał sam Wiceburmistrz Oleśnicy, osobiście zajmujący się tematem giełdy staroci. Na moje pytanie o majową giełdę odpowiedział, że nie odbyła się, bo były niesprzyjające warunki pogodowe, a w ogóle, to z tego co pamięta, to w tym samym czasie odbywała się giełda we Wrocławiu (sprawdziłem już po naszej rozmowie: giełda staroci przy ul. Gnieźnieńskiej we Wrocławiu zaczyna się w czwartek poprzedzający każdą OSTATNIĄ SOBOTĘ miesiąca i trwa do soboty). Według Pana Wiceburmistrza, to pogoda była główną przyczyną tego, że do Oleśnicy nie przyjechał ANI JEDEN WYSTAWCA. Faktycznie, akurat tamtego dnia pogoda do najładniejszych nie należała, ale moje zdjęcia z rynku pokazują, że około godz. 13:00 na rynku było już sucho, a zza chmur próbowało wyglądać słońce. Dobra, może rzeczywiście pogoda miała jakiś wpływ na ilość wystawców... Ale czy do tego stopnia, żeby odwoływać całą imprezę? We Wrocławiu - giełda staroci przy ul. Gnieźnieńskiej odbywa się niezależnie od pogody. I to bez promocji ze strony wrocławskiego ratusza...

Na pytanie o koszty poniesione z tytułu wydatków na promocję tej imprezy, Pan Wiceburmistrz nie potrafił odpowiedzieć. Powiedział tylko, że wszelkie wydatki związane z oleśnicką giełdą staroci związane praktycznie tylko i wyłącznie z jej promocją, a już nie organizacją samej giełdy. Dlatego właśnie organizatorzy nie mogli sobie pozwolić na przygotowanie zadaszonych stoisk, które mogłyby uchronić wystawców i ich antyki przed (niejednokrotnie) szkodliwym działaniem deszczu.

Na pytanie o to, kto jest formalnym organizatorem tej imprezy, odpowiedział, że "Pan Burmistrz", czyli Urząd Miasta Oleśnica. Na to ja odparłem, że to wcale nie jest takie oczywiste i opowiedziałem mu całą moją historię poszukiwania informacji na temat giełdy. Dla mnie jest to sytuacja cokolwiek dziwna, by w kancelarii Urzędu Miasta nie wiedziano, że Urząd Miasta jest organizatorem imprezy mającej na celu promocję miasta. A jeżeli organizatorem jest MOKiS, to dlaczego nikt nie potrafił mi powiedzieć czy ta majowa giełda się odbyła, czy nie...?

W międzyczasie wystosowałem wniosek o udostęnienie informacji publicznej dotyczącej wydatków poniesionych na promocję giełdy staroci w Oleśnicy. Czekam na odpowiedź...

Osobiście uważam, że jeśli już wydaje się jakiekolwiek PUBLICZNE pieniądze na promocję miasta (której służyć miała giełda staroci), to należy zrobić wszystko, żeby ta promocja była SKUTECZNA, oraz by w niedalekiej przyszłości przynosiła miastu JAKIEŚ KORZYŚCI. Jakiekolwiek...

Proszę sobie teraz wyobrazić sobie kolekcjonera-hobbystę z jakiegoś odległego zakątka Dolnego Śląska. Kiedyś usłyszał (lub zobaczył reklamę), że w maju w Oleśnicy będzie miała miejsce fajna giełda staroci, na której można znaleźć małe zabytkowe perełki. Człowiek ten czekał całymi tygodniami. W końcu się doczekał i wybrał się na wycieczkę do Oleśnicy. Niestety musiał się obejść smakiem. Tak szeroko rozreklamowana giełda staroci zwyczajnie się nie odbyła. Trudno, trochę się rozczarował, ale postanowił pozwiedzać samą Oleśnicę. Patrzy: ZAMEK! Myśli: "co prawda przyjechałem na giełdę, ale jej nie ma. To może chociaż pozwiedzam sobie zamek!" Podchodzi... Kolejne rozczarowanie! Zamek zamknięty na cztery spusty, nieudostępniony do zwiedzania (Tak, wiem! Nie jest własnością miasta. Podobnie zresztą jak lotnisko...). Trudno... Idzie dalej. Patrzy: kościoły! Duuużo kościołów! Oczywiście nie mógł im się dokładniej przyjrzeć, bo jedne świątynie były zamknięte (ze względu na zły stan techniczny), a w innych akurat odbywały się nabożeństwa. Mając przed sobą długą drogę powrotną, nie czekał już na zakończenie mszy. Wsiadł  do samochód i mocno rozczarowany i zły wrócił do domu.

Nic nie skorzystał, nic nie zobaczył. Rozczarował się giełdą staroci, której nie było; rozczarował się Oleśnicą... Czy taki człowiek wróci jeszcze do Oleśnicy? Chciałbym wierzyć, że tak...

Tak wygląda promocja miasta w oleśnickim wydaniu z punktu widzenia jej odbiorcy: nie wiadomo kto jest organizatorem, co powoduje, że odpowiedzialność zostaje rozmyta pomiędzy podmiotami; brak inwencji i oryginalności; brak polotu; brak alternatywy.

W obecnej sytuacji należy trzymać kciuki, by w dniach 18-19 czerwca, w trakcie tzw. "Święta Miasta" (swoją drogą: któremu urzędnikowi przeszkadzała nazwa "Dni Oleśnicy"?) pogoda dopisała... Bo inaczej podmiot odpowiedzialny za organizację będzie zmuszony odwołać całą imprezę...
Bo jeszcze Dodzie się makijaż rozmaże...

piątek, 20 maja 2011

Rozpaczliwy głos "Zarządu"

Opublikowane na łamach portalu MojaOlesnica.pl stanowisko w sprawie w sprawie przejęcia przez samorządy terenów po byłym lotnisku wojskowym rozpętało burzliwą dyskusję wśród internautów. Pojawiały się głosy za przejęciem, z którymi nie do końca się zgadzam, ale je przyjmuję. Pojawiały się też głosy przeciwników takiej operacji, do których jest mi bliżej. Ogromną większość stanowiły głosy osób, które naprawdę miały coś do powiedzenia. Były to głosy mniej lub bardziej emocjonalne, ale przede wszystkim merytoryczne.

Niestety, tę budującą i potrzebną dyskusję przerwało oświadczenie podpisane przez "Zarząd OSP Glajt". Nie będę cytował tutaj całego oświadczenia, bo tak naprawdę kieruje ono dyskusję na temat lotniska na boczne tory, zupełnie niezwiązane z całą sprawą. Poruszona w nim zostaje jedna sprawa, z której muszę się wytłumaczyć.

Przede wszystkim: zdaję sobie sprawę, że do Oleśnickiego Stowarzyszenia Paralotniarzy "Glajt" należą osoby, które nie mają nic wspólnego ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Lotniska - Oleśnica. I tym osobom należą się moje przeprosiny za zbyt daleko idące uogólnienie. Jednak jest też co najmniej kilka osób należących do obu stowarzyszeń, więc o żadnej pomyłce nie może być mowy. Jedynym niedopatrzeniem, którego się dopuściłem było to, że nie upewniłem się, czy ów paralotniarz z "incydentu" jest członkiem SPL Oleśnica.

Co ciekawe, autor oświadczenia, czyli "Zarząd OSP Glajt", sam nie może się zdecydować, które stowarzyszenie reprezentuje. Podpisując się "Zarząd OSP Glajt" występuje w imieniu SPL Oleśnica, zarzucając mi pomówienie.

Cała pozostała treść oświadczenia to próba odwrócenia uwagi czytelników od istoty tematu i nieporadna próba jego zmiany. Taki manewr to znany zabieg socjotechniczny, dość typowy dla partii politycznych, niestety ostatnimi czasy mocno nadużywany przez polskich polityków na różnych etapach ich politycznej kariery. Stosując taki manewr, autor, zazwyczaj nie przebierając w słowach, próbuje przenieść cały ciężar dyskusji na interlokutora. Tak też było w tym przypadku, gdy "Zarząd OSP Glajt" dopuścił się dość rozpaczliwego ataku na mnie i na reprezentowane przeze mnie Stowarzyszenie Dla Oleśnicy. Z ogromnym żalem stwierdzam, że ów "Zarząd", w osobie pana Piotra Pawłowskiego, przenosi metody stosowane przez kolegów i koleżanki z większym doświadczeniem partyjnym do merytorycznej dyskusji na temat tak istotny dla Oleśnicy i jej mieszkańców.

Niniejszym oświadczam, że nie mam zamiaru odpowiadać na tego typu zaczepki. A już na pewno nie w rzeczowej i kulturalnej dyskusji dotyczącej lotniska, zainicjowanej przez przedstawiciela SPL Oleśnica, pana Zdzisława Kierkicza i skutecznie kontynuowanej przez czytelników portalu MojaOlesnica.pl. I niech "Zarząd OSP Glajt" w osobie pana Piotra Pawłowskiego przyjmie ten fakt do wiadomości i go uszanuje.

Z poważaniem
Damian Siedlecki
członek Stowarzyszenia Dla Oleśnicy