Dzisiaj na oficjalnej stronie Urzędu Miasta pojawił się enigmatyczny komunikat.
Oto bowiem Urząd Miasta informuje, że "w Strasburgu odbywa się sesja plenarna Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy CLRAE. Polski samorząd w tych obradach reprezentuje burmistrz Oleśnicy Jan Bronś" i że jest to ogromne wyróżnienie dla Pana Burmistrza i ogólnie dla całego oleśnickiego samorządu, cieszącego się prestiżem "w środowisku samorządowym".
Bardzo cieszy nas wszystkich to "wyróżnienie" dla Pana Burmistrza, ale dlaczego akurat teraz o tym piszą? Przecież to nie pierwsza (i zapewne nie ostatnia) wizyta Pana Burmistrza w Strasburgu na Kongresie Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy. Pan Burmistrz jeździł tam już co najmniej kilkukrotnie, poprzednio 22-24 marca bieżącego roku, a jeszcze wcześniej np. 11-15 października 2009 roku, a informacje o tym można znaleźć w publikowanych na stronach Urzędu Miasta informacjach o działalności Pana Burmistrza za dany okres czasu. Więc żadna to nowość...
Czytamy dalej...
Dalej, jakby od niechcenia, podana jest następująca informacja: "Zainteresowanych informujemy, że (...) burmistrz udał się służbowym samochodem na podstawie polecenia wyjazdu (delegacji). Obecnie samochód znajduje się w Strasburgu. Na koniec warto podkreślić, że miasto Oleśnica nie zatrudnia kierowcy. W ten sposób zaoszczędzone tysiące złotych związane z utrzymaniem takiego stanowiska można przeznaczyć na inne cele, takie jak oświata czy służba zdrowia. Z racji faktu, że burmistrz nie korzysta z prywatnego samochodu do celów służbowych, nie pobiera również z tego tytułu ryczałtu pieniężnego".
Zestawienie wiadomości o pobycie Pana Burmistrza na Kongresie w Strasburgu z informacją, że udał się on tam samochodem służbowym i że Pan Burmistrz nie ma kierowcy, co rzekomo przynosi Urzędowi Miasta wymierne korzyści w postaci oszczędności, całkowicie zbiło mnie z tropu. W dodatku ten tytuł: "Citroen w Europie"?!?! CITROEN, NIE BURMISTRZ!!
Ten ciąg myślowy był dla mnie nie do ogarnięcia...
... aż do momentu, w którym przeczytałem ten artykuł i obejrzałem ten reportaż:
http://www.tvn24.pl/12690,1721436,0,1,podejrzany-przetarg-na-sluzbowe-auto,wiadomosc.html
I nagle wszystko stało się jasne... Szkoda, bo myślałem, że Citroen pojechał do Europy na autopilocie (co częściowo wyjaśniałoby również trasę z Krakowa do Oleśnicy przez Ostrów Wlkp.)...
P.S. 1.: Nie wiem, kto pisze teksty umieszczane na OFICJALNEJ stronie UMO, ale na nagrodę Pulitzera jeszcze sobie trochę poczeka :)
P.S. 2.: Do Pulitzera może jeszcze daleko, ale nagrodę dla najlepszego oleśnickiego kabareciarza ów autor ma zapewnioną. Za sam tytuł swojego tekstu :)
P.S. 3.: Zobaczyć reakcję wiceburmistrza i usłyszeć jego odpowiedź na pytanie o służbowy parking Urzędu Miasta - BEZCENNE! :) Pewnie spodziewał się pytania o przyjaźń polsko-rosyjską...
P.S. 4.: Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości co do Pani Rzecznik? Wzór taktu i kompetencji! Jak na profesjonalistkę przystało, już w drugim zdaniu straszy prokuratorem... :)
Update:
Zainspirowane anonimowym komentarzem:
I jeszcze jeden:
Bez urazy, Panie Wiceburmistrzu i Pani Rzecznik :)
I jeszcze trzy (oczywiście na podstawie informacji i zdjęć umieszczonych na stronie Urzędu Miasta):
Update #2: żeby nie było żadnej wątpliwości - powyższe demotywatory nie mają na celu obrażania kogokolwiek. Chodzi mi przede wszystkim o pokazanie i podkreślenie absurdu całej sytuacji. Amen.
Zbieżne:
środa, 19 października 2011
czwartek, 13 października 2011
Błogostan Pana Burmistrza
Pan Burmistrz na swojej stronie internetowej (wpis z 2011.10.10), w odpowiedzi na pytanie zadane mu przez jednego z mieszkańców Oleśnicy żywo zainteresowanych wyjaśnieniem sprawy przeciągającej się budowy kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej, wciąż trwa w błogim stanie przekonania o nieomylności własnej i podległych mu urzędników, a krytyczne opinie ludzi "niekompetentnych" i "czerpiących wiedzę z gazet i e-maila" go nie obchodzą.
W nawiązaniu do niezależnych opinii przedstawionych na moim blogu, Pan Burmistrz posługuje się mocno przejaskrawionym i bardzo przesadzonym, hipotetycznym przykładem 100-letniej gwarancji. Żadna, nawet najbardziej szanująca się firma budowlana, w żadnym przetargu nie udzieli tak długiej gwarancji na swoje prace. Z bardzo prostej przyczyny: szanse na dotrzymanie tak długiej gwarancji przez jakąkolwiek firmę są czysto hipotetyczne i Pan Burmistrz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jednak już gwarancja 5- czy 10-letnia byłaby możliwa.
Nie jestem prawnikiem, ale mocno mi się wydaje, że nie jest też prawdą, że w przypadku wcześniejszego ogłoszenia upadłości przez wykonawcę, zamawiający nie może egzekwować swoich praw. Logicznym byłoby, gdyby poszkodowany zleceniodawca mógł dociekać swoich praw wynikających z umowy (w tym również ewentualnego odszkodowania) u syndyka masy upadłościowej, który od momentu ogłoszenia upadłości zarządza majątkiem takiej firmy. Kierując się tokiem myślenia prezentowanym przez Pana Burmistrza, pojęcie gwarancji można by całkowicie wykreślić z polskiego prawa cywilnego, bo przecież równie dobrze można sobie wyobrazić sytuację, w której nierzetelny wykonawca ogłasza upadłość już następnego dnia po realizacji przedmiotu umowy. Czy w takiej sytuacji zleceniodawca również nie mógłby się ubiegać o swoje prawa? Ze słów Pana Burmistrza wyraźnie wynika, że nie. Z zatrwożeniem zapoznałem się z taką opinią Pana Burmistrza. Jest ona o tyle zdumiewająca i niepokojąca, że właśnie jeden z członków konsorcjum realizującego inwestycję przy ul. Brzozowej jest w stanie upadłości.
Dalej czytamy o tym, jak Pan Burmistrz z niewiarygodną pewnością siebie podważa kompetencje jednego z ekspertów, zarzucając mu nieznajomość ustawy Prawo zamówień publicznych. Wydaje mi się, że znakomita większość czytelników mojego bloga prawidłowo zrozumiała słowa eksperta, a jedynie Pan Burmistrz zinterpretował je po swojemu. Wyjęte z kontekstu słowa: "w specyfikacjach istotnych warunków zamówienia trzeba bardziej skoncentrować się na wymaganiach względem oferentów, żeby starać się odsiać mało wiarygodnych" rzeczywiście mogą sugerować, że chodzi o kondycję finansową oferenta. Jednak po przeczytaniu całości wypowiedzi p. Furgalskiego, zrozumiałym jest, że miał on na myśli między innymi okres gwarancyjny. Okres gwarancyjny zwykle dotyczy przedmiotu zamówienia, a nie właściwości wykonawcy, jak sugeruje Pan Burmistrz. Zatem przytoczone sformułowanie nie pozostaje w sprzeczności z ustawą o zamówieniach publicznych. Co więcej - w poprzednim tekście próbowałem udowodnić, posługując się opiniami ekspertów, że przecież długość okresu gwarancyjnego wcale nie musi znajdować się w opisie przedmiotu zamówienia (nie musi być ustalana odgórnie przez zamawiającego), a wręcz może stanowić jedno z kryteriów oceny ofert, a zatem "przedmiot licytacji". Więc gdzie tu sprzeczność z zapisami ustawy o zamówieniach publicznych? Pan Burmistrz najwyraźniej opacznie zrozumiał mój tekst.
Owszem, wielce prawdopodobnym jest, że oferent o niepewnej kondycji finansowej nie będzie w stanie zaoferować konkurencyjnego okresu gwarancyjnego. I na tym cały wic polega. Właśnie takie "odsianie mało wiarygodnych oferentów" z dużym prawdopodobieństwem pozwoliłoby uniknąć niewygodnej sytuacji zaistniałej w naszym mieście. Niestety tego Pan Burmistrz nie potrafi przyjąć do wiadomości. Z góry odrzuca ewentualność stosowania kryterium innego niż cena, jako nieskuteczną lub wręcz korupcjogenną. Ta opinia o nieskuteczności kryteriów innych niż cena bynajmniej nie wynika z przykrych doświadczeń Pana Burmistrza w temacie przetargów, bowiem jeszcze chyba żaden przetarg organizowany przez UMO i rozstrzygnięty, nie posiadał innego kryterium, jak tylko cenowe.
Na koniec Pan Burmistrz, z typowym dla siebie wyczuciem taktu wyraził ubolewanie nad tym, że w tym kontrowersyjnym temacie zabierają głos "osoby, które nie zajmują się na co dzień zawodowo udzielaniem zamówień publicznych, nie ponoszą z tego tytułu żadnej odpowiedzialności, ani zawodowej, ani publicznej, a swoją wiedzę czerpią z gazet i e-maila", co równie dobrze można odczytać jako "cóż wy, maluczcy, możecie wiedzieć o przetargach?". Tym samym Pan Burmistrz odmawia prawa głosu nam - mieszkańcom Oleśnicy - w tak istotnej dla nas wszystkich sprawie. Pan Burmistrz zastosował tutaj również typowy zabieg socjotechniczny, równie stary jak sama polityka: jeśli komuś brakuje argumentów, to najłatwiej jest przenieść dyskusję na inne tory, najlepiej dyskredytując interlokutora. O ile mojej osobie można zarzucić niekompetencję, bo owszem, z zamówieniami publicznymi mam niewiele wspólnego, a tematem zainteresowałem się, bo dotyczy on miasta, w którym mieszkam ja, moja rodzina i moi przyjaciele. Ale zarzucać brak kompetencji byłemu Prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych, p. Tomaszowi Czajkowskiemu, czy niezależnemu ekspertowi z Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR", p. Adrianowi Furgalskiemu - po prostu nie wypada.
Swoje zdanie wyraziłem po zasięgnięciu opinii u tych właśnie ekspertów. Dobry obyczaj nakazywał mi poczekać z publikacją tego tekstu przynajmniej na jedną z tych opinii. Obyczaju tego dochowałem. Jedną opinię otrzymałem mailem, co Panu Burmistrzowi najwyraźniej się nie spodobało. W odpowiedzi przytoczę tylko jedno zdanie z oficjalnej strony Urzędu Miasta: "W dobie wszechobecnej informatyzacji żadna z instytucji zajmujących się dostarczaniem towarów czy usług nie może ignorować faktu potęgi i możliwości jakie daje najnowocześniejsze medium jakim jest Internet".
Drugą opinię znalazłem w gazecie, co również spotkało się z krytyką Pana Burmistrza. Otóż jako ciekawostkę podam tylko, iż Pan Burmistrz najwyraźniej czytuje ten sam dziennik i swoją wiedzę najpewniej czerpie z tego samego, co ja, czasopisma. Wystarczy porównać wypowiedź Pana Burmistrza z 31. sierpnia 2011 r. (od 8. minuty filmu):
z jednym z artykułów opublikowanych w częstochowskim wydaniu "Gazety Wyborczej" pt.: "Basen na Tysiącleciu już pełny wody i... problemów". Różnica między mną, a Panem Burmistrzem jest taka, że ja podaję źródło swoich informacji. Pan Burmistrz najwyraźniej nie musi...
Wielka szkoda, że Pan Burmistrz w swojej wypowiedzi w ogóle nie ustosunkował się do głównego wątku mojego poprzedniego tekstu, mianowicie wprowadzania opinii w błąd. Owo wprowadzenie w błąd miało polegać na uzasadnieniu wyboru ceny, jako jedynego możliwego kryterium oceny ofert i posłużenia się argumentem w postaci stanowiska Rządu RP, zinterpretowanego w niewłaściwy sposób. Tym samym wyraźnie dał do zrozumienia, że w przetargu na roboty budowlane przy kompleksie sportowym nie było innej możliwości, tylko trzeba było zastosować kryterium cenowe.
Tymczasem stanowisko Rządu RP orzeka, że w sytuacji, gdy wszystkie inne parametry przedmiotu zamówienia są szczegółowo opisane w SIWZ, wówczas cena jest rzeczywiście jedynym możliwym kryterium. I to jest rzecz bardziej niż oczywista. Natomiast w przypadku, gdy zapis o okresie gwarancyjnym nie znajduje się w SIWZ, wówczas gwarancja, obok ceny może stanowić takie kryterium. Wynika to bardzo jednoznacznie z zacytowanych przeze mnie wypowiedzi ekspertów. Tymczasem w uzasadnieniu opublikowanym na swojej stronie internetowej, Pan Burmistrz przechodzi nad tym do porządku dziennego, mówiąc, że owszem, możliwe są także inne kryteria, a swoją wypowiedź z dnia 31. sierpnia pozostawia bez komentarza.
Dlatego też należałoby zadać Panu Burmistrzowi pytanie wprost: czy prawdą jest, że 31. sierpnia 2011 roku na sesji Rady Miejskiej wprowadził opinię publiczną w błąd, w niewłaściwy sposób interpretując stanowisko Rządu RP, co mogło sugerować, że żadne inne kryterium, poza cenowym, nie mogło znaleźć zastosowania w przypadku przetargu na budowę kompleksu sportowego przy ul. Brzozowej?
W wypowiedzi Pana Burmistrza zawarta jest jedna pozytywna informacja: "wykonawca zgłosił już obiekt do odbioru Straży pożarnej i w Sanepidzie celem uzyskania opinii odnośnie pozwolenia na jego użytkowanie". Zatem jest szansa, że kompleks sportowy przy Brzozowej zostanie udostępniony mieszkańcom Oleśnicy. Najpóźniej przed kolejnymi wyborami samorządowymi...
Zbieżne:
Etykiety:
burmistrz,
ekspert,
kompleks sportowy,
kryterium,
Oleśnica,
opinie,
przetarg,
stanowisko,
wykonawca
poniedziałek, 10 października 2011
Oleśnicki układ sił politycznych
Wczorajsze wybory pokazały rozkład sił politycznych w naszym kraju. Zdecydowanie wygrała PO, która najprawdopodobniej ponownie utworzy koalicję z "wiecznym" koalicjantem wszystkich, czyli z PSL-em. Dla "prezesa" to bodajże 6. przegrane wybory z kolei (ale prezes się nie martwi i broni nie składa). W Oleśnicy również wygrała PO, z przewagą nawet większą niż średnia krajowa.
Jednak dość symptomatyczne jest to, że oleśniczanie nie głosowali na "swoich". Wystarczy spojrzeć na zestawienie ilości głosów uzyskanych przez poszczególnych "oleśnickich" kandydatów w całym okręgu wyborczym nr 3, w porównaniu z ilością głosów, którą uzyskał poseł-elekt o najmniejszym poparciu spośród wybranych (niebieska linia ciągła).
![]() |
| Wyniki oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2011 r. |
Wyraźnie widać, że żaden ze "swojaków" nawet nie zbliżył się do mandatu. Jeśli przyjrzeć się podobnym zestawieniom z wyników wyborów z lat 2005* (rok rekordowy dla Oleśnicy):
![]() |
| Wyniki oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2005 r. |
![]() |
| Wyniki oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych w 2007 r. |
to rok 2011 wypada pod tym względem tragicznie: wszyscy kandydaci mocno pod kreską, brak jakiejkolwiek indywidualności, która mogłaby znacząco pociągnąć wynik całego komitetu wyborczego. Jeszcze 6 i 4 lata temu powiat oleśnicki posiadał takie indywidualności (jakkolwiek kontrowersyjne by one nie były, to Oleśnica miała "mocnych" reprezentantów na Wiejskiej). Do podobnych wniosków można dojść, gdy porówna się sumy głosów uzyskanych przez oleśnickich kandydatów w tych trzech głosowaniach:
![]() |
| Sumy wszystkich głosów oddanych na oleśnickich kandydatów w wyborach parlamentarnych z lat 2005, 2007 i 2011. |
Wykresy te pokazują słabość oleśnickich pretendentów i małość lokalnych liderów partyjnych. "Małość", bo z takimi wynikami naprawdę trudno mówić o "wielkości". O ile jeszcze w wyborach samorządowych, na własnym podwórku lokalni partyjni działacze mogą się czuć pewnie, to progi regionalnych siedzib partyjnych są już dla nich zbyt wysokie. W skali regionu nie mają nic do powiedzenia, a przez władze swoich ugrupowań są traktowani z przymrużeniem oka.
We wczorajszym głosowaniu oleśniczanie, zamiast ziomków z powiatu, wybrali PEWNIAKÓW z PO i PiS oraz powiew świeżości (równie świeży, co niepewny) z RP. Wśród "pewniaków" - dwóch zobowiązało się zawalczyć dla Oleśnicy.
Jeden - młody, ambitny, pełen dobrych chęci. Sam kilkukrotnie odwiedzał nasze miasto. Wśród swoich materiałów wyborczych miał ulotkę dedykowaną właśnie mieszkańcom Oleśnicy, w których zobowiązał się do aktywnej walki oleśnickie lotnisko. I chyba tym właśnie ujął ich serca, bo dość chętnie oddawali oni na niego swoje niezagospodarowane przez lokalnych kandydatów głosy (w powiecie uzbierał ich 1281).
Drugi - typowy partyjny wyrobnik, "fighter" kontrolujący partyjny aparat, nie mający zbyt dobrej opinii wśród znawców tematu. Ten z kolei z Oleśnicą miał niewiele wspólnego (tak przynajmniej można było wywnioskować z jego materiałów wyborczych), a o głosy oleśniczan zabiegał za pośrednictwem Pana Burmistrza. To jego Pan Burmistrz przedstawił jako swojego "sojusznika", który sprawi, że oleśnicki zamek zostanie przekazany miastu i dzięki temu odzyska swoją dawną świetność. Ów sojusznik zdobył w powiecie oleśnickim 803 głosy, co niewątpliwie pomogło mu w zdobyciu poselskiego mandatu.
Skoro Oleśnica nie ma własnej reprezentacji, musi liczyć na pomoc z zewnątrz. Bardzo chciałbym wierzyć w zapewnienia obu panów. Najbliższe 2-3 lata pokażą, czy aby nie były to słowa rzucone na wiatr. A obiecali wiele: każdy z nich - dużo więcej niż wszyscy oleśniccy kandydaci razem wzięci.
* Pomimo najlepszych chęci, mogło się zdarzyć, że jakiś kandydat z powiatu oleśnickiego umknął mojej uwadze, za co z góry najmocniej przepraszam.
Zbieżne:
sobota, 8 października 2011
Cisza... i po ciszy!
Ze względu na obowiązującą w naszym kraju ciszę wyborczą, tymczasowo zablokowałem możliwość komentowania postów. Możliwość dodawania komentarzy wróci w niedzielę, po godz. 21:00.
Za powstałe utrudnienia bardzo przepraszam i zapraszam do zaktualizowanego "Kompleksowego kalendarium"...
Możliwość dodawania komentarzy została własnie (godz. 21:17) przywrócona.
Za powstałe utrudnienia bardzo przepraszam i zapraszam do zaktualizowanego "Kompleksowego kalendarium"...
Możliwość dodawania komentarzy została własnie (godz. 21:17) przywrócona.
czwartek, 6 października 2011
Pan Burmistrz i jego "sojusznicy"
Burmistrz Oleśnicy rzucił się dziś na mnie... trzy razy! Za każdym razem ze skrzynki pocztowej.
Za pierwszym razem, gdy zobaczyłem "list" zaadresowany "do: Mieszkańców Oleśnicy", pomyślałem - MIŁO. Było miło, dopóki nie zajrzałem do środka. A tam - Pan Burmistrz w pozie do złudzenia przypominającej tę z jego prywatno-służbowej strony internetowej (pewnie ta sama sesja zdjęciowa) apeluje do mnie, abym w najbliższych wyborach zagłosował na "naszych sojuszników" i nazywa tych "sojuszników" po imieniu. Jak się okazuje, sojusznik jest jeden, ale za to DWOJGA NAZWISK...
Za drugim razem - z "gazety". "Gazeta" miała banalny tytuł: "Gazeta Informacyjna". Niestety nie można było tam znaleźć lokalnych "informacji" z powiatów oleśnickiego, górowskiego, wołowskiego, wrocławskiego, średzkiego, milickiego, strzelińskiego, trzebnickiego i oławskiego. Otóż zadaniem "Gazety Informacyjnej" było poinformowanie wyborców na kogo zagłosują tamtejsze władze samorządowe w wyborach do Senatu. Wybór Pana Burmistrza padł na kandydata z tej samej opcji politycznej, co wspomniany wyżej "sojusznik". Obaj nie mają nic wspólnego z Oleśnicą.
Trzeci materiał miał najbardziej prozaiczny charakter: zwykła ulotka wyborcza. Za to Pan Burmistrz w doborowym towarzystwie Premiera RP i Marszałka Sejmu znów udziela poparcia "sojusznikowi". Sam "sojusznik" przedstawia swój program, ale nie ma w nim ani słowa o Oleśnicy.
Po tych trzech razach boję się zajrzeć do lodówki, żeby czasem nie natknąć się na Pana Burmistrza nawołującego do głosowania na "sojuszników".
Doprawdy, dziwię się Panu Burmistrzowi, że dał się wciągnąć w kampanię wyborczą i użyczył swojego wizerunku na potrzeby partii politycznej. W moich oczach już w zeszłym roku utracił opinię samorządowca niezależnego, niezwiązanego z żadną opcją polityczną, nawet jeśli nie posiada partyjnej legitymacji. Teraz, z listu adresowanego do mieszkańców Oleśnicy, dowiedzieć się mogą o tym wszyscy. Co go skłoniło do takiej postawy? On jeden raczy wiedzieć.
Natomiast w jednym trzeba przyznać Panu Burmistrzowi rację. Udzielając swego poparcia kandydatowi niezwiązanemu z Oleśnicą pokazał, iż jego zdaniem, oleśniccy kandydaci w ogólnopolskim wyścigu na Wiejską się nie liczą. Co ciekawe - nie pomógł nawet swojemu wieloletniemu (można by powiedzieć "etatowemu") zastępcy, który z lokalnych kandydatów ma chyba najlepszą pozycję wyjściową. I nie pomogą tutaj żadne lokalne sojusze i deklaracje, czy inne teatralne gesty wykonywane pod publiczkę: niemoc i miałkość oleśnickich kandydatów jest godna pożałowania. Pan Burmistrz wybrał "sojusznika", który, jak wynika materiałów, miałby pomóc Panu Burmistrzowi w zdobyciu oleśnickiego zamku. Zastanawiam się, jakąż to siłą sprawczą dysponuje ów "sojusznik"?!? Region miał już wielu parlamentarzystów i żaden z nich nie pomógł Panu Burmistrzowi w przejęciu zamku. Więc kimże jest "sojusznik" i dlaczego jest "sojusznikiem" na odległość? Czy w czasie kończącej się kampanii wyborczej raczył był chociaż odwiedzić Oleśnicę i osobiście zabiegać o głosy oleśniczan?
A że "sojusznik" jest typowym partyjnym funkcjonariuszem... To już inna sprawa...
Zbieżne:
Etykiety:
burmistrz,
informacja,
list,
niezależny,
partia,
polityka,
Sejm,
Senat,
sojusznik,
ulotka,
wybory
poniedziałek, 26 września 2011
Prawda ratusza, a prawda obiektywna
Długo zwlekałem z tym tekstem. Mniej więcej od miesiąca, cały czas ten temat chodził mi po głowie. Prawda? Czy nie prawda? Kto ma rację? Biłem się z wątpliwościami. Nie chciałem strzelać w ciemno, więc postanowiłem zasięgnąć opinii. Opinia przyszła dzisiaj.
Ostrzegam: będzie długo, nudno i nieprzyjemnie! No może nie do końca nudno, bo będą zwroty akcji.
Prawie dokładnie miesiąc temu byłem świadkiem spektaklu:
Oto radny Rady Miasta z ramienia Porozumienia Samorządowego 2002 (a jakże!!!), jako pierwszy zabiera głos w dyskusji na temat wykonania budżetu miasta w pierwszym półroczu roku bieżącego. I od razu zadaje "najtrudniejsze" pytanie, coś w rodzaju: "Panie Burmistrzu, jak to jest z tym kompleksem sportowym?".
Pan Burmistrz dokładnie takiego pytania oczekiwał - był świetnie przygotowany! Odpowiadał koncertowo! Rzucał przykładami jak z rękawa! Wśród paragrafów i liczb poruszał się jak ryba w wodzie! Od czasu do czasu posługiwał się co prawda materiałami na kartkach, ale to wszystko wyglądało bardzo naturalnie. Cytował nawet przyjęte kilka dni wcześniej stanowisko Rządu, "które odrzuca, negatywnie opiniuje (...) zmiany (w projekcie ustawy o zamówieniach publicznych: przypis mój) dotyczące stosowania innych kryteriów niż cena". Dalej było już tylko utyskiwanie na Ustawę o Zamówieniach Publicznych, przykłady z innych miast mających takie same i rzekomo nawet większe problemy niż Oleśnica.
Obszerną, prawie półgodzinną relację z tego przedstawienia można obejrzeć tutaj:
Dzięki temu przedstawieniu, do opinii publicznej trafił przekaz: "Zrobiliśmy wszystko, żeby wykluczyć nierzetelnego wykonawcę z przetargu. Nie udało się. Teraz mamy problemy. To nie nasza wina, ale winna jest ustawa, która jest beznadziejna! Patrzcie: nawet sam Rząd i sam Urząd Zamówień Publicznych podzielają naszą opinię! Więc dlaczego, do jasnej Anielki, wszyscy się czepiacie?!?!"
W trakcie wystąpienia Pana Burmistrza, bez trudu odnalazłem stanowisko rządu, na które się powoływał (polecam: od 4 minuty 31 sekundy filmu). Zacząłem je czytać. Próbowałem zrozumieć ten urzędniczy bełkot. A najbardziej zaintrygowały mnie słowa: "w sytuacji gdy zamawiający dokonuje szczegółowego opisu przedmiotu zamówienia i precyzyjnie określa zarówno termin wykonania zamówienia, warunki gwarancji, parametry techniczne i jakościowe, określanie dodatkowego, poza ceną, kryterium oceny ofert, jest bezprzedmiotowe – albowiem kwestie te są bezwzględnie wymagane od ka dego z wykonawców przystępujących do postepowania o udzielenie zamówienia. Tym samym w przedstawionej sytuacji jedynym kryterium powinna być cena".
Przeczytałem raz... Drugi... Trzeci... No w sumie logiczne! Tak logiczne i tak oczywiste, że aż żenujące! Skoro w specyfikacji warunków zamówienia znajduje się WSZYSTKO, POZA CENĄ, to trudno wymagać, by kryterium oceny ofert stanowiło cokolwiek innego niż cena! No bo co innego? Kolor koperty? Bez sensu!
A gdyby tak okres gwarancyjny umieścić nie w opisie dotyczącym przedmiotu zamówienia, który jest jednakowy dla wszystkich oferentów, ale właśnie wśród kryteriów oceny ofert? Wówczas oferenci mogliby się licytować na długość okresu gwarancyjnego i oczywiście korzystniejsze byłyby te oferty, które zawierałyby dłuższy okres gwarancyjny. Jednak w dalszym ciągu trapiły mnie wątpliwości: może się nie da? Może to jest niemożliwe w przypadku zamówień na roboty budowlane? Tak przynajmniej mogło wynikać ze słów Pana Burmistrza.
Jako człowiek dociekliwy, postanowiłem poradzić się ekspertów. Wysłałem zapytania z dokładnym i obiektywnym opisem całej sprawy do dwóch znawców tematu: do p. Tomasza Czajkowskiego, byłego prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, obecnie redaktora naczelnego czasopisma "Zamówienia Publiczne Doradca", oraz do p. Adriana Furgalskiego, niezależnego eksperta, członka Zespołu Doradców Gospodarczych 'TOR'.
Pierwszy z ekspertów nie odpowiedział na maila. Ale wydaje mi się, że wystarczającą odpowiedź na moje pytanie znalazłem w jednym z wywiadów udzielonych przez niego Gazecie Wyborczej (wywiad opublikowany w dniu 13. czerwca 2011):
"W ubiegłym roku cena była jedynym kryterium w 95 proc. przetargów budowlanych! Dlaczego organizujący je urzędnicy tak rzadko sięgają po inne kryteria, np. długość okresu gwarancji? Przyczyn może być wiele, ale według mnie najczęstszą jest asekurancki stosunek zamawiających. Boją się, że jeśli wybiorą ofertę nie najtańszą, w jakimś sensie staną się nie tyle podejrzani, co (...) zainteresuje się nimi np. Centralne Biuro Antykorupcyjne. (...) Kiedyś zapytałem o to kilku samorządowców. Za każdym razem odpowiedź była mniej więcej taka: gdybym wybrał drugą czy trzecią w kolejności cenową ofertę, to musiałbym się gęsto tłumaczyć kontrolerom z Regionalnej Izby Obrachunkowej. A istniałoby też duże prawdopodobieństwo, że pójdzie jakaś notatka do CBA. Na co mi te problemy".
I dalej:
"(...) przede wszystkim zamawiający muszą zrozumieć, że stosując wyłącznie kryterium cenowe, strzelają sobie w kolano. Utarło się w naszym kraju - według mnie - szkodliwe przekonanie, że kto kupuje najtaniej, ten jest gospodarny, postępuje dokładnie wedle tego, co mówi ustawa o finansach publicznych. I w związku z tym zasługuje na uznanie i pochwałę".
Drugi z ekspertów, p. Adrian Furgalski przysłał mi dziś taką oto odpowiedź:
"Jeśli podstawowe pytanie brzmi, czy w przetargu należało oprócz kryterium ceny umieścić np. kryterium gwarancji, to odpowiedzi sam Pan sobie udzielił :) Dzisiaj tak konstruowane są wszystkie przetargi na budowy dróg przez Państwo: cena, okres gwarancji i czasami zaczyna teraz być stosowany okres realizacji budowy. Tak więc, nic oczywiście nie zobowiązuje zamawiającego do nadania cenie wagi 100%. W SIWZ trzeba bardziej skoncentrować się na wymaganiach względem oferentów, żeby starać się odsiać mało wiarygodnych. A w ofertach można pograć wówczas nie tylko ceną. W Sejmie nowej kadencji mam nadzieję będzie nowela ustawy pzp i ocena techniczna potencjalnego wykonawcy stanie się pierwszym etapem każdego przetargu na roboty budowlane".
W tym momencie wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane!
Niestety, w świetle powyższych wypowiedzi ekspertów, należy stwierdzić, że Pan Burmistrz wprowadził opinię publiczną w błąd! Nigdzie, absolutnie nigdzie nie istnieje wymóg określania ceny, jako JEDYNEGO kryterium wyboru najkorzystniejszej oferty! Wręcz przeciwnie: według słów p. Furgalskiego, inne kryteria - dotyczące tylko i wyłącznie przedmiotu zamówienia - POWINNY być stosowane, by "odsiać" nierzetelnych wykonawców. Niestety Pan Burmistrz z tej okazji nie skorzystał, zastosował jedynie słuszne kryterium, przez co mamy w Oleśnicy taką, a nie inną sytuację... Sytuację, z którą Pan Burmistrz poradzić sobie nie potrafi i której końca nie widać...
Osobiście bardziej skłonny jestem zaufać niezależnym ekspertom, niż uwierzyć w tłumaczenia Pana Burmistrza i jego zapewnienia, zrobił wszystko, by wykluczyć nierzetelnego wykonawcę z przetargu. W tym przypadku, opinia obiektywnego eksperta bierze górę nad "wiedzą i doświadczeniem" Pana Burmistrza.
Wszystko wskazuje na to, że Pan Burmistrz na swój sposób zinterpretował stanowisko Rządu, tylko po to, by wybielić się w oczach opinii publicznej. Jestem w stanie tolerować różne wpadki Pana Burmistrza... Ale naginanie faktów i wprowadzanie opinii publicznej w błąd nie przystoi osobie na tak eksponowanym stanowisku...
A może właśnie taka jest władza? Propaganda sukcesu i przekonanie o własnej nieomylności?
PS. Osobom zainteresowanym mogę udostępnić pełną treść korespondencji z p. Adrianem Furgalskim. Mój adres mailowy: siedlaq@gmail.com.
Zbieżne:
Etykiety:
burmistrz,
ekspert,
kompleks sportowy,
Oleśnica,
opinie,
przetarg,
ustawa,
wykonawca,
zamówienia publiczne
piątek, 16 września 2011
"Aktywna" porażka, czyli Oleśnica w sieci II
Dziś kontynuacja wątku "Oleśnica w sieci". Tym razem na warsztat wziąłem witrynę powstałą z inicjatywy Urzędu Miasta Oleśnicy i Urzędu Gminy Oleśnica. A adres jej: www.aktywnaolesnica.pl
Strona powstała w ramach programu "Rozwój turystyki aktywnej poprzez wsparcie promocyjne Miasta i Gminy Oleśnica" współfinansowanego przez Unię Europejską. Cały program kosztował 84 119,69 PLN, z czego unijne dofinansowanie wyniosło 58 798,39 PLN. Niewątpliwie powód do dumy, bo przecież w Oleśnicy nie gęsi i środki unijne zdobywają!
Gdy patrzy się na tę witrynę, najbardziej zaskakuje obecność słowa "aktywna" w adresie. "Aktywny" to według słownika języka polskiego: "podlegający intensywnym procesom fizycznym lub chemicznym". Najwyraźniej intensywność procesów fizycznych na stronie www.aktywnaolesnica.pl ulegała znacznym fluktuacjom, aż do ich całkowitego zaniku, bo ostatni tekst w dziale "AKTUALNOŚCI" został umieszczony 1. lipca bieżącego roku, a dotyczy... "Nocy Świętojańskiej", czyli imprezy organizowanej przez Lokalną Grupę Działania Dobra Widawa.
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - Aktualności (1) |
Ale i tak trzeba przyznać Gminie Oleśnica, że wykazała się większą determinacją w aktualizacji strony, bo jeśli chodzi o ostatni news z Miasta Oleśnica, to dotyczy on spektaklu teatralnego "Duety", a dodany został... 21. kwietnia bieżącego roku. Ale za to równocześnie z dwoma innymi:
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - Aktualności (2) |
Niewiele lepiej jest w dziale "WYDARZENIA". Gdyby brać pod uwagę TYLKO tę stronę internetową (przypominam: współtworzoną przez Urząd Miasta Oleśnica i Urząd Gminy Oleśnica), to od czerwca w Oleśnicy nie działo się nic, co byłoby godne warte uwagi internauty:
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - Wydarzenia |
Zajrzyjmy do "OBIEKTÓW":
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - Obiekty |
A tutaj ciekawostka: UMO chwali się basenem otwartym, o którym wszyscy wiemy, że go jeszcze nie ma...
Na koniec starym zwyczajem zajrzałem na wersję angielską strony. A tam... ZASKOCZENIE!
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - News |
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - Events |
Wersja angielska świeci pustkami. I tak w każdym "angielskim" dziale, poza mapą. Czyżby "aktywna" Oleśnica nie miała nic do zaoferowania turystom z zagranicy?
A jakby jakiś nadgorliwy turysta chciał zgłosić jakieś uwagi do działania i wyglądu strony, to po kliknięciu "KONTAKT"...
![]() |
| www.aktywnaolesnica.pl - Kontakt |
... mocno się rozczaruje.
Po tej krótkiej analizie zawartości strony mającej na celu promocję i "rozwój turystyki aktywnej" w naszym regionie, można wyciągnąć następujące wnioski:
- albo w Oleśnicy nie dzieje się nic ciekawego; jeśli tak, to określenie "aktywna Oleśnica" brzmiałoby jak okrutny żart,
- albo wydatki na stronę internetową przerosły przewidziany na nią budżet,
- albo któryś miejskich urzędników (Sekretarz Miasta?) ambicjonalnie podszedł do tematu i sam - chałupniczo - stworzył tę stronę, bo chciał nauczyć się tworzenia stron internetowych; po czym nagle mu się odechciało,
- albo wydatki na stronę internetową przerosły przewidziany na nią budżet,
- albo któryś miejskich urzędników (Sekretarz Miasta?) ambicjonalnie podszedł do tematu i sam - chałupniczo - stworzył tę stronę, bo chciał nauczyć się tworzenia stron internetowych; po czym nagle mu się odechciało,
- albo urzędnicy, najzwyczajniej w świecie, zapomnieli o tej stronie. Może administrator zapomniał hasła?
Wyjaśnienie - jakiekolwiek by nie było - nie usprawiedliwi ani UMO, ani twórców strony. Jeśli witryna www.aktywnaolesnica.pl miałaby pozostać w obecnej postaci "na wieki", to chyba lepiej, żeby zniknęła z przestrzeni internetowej. NA ZAWSZE. Bo, doprawdy, w najmniejszym stopniu nie przyczynia się do rozwoju aktywnej turystyki w naszym regionie...
Krótko mówiąc: CEL CHWALEBNY, WYKONANIE HANIEBNE. Nie po raz pierwszy...
... i nie po raz ostatni:
Ciąg Dalszy (niestety) Nastąpi...
Zbieżne:
Etykiety:
aktywna Oleśnica,
internet,
języki,
Oleśnica,
porażka,
projekt unijny,
promocja,
strona internetowa,
turystyka,
witryna
piątek, 9 września 2011
Ratusz idzie na wojnę...
...z oleśnickimi przedsiębiorcami. I to na wielu frontach!
Front pierwszy - tutaj toczą się najcięższe boje. Grupa Armii "Zachód" pod dowództwem samego Pana Generała, zgrupowana w okolicach ulicy Skłodowskiej-Curie już od kilkunastu miesięcy bezskutecznie oblega Zielony Rynek zaciekle broniony przez oddziały "Handlexu". Kilka dni temu, na swojej stronie internetowej, dowódca Ratuszowych zarządził zmianę taktyki: "Jedyne, co mógłbym postulować, to bojkot tego miejsca przez samych mieszkańców i takie działanie może zmienić wygląd tego obszaru, bo z Urzędu ze względu na prywatną własność już więcej zrobić nie można. Zapewniam jednak, że cały czas monitorujemy sytuację i nie ustajemy we wszelkich możliwych działaniach". Sytuacja Ratuszowych na tym froncie jest trudna, ale nie beznadziejna.
Front drugi. Grupa Armii "Centrum", również dowodzona przez Pana Generała, prowadzi działania zaczepne, skierowane przeciwko rebeliantom, potocznie zwanym "Żabki". Do bezpośrednich starć jeszcze nie doszło, ale głównodowodzący zapowiedział, że chciałby osobiście i skutecznie rozwiązać problem rebeliantów: "Jeśli działania Komisji Przeciwdziałania Alkoholizmowi nie przyniosą skutku, to rozważam przygotowanie projektu uchwały ograniczającego czas działalności placówek handlowych".
Front trzeci. Grupa Armii "Południe", której dowodzącym jest Pan Pułkownik, została skierowana przeciwko grupce rebeliantów dowodzonych przez ludzi określanych pseudonimami "Optyk", "Kosmetyk" i "Kwiaciarz". Jeden z wyższych stopniem oficerów ratuszowych wyjaśnia przyczyny takiego manewru taktycznego: "Umowy dzierżawy na ten teren wygasły i miasto postanowiło ich nie przedłużać. Chcemy, żeby ustawione tam przez dzierżawców pawilony zostały przez nich usunięte. Obowiązkiem dzierżawcy po zakończeniu umowy jest usunięcie poniesionych nakładów". Pan Pułkownik, znany ze swojego ciosu sierpowego, niekoniecznie lewego, nie przebiera w słowach, gdy wypowiada się o przeciwniku: "Te obiekty szpecą, wstrętnie to wygląda, niektóre są nieczynne i dlatego chcemy się tego pozbyć". Do starć jeszcze nie doszło, na razie obie strony okopują się na swoich pozycjach.
Przed nami długa i krwawa wojna. Wojna, w której strony nie będą przebierać w środkach, a jeńcy brani nie będą. Niestety, najgorsze, co Oleśnicę czeka, to smutny krajobraz po bitwie:
![]() |
| Zniszczenia wojenne w Oleśnicy. (Zdjęcie pochodzi ze strony Pana Marka Nienałtowskiego: www.olesnica.org) |
Etykiety:
armia,
biznes,
front,
Oleśnica,
Pan Generał,
Pan Pułkownik,
przedsiębiorcy,
wojna,
zielony rynek
wtorek, 6 września 2011
Lingwistyczna porażka, czyli Oleśnica w sieci
Jakiś czas temu miała miejsce premiera nowej, odświeżonej wersji oficjalnej strony internetowej miasta. Zgrabna szata graficzna: wieże, róże, Ola; aktualne wiadomości z miasta; historia miasta wreszcie skonsultowana z p. Markiem Nienałtowskim; Kino Krótkich Filmów; sonda społeczna niegdyś buńczucznie zwana "konsultacjami społecznymi". Dla Pana Burmistrza, rajców i urzędników - powód do zadowolenia. Dla mieszkańców - przydatne źródło informacji i powód do dumy, bo w końcu Oleśnica może się pochwalić swoją stroną internetową.
![]() |
| Nowa strona internetowa Urzędu Miasta Oleśnicy (kliknij aby powiększyć). |
Spora część mieszkańców zwróciła uwagę na nową odsłonę witryny internetowej miasta. I chyba nawet niektórzy ją polubili, bo trzeba przyznać poprzednia była odpychająca. Wydawać by się mogło, że UMO zaprezentował nową jakość. Ale to tylko pozory...
Bo jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Wystarczy jedynie zmienić język witryny, klikając w brytyjską flagę umieszczoną w prawym górnym rogu strony, by "nowa jakość" ukazała swoje prawdziwe oblicze:
![]() |
| Strona internetowa Urzędu Miasta Oleśnicy w wersji anglojęzycznej (kliknij aby powiększyć). |
Oto bowiem z przyzwoitej strony internetowej ambitnego miasta powiatowego, przechodzimy do strony internetowej, którą na angielski tłumaczył niezbyt ambitny uczeń szkoły podstawowej (bez urazy dla uczniów podstawówek). Bo takie efekty daje bezmyślne użycie bezmyślnego translatora online. Ja specjalistą od angielszczyzny nigdy nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę. Ale po tym, co zobaczyłem na GŁÓWNEJ STRONIE Urzędu Miasta, włos mi się zjeżył na głowie. Oto kilka przykładów drastycznych błędów:
1. Data: "Today is: 06.09.2011r." - każdy potencjalny obcokrajowiec, zanim przejdzie do dalszej części witryny, zastanowi się, co takiego oznacza "r" z kropeczką po "2011". I pewnie się domyśli, o co chodzi, ale niepotrzebnie straci cenny czas...
2. "Name: Beaty, Eugene, Zechariah" - imię? Kogo? Twórców strony? Burmistrza? Po angielsku "imieniny" to "name day". W dodatku translator nieco zgłupiał przy tłumaczeniu imienia "Beata" w dopełniaczu. Sugestia - imion nie trzeba tłumaczyć na języki obce.
3. Nowość na stronie - zawsze aktualne informacje z kraju (i nie tylko) dzięki serwisowi tvn24.pl. Miało być nowocześnie, miało być aktualnie. Tyle, że automatyczne tłumaczenie tych newsów prowadzi do takich kwiatków, jak np.: "Zapylili him GMOs. He has trouble". W dodatku kliknięcie na ten przesuwający się pasek prowadzi do polskojęzycznego serwisu. Po co?
4. "Oleśnica - miasto wież i róż" - niby tak. Niby wszystko się zgadza, ale hasło to umieszczone w anglojęzycznej wersji witryny - aż razi w oczy. No bo czy zrozumie je taki przykładowy Pan John Smith? Szczerze nie sądzę. Czy nie lepiej brzmiałoby: "Oleśnica - city of towers and roses"?
5. "Page home" - a może "Home page"? "Main page"?
6. "Plan cities" - kwiatek nad kwiatki! To tak, jakby zwrot "dziękuję z góry" przetłumaczyć na "thank you from the mountain"! Głupi translator nie rozróżnia "miasta" - dopełniacza liczby pojedynczej od "miasta" - mianownika liczby mnogiej.
7. "Organizations and inst#%&#irectory" - czasem zwroty dosłownie tłumaczone z polskiego na język obcy są dłuższe od polskiego oryginału. Czasem na odwrót. A to prowadzi do takich właśnie przeformatowań.
8. "10. festiwal Jazz Sofa" - ni to po polskiemu, ni to po angielskiemu. Pozostaje domyślać się, że chodzi o "10. Festiwal Jazz Na Kanapie". Takie pseudotłumaczenie nie robi reklamy jednemu z najciekawszych i najsłynniejszych wydarzeń kulturalnych w naszym mieście.
9. "sports hall of the city center of culture and sport" - niby dobrze, ale wychodzi tautologia...
10. "we present a draft e-education" - owszem, "draft" to "projekt", ale w sensie "szkicu", "zarysu". Tutaj powinno się użyć "project". I brzmi podobnie, i wygląda lepiej...
To niektóre kwiatki ze strony głównej witryny www.olesnica.pl. Głębiej bałem się zaglądać. Stanowią one dobry przykład na to, że używanie bezdusznych i bezmyślnych translatorów na potrzeby oficjalnych pism i stron internetowych nie jest zbyt profesjonalne.
Ciekaw jestem, jak z językami radzą sobie najważniejsze osoby w mieście - Pan Burmistrz, jego zastępcy, Pan Sekretarz, Pani Rzecznik? Reprezentują miasto, kontaktują się z miastami partnerskimi, być może z inwestorami; Pan Burmistrz często jeździ do Brukseli... Być może jakąś tam znajomością jakiegoś języka obcego pochwalić się mogą... Jeśli tak, to na www.olesnica.pl w wersji anglojęzycznej raczej nie zaglądają... Bo trudno uwierzyć, że dopuściliby do takiej kompromitacji!
A tak swoją drogą, ciekawe ile kosztowała nowa strona Urzędu Miasta? Pewnie niemało...
Zbieżne:
czwartek, 1 września 2011
Wybory 2011. Pójdziesz?
Rok 2011 jest trzecim z rzędu rokiem wyborczym. Wczoraj o północy minął termin rejestracji list wyborczych do parlamentu. W wyborach tych wystartuje kilkoro reprezentantów powiatu oleśnickiego.
Niestety, w obliczu politycznej emigracji blond-wilczycy rodem z Sycowa, nasza lokalna reprezentacja w wyborach parlamentarnych prezentuje się bardziej niż skromnie. Prawda jest taka, że większość z nich wystąpi jedynie w charakterze statystów. Nawet mizerne szóste miejsce wiceburmistrza Oleśnicy na liście SLD, to pozycja w ogóle nieosiągalna dla reszty kandydatów. Być może rola "wypełniaczy" przypadła im z racji braku partyjno-wyborczego doświadczenia? Być może tylko takie (a może "aż takie"...), a nie inne pozycje udało się naszym lokalnym partyjnym "tuzom" wynegocjować w rozmowach z wojewódzkimi/krajowymi władzami tych partii? Jeśli tak, to właśnie kształt właśnie zarejestrowanych list wyborczych pokazuje miejsce lokalnych liderów w partyjnej hierarchii w regionie. Ambicje może i są (a może i nie...), ale rzeczywistość jest okrutna.
Ja do partii zraziłem się już jakiś czas temu, o czym już kiedyś pisałem. Na wybory pójdę, jak zawsze, bo korzystanie z praw, jakie daje demokracja traktuję, mimo wszystko, jako obywatelski obowiązek. Ale jak zagłosuję? Tego jeszcze nie wiem... Mając w perspektywie następujący wybór:

... mocno zastanawiam się nad oddaniem głosu nieważnego. Również taki wybór daje mi demokracja.
A jestem już zmęczony wybieraniem pomiędzy mniejszym złem, a złem absolutnym. Pomiędzy premierem z Gdańska, a prezesem z Żoliboża; pomiędzy "Słońcem Peru", a tym, co ukradł Księżyc. Zresztą, myślę, że spory odsetek Polaków myśli podobnie. W dodatku bezbarwność i rozbrajająca mizeria naszych lokalnych "polityków" (cudzysłów użyty świadomie i celowo!) jest zatrważająca. Dlatego też poważnie rozważam oddanie głosu nieważnego. Tak w ramach cichego, indywidualnego protestu.
A jestem już zmęczony wybieraniem pomiędzy mniejszym złem, a złem absolutnym. Pomiędzy premierem z Gdańska, a prezesem z Żoliboża; pomiędzy "Słońcem Peru", a tym, co ukradł Księżyc. Zresztą, myślę, że spory odsetek Polaków myśli podobnie. W dodatku bezbarwność i rozbrajająca mizeria naszych lokalnych "polityków" (cudzysłów użyty świadomie i celowo!) jest zatrważająca. Dlatego też poważnie rozważam oddanie głosu nieważnego. Tak w ramach cichego, indywidualnego protestu.
Ciekaw jestem, co na ten temat sądzą goście tego bloga. Zapraszam do głosowania w mocno subiektywnej mini-ankiecie - na górze strony. Data zamknięcia ankiety: 7. października, godz. 15:00.
Etykiety:
ankieta,
listy wyborcze,
premier,
prezes Kaczyński,
wybory
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















