poniedziałek, 31 października 2011

Oleśnickie pod dywan zamiatanie

Październikowa sesja Rady Miasta. Tym razem powstrzymam się od komentarza w sprawie zachowania Pana Burmistrza w trakcie sesji oraz bezpośrednio po niej. W tym temacie padło już wiele wypowiedzi.  Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na jeden z epizodów tejże sesji, który nie może przejść bez echa.

Chodzi o naganne, moim zdaniem, zapytanie radnego (i tu odstąpię od niepisanej zasady niepodawania nazwisk bohaterów) Józefa Stojanowskiego skierowane do Pana Burmistrza:
"Moi wyborcy pytają wprost: czy Urząd Miasta podjął jakieś decyzje, by ten obraz, który przedstawiony jest, powiedzmy sobie, w krzywym zwierciadle, w jakiś sposób wyprostować, bo to jest opinia, która idzie w świat. Puszczenie pierza w powietrze, jest bardzo trudno zebrać. I ludzie w jakiś sposób, tak oceniają: nas, Oleśnicę i nasz Urząd. Czy wobec tego poszło jakieś pismo, aby tą Panią (...) Redaktor w jakiś sposób zdyskryminować? Ona nie ma prawa do takich supozycji, która w tej w sposób jasny i wyraźny wynika!"

Z przykrością stwierdzam, że słowa Pana Stojanowskiego są słowami niegodnymi funkcji radnego. Jak to możliwe, by członek organu samorządowego, którego zadaniem jest m.in. kontrola prac Burmistrza, pytał Pana Burmistrza, czy podjął jakieś działania mające na celu pociągnięcie do odpowiedzialności Redaktor ogólnopolskiej telewizji (użyte przez radnego "zdyskryminowanie" nie jest tu najlepszym określeniem), tylko dlatego, że zrealizowany przez nią materiał przedstawia Oleśnicę w złym świetle?

Zwracam uwagę na fakt, iż Pan Stojanowski nie prosił Pana Burmistrza o wyjaśnienia w sprawie sprawy prowadzonej przez CBA... Nie o stanowisko oleśnickiego Urzędu Miasta w tej sprawie... Ale o to, czy Urząd Miasta zamierza wyciągnąć jakieś konsekwencje względem Pani Redaktor!

Po pierwsze: osobiście nie interpretuję materiału zrealizowanego przez TVN24, jako przedstawiającego Oleśnicę w niekorzystnym świetle; oleśnicki Urząd Miejski - tak; Oleśnicę - niekoniecznie.
Po drugie: czy to znaczyłoby, że według radnego, mieszkańcy Oleśnicy, powiatu oleśnickiego, regionu czy wreszcie Polski nie mają prawa wiedzieć o sytuacji w oleśnickim Urzędzie Miasta i o wizycie agentów CBA w oleśnickim ratuszu? Bo przecież mogą sobie wyciągnąć wnioski i źle pomyśleć o naszym mieście...
Po trzecie: czy według radnego, należało całą sprawę zamieść pod dywan, bo a nuż wieść się po świecie rozniesie i o oleśnickim ratuszu będą baby w Pcimiu Dolnym gadać? Bez urazy dla Pcimia Dolnego oczywiście...
Po czwarte: co według radnego bardziej szkodzi wizerunkowi Oleśnicy: nieprzychylne reportaże o sprawach toczących się w oleśnickim ratuszu, czy same sprawy?
Po piąte: czy media mają wstępnie segregować wiadomości płynące z Oleśnicy i puszczać w eter tylko te dobre i pozytywne? Wtedy niewątpliwie cała Polska się dowie, że mieszkańcy Oleśnicy są szczęśliwi i żyje im się dostatnio... A niewygodne fakty? Lepiej przemilczeć...

piątek, 28 października 2011

Skołatane nerwy

Dzisiaj odbyła się kolejna sesja Rady Miasta. Niestety obowiązki służbowe sprawiły, że zdążyłem jedynie na ostatnie 2-3 kwadranse obrad. Bardzo żałuję, że nie udało mi się przyjechać wcześniej, bo chciałem zobaczyć, czy ze strony radnych padną pytania co do ostatnich wydarzeń w oleśnickim ratuszu, czyli co "wizytę" agentów CBA, "prestiżową" wizytę w Strasburgu, czy też nieco pokrętne wyjaśnienia w sprawie przetargu na budowę kompleksu sportowego. Kilka pytań podobno padło. Mam nadzieję, że wkrótce w oleśnickich mediach pojawią się bardziej szczegółowe informacje na ten temat. Sam niestety nie mogę nic powiedzieć na ten temat... Jednak jest jedna rzecz, której byłem świadkiem i o której wspomnieć muszę...

Otóż bezpośrednio po zakończeniu sesji reporterzy portalu MojaOlesnica.pl podeszli do Pana Burmistrza z kamerą i mikrofonem w celu przeprowadzenia wywiadu. Nie dosłyszałem pytania, ale mogę się domyślać, że chodziło o którąś ze spraw wymienionych we wstępie. Pan Burmistrz najwyraźniej nie miał ochoty odpowiadać na jakiekolwiek pytania zadawane przez reportera tegoż portalu. Wyraźnie zdenerwowany mówił podniesionym głosem (właśnie dlatego, że podniesionym, cała ta sytuacja przykuła moją uwagę), że nie będzie odpowiadał na jego pytania, bo "manipuluje opinią publiczną" i przekręca informacje. Powtórzył to co najmniej kilkukrotnie. Na pytanie o jakie manipulacje mu chodzi, odpowiedział, że redaktorzy MojejOlesnicy.pl zadają pytania, na które nie ma jasnej odpowiedzi (cokolwiek by to miało znaczyć?!?). Następnie dodał, że MojaOlesnica.pl uzyska odpowiedzi na pytania "w trybie zamówienia publicznego" oraz że domaga się autoryzacji materiału przed publikacją, po czym zamaszystym krokiem opuścił salę.

Kadr z jednego z wywiadów Pana Burmistrza udzielonych portalowi MojaOlesnica.pl 

To nietypowe wydarzenie, którego byłem świadkiem, zupełnie nie pasuje do znanego mi do tej pory wizerunku Burmistrza Oleśnicy. Oto bowiem człowiek brylujący w mediach, pewny siebie i opanowany, zawsze błyskotliwy i uśmiechnięty, nagle zmienia się w kłębek nerwów. Na pytania reaguje widocznym podirytowaniem, odmawia odpowiedzi i wzywa przedstawicieli mediów do składania (sic!) wniosków o udostępnienie informacji publicznej (ciekawostka: zgodnie z prawem, po otrzymaniu takiego wniosku, Urząd Miasta ma obowiązek udzielić odpowiedzi w ciągu 14 dni). Traci kontrolę nad nerwami, co przejawia się przejęzyczeniami typu "zamówienia publiczne" zamiast "informacja publiczna". I bez oglądania się za siebie wychodzi z sali...

Nie bardzo wiem jak odbierać tę sytuację... Czy obyty z mediami człowiek, który nie ma nic do ukrycia, reagowałby w ten sposób?

Update:
Teraz już całkowicie zaniemówiłem: http://olesnica.pl/sm/wydarzenia/445-oswiadczenie-burmistrza

Oleśnicka Strefa Aktywności Gospodarczej - demotywator #1

Zdjęcie aktualne. Pytanie chodziło mi po głowie od jakichś 2 lat. Oto nowy demotywator w galerii:

czwartek, 27 października 2011

Oleśnica (jednak) aktywna!

Odniosłem pierwszy, historyczny sukces! Może nie do końca ja, a raczej idea, dla której niniejszy blog powstał i dla której go tworzę.

Kilka tygodni temu pisałem o miejsko-gminnej kampanii promocyjnej "Aktywna Oleśnica". Zainteresowałem się sprawą strony internetowej, będącej częścią tej kampanii. W tworzeniu tej strony ani miasto, ani gmina nadmierną aktywnością się nie wykazywały. Ten stan już wówczas utrzymywał się od kilku miesięcy...

Aż tu nagle, kilka dni po ukazaniu się tego wpisu, Urząd Gminy Oleśnica i Urząd Miasta Oleśnica przypomniały sobie o istnieniu strony www.aktywnaolesnica.pl i nieśmiało rozpoczęły jej aktualizację. Być może administrator strony przypomniał sobie hasło... i zaczął zmieniać jej zawartość. Zniknęła opcja wyboru języka (rozumiem, że tłumaczenie tej strony byłoby zbyt kłopotliwe), pojawiły się nowe aktualności, zmieniły się opisy obiektów wartych zobaczenia. Strona sama w sobie nie zwala z nóg, ale da się przynajmniej zauważyć jakąś aktywność na tej stronie. 

Oczywiście nie obyło się bez wpadek... Na przykład 20. września br. ukazał się news o wieczorze z poezją Gunnara Ekelöfa, który miał się odbyć... uwaga... 5. kwietnia. ;)

Sukces ten nazywam "dydaktycznym". Dlaczego? Bo prawie każdy wpis na tym blogu ma motywować do (właściwego) działania i pobudzać do (właściwej) aktywności. Nawet, jeśli czasem jest napisany w kpiącym, czy nawet szyderczym tonie... Bo tak naprawdę wszystko zależy od podejścia osób zainteresowanych.

Zapraszam na stronę www.aktywnaolesnica.pl!


PS. Szkoda, że podobnego "sukcesu" nie odniósł wpis o oficjalnej stronie internetowej miasta. Dopisanie słówka "Google" przed "translate" nie jest najlepszym rozwiązaniem...

wtorek, 25 października 2011

Kompleksowe demotywatory

Zaiste dobrą wiadomość dostarczył nam wczoraj "Oleśniczanin" w swoim internetowym wydaniu: otóż najprawdopodobniej zbliża się koniec problemów z basenem otwartym i całym kompleksem sportowym przy Brzozowej. Do zamknięcia sprawy jeszcze daleko (Urząd Miasta nie powinien odpuścić umownych kar za zwłokę), ale na dniach mają rozpocząć się odbiory budowlane.

Z tej okazji dwa "bonusowe" demotywatory, które zdarzyło mi się popełnić wczoraj, jeszcze przed zapoznaniem się z tą radosną wiadomością. Nie straciły bardzo na aktualności... Oba w podobnej "tonacji" :)



Święty Boże - demotywator

Nowy demotywator w galerii:
Próżno czekać ratunku w wiadomej sprawie. Tutaj nawet...

niedziela, 23 października 2011

Trasa Kraków-Oleśnica - demotywator

Kolejny demotywator w galerii:
obserwatorzy oleśnickiej sceny politycznej będą wiedzieć o co chodzi... :)

środa, 19 października 2011

Cytryna na autopilocie

Dzisiaj na oficjalnej stronie Urzędu Miasta pojawił się enigmatyczny komunikat.

Oto bowiem Urząd Miasta informuje, że "w Strasburgu odbywa się sesja plenarna Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy CLRAE. Polski samorząd w tych obradach reprezentuje burmistrz Oleśnicy Jan Bronś" i że jest to ogromne wyróżnienie dla Pana Burmistrza i ogólnie dla całego oleśnickiego samorządu, cieszącego się prestiżem "w środowisku samorządowym".

Bardzo cieszy nas wszystkich to "wyróżnienie" dla Pana Burmistrza, ale dlaczego akurat teraz o tym piszą? Przecież to nie pierwsza (i zapewne nie ostatnia) wizyta Pana Burmistrza w Strasburgu na Kongresie Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy. Pan Burmistrz jeździł tam już co najmniej kilkukrotnie, poprzednio 22-24 marca bieżącego roku, a jeszcze wcześniej np. 11-15 października 2009 roku, a informacje o tym można znaleźć w publikowanych na stronach Urzędu Miasta informacjach o działalności Pana Burmistrza za dany okres czasu. Więc żadna to nowość...

Czytamy dalej...
Dalej, jakby od niechcenia, podana jest następująca informacja: "Zainteresowanych informujemy, że (...) burmistrz udał się służbowym samochodem na podstawie polecenia wyjazdu (delegacji). Obecnie samochód znajduje się w Strasburgu. Na koniec warto podkreślić, że miasto Oleśnica nie zatrudnia kierowcy. W ten sposób zaoszczędzone tysiące złotych związane z utrzymaniem takiego stanowiska można przeznaczyć na inne cele, takie jak oświata czy służba zdrowia. Z racji faktu, że burmistrz nie korzysta z prywatnego samochodu do celów służbowych, nie pobiera również z tego tytułu ryczałtu pieniężnego".

Zestawienie wiadomości o pobycie Pana Burmistrza na Kongresie w Strasburgu z informacją, że udał się on tam samochodem służbowym i że Pan Burmistrz nie ma kierowcy, co rzekomo przynosi Urzędowi Miasta wymierne korzyści w postaci oszczędności, całkowicie zbiło mnie z tropu. W dodatku ten tytuł: "Citroen w Europie"?!?! CITROEN, NIE BURMISTRZ!!


Ten ciąg myślowy był dla mnie nie do ogarnięcia...
... aż do momentu, w którym przeczytałem ten artykuł i obejrzałem ten reportaż:
http://www.tvn24.pl/12690,1721436,0,1,podejrzany-przetarg-na-sluzbowe-auto,wiadomosc.html

I nagle wszystko stało się jasne... Szkoda, bo myślałem, że Citroen pojechał do Europy na autopilocie (co częściowo wyjaśniałoby również trasę z Krakowa do Oleśnicy przez Ostrów Wlkp.)...

P.S. 1.: Nie wiem, kto pisze teksty umieszczane na OFICJALNEJ stronie UMO, ale na nagrodę Pulitzera jeszcze sobie trochę poczeka :)
P.S. 2.: Do Pulitzera może jeszcze daleko, ale nagrodę dla najlepszego oleśnickiego kabareciarza ów autor ma zapewnioną. Za sam tytuł swojego tekstu :)
P.S. 3.: Zobaczyć reakcję wiceburmistrza i usłyszeć jego odpowiedź na pytanie o służbowy parking Urzędu Miasta - BEZCENNE! :) Pewnie spodziewał się pytania o przyjaźń polsko-rosyjską...
P.S. 4.: Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości co do Pani Rzecznik? Wzór taktu i kompetencji! Jak na profesjonalistkę przystało, już w drugim zdaniu straszy prokuratorem... :)

Update:
Zainspirowane anonimowym komentarzem:

I jeszcze jeden:

Bez urazy, Panie Wiceburmistrzu i Pani Rzecznik :)

I jeszcze trzy (oczywiście na podstawie informacji i zdjęć umieszczonych na stronie Urzędu Miasta):



Update #2: żeby nie było żadnej wątpliwości - powyższe demotywatory nie mają na celu obrażania kogokolwiek. Chodzi mi przede wszystkim o pokazanie i podkreślenie absurdu całej sytuacji. Amen.

Zbieżne:

czwartek, 13 października 2011

Błogostan Pana Burmistrza

Pan Burmistrz na swojej stronie internetowej (wpis z 2011.10.10), w odpowiedzi na pytanie zadane mu przez jednego z mieszkańców Oleśnicy żywo zainteresowanych wyjaśnieniem sprawy przeciągającej się budowy kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej, wciąż trwa w błogim stanie przekonania o nieomylności własnej i podległych mu urzędników, a krytyczne opinie ludzi "niekompetentnych" i "czerpiących wiedzę z gazet i e-maila" go nie obchodzą.

W nawiązaniu do niezależnych opinii przedstawionych na moim blogu, Pan Burmistrz posługuje się mocno przejaskrawionym i bardzo przesadzonym, hipotetycznym przykładem 100-letniej gwarancji. Żadna, nawet najbardziej szanująca się firma budowlana, w żadnym przetargu nie udzieli tak długiej gwarancji na swoje prace. Z bardzo prostej przyczyny: szanse na dotrzymanie tak długiej gwarancji przez jakąkolwiek firmę są czysto hipotetyczne i Pan Burmistrz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jednak już gwarancja 5- czy 10-letnia byłaby możliwa.
Nie jestem prawnikiem, ale mocno mi się wydaje, że nie jest też prawdą, że w przypadku wcześniejszego ogłoszenia upadłości przez wykonawcę, zamawiający nie może egzekwować swoich praw. Logicznym byłoby, gdyby poszkodowany zleceniodawca mógł dociekać swoich praw wynikających z umowy (w tym również ewentualnego odszkodowania) u syndyka masy upadłościowej, który od momentu ogłoszenia upadłości zarządza majątkiem takiej firmy. Kierując się tokiem myślenia prezentowanym przez Pana Burmistrza, pojęcie gwarancji można by całkowicie wykreślić z polskiego prawa cywilnego, bo przecież równie dobrze można sobie wyobrazić sytuację, w której nierzetelny wykonawca ogłasza upadłość już następnego dnia po realizacji przedmiotu umowy. Czy w takiej sytuacji zleceniodawca również nie mógłby się ubiegać o swoje prawa? Ze słów Pana Burmistrza wyraźnie wynika, że nie. Z zatrwożeniem zapoznałem się z taką opinią Pana Burmistrza. Jest ona o tyle zdumiewająca i niepokojąca, że właśnie jeden z członków konsorcjum realizującego inwestycję przy ul. Brzozowej jest w stanie upadłości.

Dalej czytamy o tym, jak Pan Burmistrz z niewiarygodną pewnością siebie podważa kompetencje jednego z ekspertów, zarzucając mu nieznajomość ustawy Prawo zamówień publicznych. Wydaje mi się, że znakomita większość czytelników mojego bloga prawidłowo zrozumiała słowa eksperta, a jedynie Pan Burmistrz zinterpretował je po swojemu. Wyjęte z kontekstu słowa: "w specyfikacjach istotnych warunków zamówienia trzeba bardziej skoncentrować się na wymaganiach względem oferentów, żeby starać się odsiać mało wiarygodnych" rzeczywiście mogą sugerować, że chodzi o kondycję finansową oferenta. Jednak po przeczytaniu całości wypowiedzi p. Furgalskiego, zrozumiałym jest, że miał on na myśli między innymi okres gwarancyjny. Okres gwarancyjny zwykle dotyczy przedmiotu zamówienia, a nie właściwości wykonawcy, jak sugeruje Pan Burmistrz. Zatem przytoczone sformułowanie nie pozostaje w sprzeczności z ustawą o zamówieniach publicznych. Co więcej - w poprzednim tekście próbowałem udowodnić, posługując się opiniami ekspertów, że przecież długość okresu gwarancyjnego wcale nie musi znajdować się w opisie przedmiotu zamówienia (nie musi być ustalana odgórnie przez zamawiającego), a wręcz może stanowić jedno z kryteriów oceny ofert, a zatem "przedmiot licytacji". Więc gdzie tu sprzeczność z zapisami ustawy o zamówieniach publicznych? Pan Burmistrz najwyraźniej opacznie zrozumiał mój tekst.

Owszem, wielce prawdopodobnym jest, że oferent o niepewnej kondycji finansowej nie będzie w stanie zaoferować konkurencyjnego okresu gwarancyjnego. I na tym cały wic polega. Właśnie takie "odsianie mało wiarygodnych oferentów" z dużym prawdopodobieństwem pozwoliłoby uniknąć niewygodnej sytuacji zaistniałej w naszym mieście. Niestety tego Pan Burmistrz nie potrafi przyjąć do wiadomości. Z góry odrzuca ewentualność stosowania kryterium innego niż cena, jako nieskuteczną lub wręcz korupcjogenną. Ta opinia o nieskuteczności kryteriów innych niż cena bynajmniej nie wynika z przykrych doświadczeń Pana Burmistrza w temacie przetargów, bowiem jeszcze chyba żaden przetarg organizowany przez UMO i rozstrzygnięty, nie posiadał innego kryterium, jak tylko cenowe.

Na koniec Pan Burmistrz, z typowym dla siebie wyczuciem taktu wyraził ubolewanie nad tym, że w tym kontrowersyjnym temacie zabierają głos "osoby, które nie zajmują się na co dzień zawodowo udzielaniem zamówień publicznych, nie ponoszą z tego tytułu żadnej odpowiedzialności, ani zawodowej, ani publicznej, a swoją wiedzę czerpią z gazet i e-maila", co równie dobrze można odczytać jako "cóż wy, maluczcy, możecie wiedzieć o przetargach?". Tym samym Pan Burmistrz odmawia prawa głosu nam - mieszkańcom Oleśnicy - w tak istotnej dla nas wszystkich sprawie. Pan Burmistrz zastosował tutaj również typowy zabieg socjotechniczny, równie stary jak sama polityka: jeśli komuś brakuje argumentów, to najłatwiej jest przenieść dyskusję na inne tory, najlepiej dyskredytując interlokutora. O ile mojej osobie można zarzucić niekompetencję, bo owszem, z zamówieniami publicznymi mam niewiele wspólnego, a tematem zainteresowałem się, bo dotyczy on miasta, w którym mieszkam ja, moja rodzina i moi przyjaciele. Ale zarzucać brak kompetencji byłemu Prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych, p. Tomaszowi Czajkowskiemu, czy niezależnemu ekspertowi z Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR", p. Adrianowi Furgalskiemu - po prostu nie wypada.
Swoje zdanie wyraziłem po zasięgnięciu opinii u tych właśnie ekspertów. Dobry obyczaj nakazywał mi poczekać z publikacją tego tekstu przynajmniej na jedną z tych opinii. Obyczaju tego dochowałem. Jedną opinię otrzymałem mailem, co Panu Burmistrzowi najwyraźniej się nie spodobało. W odpowiedzi przytoczę tylko jedno zdanie z oficjalnej strony Urzędu Miasta: "W dobie wszechobecnej informatyzacji żadna z instytucji zajmujących się dostarczaniem towarów czy usług nie może ignorować faktu potęgi i możliwości jakie daje najnowocześniejsze medium jakim jest Internet".
Drugą opinię znalazłem w gazecie, co również spotkało się z krytyką Pana Burmistrza. Otóż jako ciekawostkę podam tylko, iż Pan Burmistrz najwyraźniej czytuje ten sam dziennik i swoją wiedzę najpewniej czerpie z tego samego, co ja, czasopisma. Wystarczy porównać wypowiedź Pana Burmistrza z 31. sierpnia 2011 r. (od 8. minuty filmu):


z jednym z artykułów opublikowanych w częstochowskim wydaniu "Gazety Wyborczej" pt.: "Basen na Tysiącleciu już pełny wody i... problemów". Różnica między mną, a Panem Burmistrzem jest taka, że ja podaję źródło swoich informacji. Pan Burmistrz najwyraźniej nie musi...

Wielka szkoda, że Pan Burmistrz w swojej wypowiedzi w ogóle nie ustosunkował się do głównego wątku mojego poprzedniego tekstu, mianowicie wprowadzania opinii w błąd. Owo wprowadzenie w błąd miało polegać na uzasadnieniu wyboru ceny, jako jedynego możliwego kryterium oceny ofert i posłużenia się argumentem w postaci stanowiska Rządu RP, zinterpretowanego w niewłaściwy sposób. Tym samym wyraźnie dał do zrozumienia, że w przetargu na roboty budowlane przy kompleksie sportowym nie było innej możliwości, tylko trzeba było zastosować kryterium cenowe.
Tymczasem stanowisko Rządu RP orzeka, że w sytuacji, gdy wszystkie inne parametry przedmiotu zamówienia są szczegółowo opisane w SIWZ, wówczas cena jest rzeczywiście jedynym możliwym kryterium. I to jest rzecz bardziej niż oczywista. Natomiast w przypadku, gdy zapis o okresie gwarancyjnym nie znajduje się w SIWZ, wówczas gwarancja, obok ceny może stanowić takie kryterium. Wynika to bardzo jednoznacznie z zacytowanych przeze mnie wypowiedzi ekspertów. Tymczasem w uzasadnieniu opublikowanym na swojej stronie internetowej, Pan Burmistrz przechodzi nad tym do porządku dziennego, mówiąc, że owszem, możliwe są także inne kryteria, a swoją wypowiedź z dnia 31. sierpnia pozostawia bez komentarza.

Dlatego też należałoby zadać Panu Burmistrzowi pytanie wprost: czy prawdą jest, że 31. sierpnia 2011 roku na sesji Rady Miejskiej wprowadził opinię publiczną w błąd, w niewłaściwy sposób interpretując stanowisko Rządu RP, co mogło sugerować, że żadne inne kryterium, poza cenowym, nie mogło znaleźć zastosowania w przypadku przetargu na budowę kompleksu sportowego przy ul. Brzozowej?

W wypowiedzi Pana Burmistrza zawarta jest jedna pozytywna informacja: "wykonawca zgłosił już obiekt do odbioru Straży pożarnej i w Sanepidzie celem uzyskania opinii odnośnie pozwolenia na jego użytkowanie". Zatem jest szansa, że kompleks sportowy przy Brzozowej zostanie udostępniony mieszkańcom Oleśnicy. Najpóźniej przed kolejnymi wyborami samorządowymi...


Zbieżne: