czwartek, 29 grudnia 2011

P jak podsumowanie. Z przymrużeniem O jak oka...

Koniec roku to czas podsumowań. Takie przeglądy najważniejszych wydarzeń pojawiły się już w oleśnickiej prasie... Pierwsze z nich pojawiło się już w połowie roku. Swoje podsumowanie gdzieś w ratuszowym zaciszu pewnie przygotowuje Pan Jakub Jeżyna. Więc i ja pokuszę się o swoje: bardzo subiektywne i z przymrużeniem oka. Tylko dla osób obdarzonych poczuciem humoru!

A jak Aniołki Burmistrza. W zasadzie Anioły, bo mam tu na myśli obu wiceburmistrzów, a tym jeszcze dużo brakuje do zwiewności i gracji "Aniołków Prezesa". W odróżnieniu do tychże nie mogą pochwalić się bardzo ważnymi atrybutami "Aniołków" (chodzi mi o długie i mniej lub bardziej zgrabne nogi), ale zawsze murem stają za swoim szefem. Jak na anioły przystało, podążają za nim krok w krok, do tego stopnia, że to jeden z nich odpowiada na pytania "Co robił Pan Burmistrz, jak go nie było"?

B jak Breivik. Obok Jasia Fasoli, Misia Uszatka i pułkownika Kadafiego, jeden z "celebrytów", którzy raczyli byli nawiedzić nasze miasto. Nie osobiście - raczej metaforycznie.

C jak CBA. Jedna z plag egipskich, które spadły w tym roku na oleśnicki ratusz w związku ze sprawą citroena (też na C, a jakże!). Ten z kolei stał się przyczyną największego zamieszania w powojennej historii Oleśnicy.

D jak... Święto Miasta, czyli ex-Dni Oleśnicy. Miała być nowa formuła, wyszła popijawa, jak zwykle. Państwo biesiadowało na zamkowym dziedzińcu, a gawiedź na podzamczu przy przyśpiewkach Dody (też na D). Honor uratowała niezawodna Maryla "Małgośka" Rodowicz.

E jak Etyka. Coś, co w Oleśnicy stanowi towar mocno deficytowy. W ferworze walki z nieetycznym zachowaniem "krytyków życia publicznego", o etyce zapomniał sam Przewodniczący Rady Miasta i złamał Regulamin. Najciemniej zawsze pod latarnią...

F jak Fasola. Jan. Celebryta. Vide "B jak Breivik".

G jak Giełda Staroci. Czasem jest, czasem jej nie ma. Miała być elementem strategii promocyjnej miasta. Najwyraźniej poszła w jej ślady, bo ostatecznie chyba jednak jej nie ma...

H jak historia. Jedni o nią walczą, inni walczą z nią. Czasem (czyt.: nieczęsto) dochodzi do współpracy.

I jak Instrukcja do komputera. Zmora spędzająca sen z powiek miejskiego Sekretarza. Przyznać trzeba: niełatwa to lektura. By ułatwić życie Panu Sekretarzowi, mała podpowiedź - komputer zwykle włącza się guzikiem oznaczonym takim oto symbolem:
J jak Jaja. Tak ogólnie - jaja jak berety! A jaja od Bartnika dla Najmana - w szczególności...

K jak Koszęcin. Mityczna kraina opiewana przez jednego z radnych. Niczym Arkadia: kraina miodem i mlekiem płynąca, w której panują wieczne szczęście i sielankowa beztroska. Raj na ziemi!

L jak Lament, czyli narzekanie. Internauci narzekają na władze. Władze na media. Media na władze. Władze na obowiązujące prawo. Prawo nie ma głosu, więc piłeczki nie odbije... Najwygodniej jest narzekać na prawo...

M jak "Mowa Nienawiści". Wiekopomne i prorocze dzieło autorstwa p. Jakuba Jeżyny. Traktat o fundamentalizmie i jego brzemiennych skutkach, w którym autor stawia krytyków w jednym szeregu z zabójcami i szaleńcami. Mój prywatny kandydat do jakiejś nagrody. Jakiejkolwiek...

N jak Netbook. Nowa zabawka naszych radnych. Oficjalnie służy do otrzymywania materiałów na sesje Rady Miejskiej i kontaktów z wyborcami. Nieoficjalnie? Jak mawiał klasyk: "Wszystko tajemnica..."

O jak Obywatelska Inicjatywa Uchwałodawcza. Według Przewodniczącego Rady Miasta, jedno z zagrożeń współczesnej demokracji. Według Fundacji Na Rzecz Rozwoju Demokracji Lokalnej - jeden z mechanizmów demokracji partycypacyjnej. I komu wierzyć?

P jak Przetarg. Urzędnicze życie byłoby dużo prostsze bez przetargów. Ileż to urzędniczych nocy nieprzespanych?! Ileż to urzędniczych włosów powyrywanych?! A i tak, niezmiennie od lat: "kryterium - cena 100%".

R jak Rzecznik. Postać medialna. Na całym świecie rzecznik zwykle szczerze (lub trochę mniej) odpowiada na pytania. Jednak nie w Oleśnicy. Tutaj dziennikarze nie mają lekko. Mogą mówić o szczęściu, gdy Pani Rzecznik oleśnickiego Urzędu Miasta już w drugim zdaniu swojej nieskomplikowanej wypowiedzi nie postraszy ich prokuratorem.

S jak Sarna, Stanowisko (alternatywnie). Sarna to najbardziej tajemnicza postać oleśnickiej sceny politycznej (nie mylić z p. Robertem Sarną, radnym). Pojawiła się niespodziewanie i równie niespodziewanie zniknęła. Jej działalność przyniosła więcej nieszczęść, niż pożytku, a końcowym efektem jej krótkiej kariery politycznej była faktura za naprawę samochodu służbowego. Natomiast stanowisko to ulubiona przez Przewodniczącego Rady Miasta forma walki z nierządem wszelakim i złem tego świata. Dodajmy: walki nierównej! Efekt? Do przewidzenia...

T jak TIWWAL. Kolejna plaga egipsko-oleśnicka. Gorsza od szarańczy firma, która namiętnie wygrywa przetargi i jeszcze namiętniej nagina warunki umowy, czym zdążyła już zaskarbić sobie "sympatię" władz i mieszkańców co najmniej kilku miast i miasteczek, w których wykonywała obiekty sportowe. Oleśnickie władze z dumą mówią, że u nas wojna została wygrana.  

U jak Ulga. Uczucie widoczne na twarzy Pana Burmistrza na grudniowej sesji Rady Miasta, a związane z zakończeniem budowy kompleksu sportowego (vide: T jak TIWWAL). Mieszkańcom Oleśnicy też ulżyło, Panie Burmistrzu. Mi również...

W jak Wojna. Po 66 latach od ostatnich bomb, które spadły na Oleśnicę, w grudniu całe miasto aż huczało od wojny... pierogowej. Na szczęście siła rażenia tego rodzaju broni okazała się niewielka... Aktualnie obaj wrogowie okopali się na swoich pozycjach.

Z jak Zimna Wojna pomiędzy ratuszem a portalem. I chociaż widać drobne oznaki ocieplenia, to do prawdziwej pieriestrojki jest jeszcze daleko. A wystarczy odrobina dobrej woli...

piątek, 23 grudnia 2011

Cicha noc, święta noc...

Nie do końca tak miało być... Choinka w domu świeci się już od tygodnia (dzieci nie mogły się doczekać); w środę spadł śnieg; wczoraj Pan Burmistrz uścisnął mi rękę (!!!); teściowa przygotowała dwa garnki uszek; miały być świąteczne wizyty u reszty rodziny: ciepła, rodzinna atmosfera i rozmowy o wszystkim i o niczym.

A tymczasem? Ze śniegu pozostała paskudna breja; z nieba siąpi coś pomiędzy deszczem, a śniegiem (z przewagą tego pierwszego); a mnie morzy grypa; ciepłą atmosferę dyktuje gorączka (zbyt ciepłą!); tym samym świąteczne życie towarzyskie stanęło pod dużym znakiem zapytania; a w telewizorni znów będzie Kevin sam w miejscu, w którym nie powinno go być...

I mimo, że to wszystko nie nastraja zbyt świątecznie - nie zamierzam się poddawać. 

I właśnie tego też chciałbym świątecznie życzyć wszystkim tym, którzy przyszłościowo myślą o Oleśnicy - nie przestawać i płynnie przejść od myśli do rozważnych i przemyślanych działań. Ktoś mi kiedyś w komentarzu napisał o "czczej gadaninie", którą miałbym rzekomo uprawiać ja i ludzie mi podobni. Dzięki Ci, Anonimie! Nie da się ukryć, że Pańska krytyka podziałała na mnie motywująco. Faktycznie, od samego gadania dzieci się nie biorą, a w Oleśnicy wcale lepiej nie będzie... Na razie nie mogę zdradzić więcej szczegółów, bo też nie wiadomo, co z tego wyniknie (i czy w ogóle coś wyniknie)... Miejmy nadzieję, że coś twórczego i dobrego!
To nie koniec życzeń.
Wszystkim chciałbym życzyć odwagi: oleśniczanom - w podejmowaniu świadomych wyborów; radnym - w wyrażaniu WŁASNEGO zdania i w podejmowaniu suwerennych decyzji; a Panu Burmistrzowi - odwagi cywilnej i zaufania do oleśniczan; przyznając się czasem do nawet do mniejszych lub większych błędów, nie tylko ociepli swój wizerunek, lecz również zdobędzie zaufanie mieszkańców, a mieszkańcy poczują się jak partnerzy, a nie intruzi...
Życzę również wzajemnego dialogu i zrozumienia. Co prawda dialog, to też "gadanina", ale od dialogu zwykle się wszystko zaczyna. Dialog może być twórczy, a brak realnej możliwości wymiany poglądów jest zarzewiem nieporozumień, a czasem nawet konfliktów. Gdy będzie zaufanie, będzie i dialog. A dialog to współpraca... Wspólna praca...

Niech Nowy Rok będzie pełen zmian - oczywiście na lepsze! Zmian dużych i tych malutkich, które doceniamy dopiero po pewnym czasie. A to, co było dobre - niech będzie jeszcze lepsze.

Wesołych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia w ciepłej, rodzinnej atmosferze i szczęśliwego Nowego Roku!

Zdjęcia - www.strykowski.net

czwartek, 22 grudnia 2011

Basen w końcu otwarty! Co dalej?

Czwartek, 22. grudnia 2011 roku. Godz. 13:17, sala obrad oleśnickiego ratusza.

Pan Burmistrz oficjalnie informuje zebranych, że wczoraj w godzinach nocnych został podpisany protokół odbioru inwestycji "Kompleks sportowo-rekreacyjny przy ul. Brzozowej".

Otwarcie lodowiska, będącego częścią tego kompleksu odbędzie się jutro (23. grudnia), o godz. 12:00.

W głosie Pana Burmistrza słychać było nieskrywaną ulgę. Nie ma się co dziwić, bo inwestycja na pewno kosztowała go, pracowników Urzędu Miasta, ale i podwykonawców głównego inwestora i pewnie jeszcze wiele innych , niewymienionych osób - wiele nerwów.
 Również mieszkańcom losy tej inwestycji nie był obojętny.

Oficjalnie budowa została zakończona, chociaż jak powiedział Pan Burmistrz, w protokole znalazła się również lista usterek, które inwestor będzie musiał usunąć.

Pozostaje pytanie: co dalej? Odszkodowanie od wykonawcy za niedotrzymanie warunków umowy? Pozwy i procesy sądowe? Cała sprawa z pewnością będzie się ciągnąć jeszcze przez lata...

poniedziałek, 19 grudnia 2011

UMO się chwali

Oleśnicki Urząd Miasta nie miał ostatnio dobrej passy. Wpadki, podwyżki, niejasności, afery i inne kontrowersje... Na dodatek koszmarnie nieporadna polityka informacyjna urzędu i odwracanie się tyłem do mieszkańców (np. w sprawie podwyżek podatków lokalnych, czy stref płatnego parkowania)... To wszystko doprowadziło do tego, że UMO stał się głodny sukcesów. Rozpoczęły się usilne poszukiwania takich informacji, które pokazałyby go w pozytywnym świetle. Na szczęście w porę ukazało się zestawienie opracowane przez tygodnik "Wspólnota", według którego administracja publiczna w naszym mieście kosztuje każdego mieszkańca zaledwie 163.97 złotych, dzięki czemu znalazło się ono na wysokim, 4. miejscu wśród 101 miast powiatowych liczących powyżej 30 tys. mieszkańców. Tak dobrą pozycję Oleśnica zajmuje w jednym rankingu. Tak się składa, że ten sam tygodnik przygotował w tym roku jeszcze kilka innych zestawień. Jeśli zbierze się je wszystkie do kupy, wszystko ułoży się w logiczną całość...

Oleśnica nie jest jakimś specjalnie bogatym miastem. W kategorii "dochód miasta w przeliczeniu na  jednego mieszkańca" Oleśnica zajmuje 120. pozycję* (na 268 miast powiatowych) i z dochodem 2020.08 zł na mieszkańca pozostaje daleko w tyle za pobliskimi: Oławą (43. miejsce, 2267.08 zł na mieszkańca) i Trzebnicą (36. miejsce, 2297.05 zł na mieszkańca). Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest brak dużych inwestorów, przemysłu itp. Brak inwestorów władze miasta rekompensują sobie dość dużymi podatkami lokalnymi płaconymi przez mieszkańców i istniejące już podmioty gospodarcze. Wysokie podatki z kolei obniżają atrakcyjność inwestycyjną naszego miasta, w związku z czym chętnych do zainwestowania brak. Koło się zamyka.

W takiej sytuacji, władze miasta nauczyły się oszczędzać. Do takiego samego wniosku doszli redaktorzy "Wspólnoty", którzy stwierdzili: "Z przeprowadzanych przy okazji kolejnych rankingów analiz wynika niezbicie, że najbardziej oszczędne są często po prostu te samorządy, których nie stać na wyższe wydatki". Oleśniccy urzędnicy oszczędności zaczęli od siebie (i słusznie! Szacunek!) i stąd wysoka, 4. pozycja wśród 101 miast powiatowych liczących powyżej 30 tys. mieszkańców w kategorii "wydatki na administrację" (163.97 zł na mieszkańca). Tutaj Oleśnica zdecydowanie wygrywa z zamożniejszymi: Oławą (92. lokata, 274.15 zł na mieszkańca) i Trzebnicą (76. miejsce wśród 86 miast powiatowych liczących 20-30 tys. mieszkańców, 285.79 zł na mieszkańca). Z informacji umieszczonej na stronie internetowej UMO można wyczytać, że "osiągnięcie tego wyniku było możliwe dzięki bardzo dobrej pracy wszystkich pracowników urzędu (często na zdublowanych stanowiskach), konsekwentnie i planowo prowadzonemu procesowi informatyzacji, prawidłowym procedurom (Systemy Zarządzania Jakością) i przede wszystkim kompetencji oraz profesjonalizmowi urzędników". Dublowanie stanowisk? To nie wróży dobrze. Zwykle odbija się to na efektywności pracy urzędników. Czy rzeczywiście?

Tygodnik przygotował dwa zestawienia, w których możemy to sprawdzić. Według zestawienia "projekty unijne" wartość projektów unijnych prowadzonych przez UMO w przeliczeniu na jednego mieszkańca Oleśnicy  wynosi 1189.79 zł, co dało Oleśnicy 127. lokatę na 268 miast powiatowych. Dla porównania: Oława: 30. miejsce, 3882.93 zł na mieszkańca; Trzebnica: 84. miejsce, 1925.74 zł na mieszkańca. W kategorii "dotacje unijne" wcale nie jest lepiej: Oleśnica: 136. miejsce, 593.48 zł dotacji na jednego mieszkańca; Oława: 45. miejsce, 1675.98 zł unijnego dofinansowania na mieszkańca; Trzebnica: 128. miejsce, 668.97 zł na mieszkańca. Gołym okiem widać, że jeśli chodzi o dotacje z unii europejskiej, Oleśnica wypada blado w porównaniu z sąsiadami.

Gdy nie ma się zbyt wielu dochodów, ani osób, które efektywniej starałyby się o unijne dotacje, trzeba liczyć się z każdym groszem, by nie wpaść w spiralę kredytową. Dlatego też Oleśnica zostawia lokalną konkurencję w tyle, jeśli chodzi o zadłużenie. W zestawieniu "największych dłużników", w którym redakcja "Wspólnoty" przeliczyła wielkość wszystkich zobowiązań samorządu w stosunku do wielkości dochodów (im wyższa pozycja w rankingu, tym większe zadłużenie samorządu) Oleśnica zajmuje odległą, 221. lokatę z zadłużeniem na poziomie 19.27%. Oława i Trzebnica odpowiednio: 154. (31.65%) i 64. miejsce (44.94%).

Gdy nie ma perspektyw na jakieś ekstra dochody, robi się cięcia w wydatkach. W podsumowaniu wydatków samorządowych na infrastrukturę techniczną (transport, gospodarka komunalna i gospodarka mieszkaniowa) Oleśnica zajęła niezbyt imponującą 106. lokatę (334.20 zł na mieszkańca). Niewiele wyżej znalazła się Oława: 103. miejsce (336.48 zł na mieszkańca). Ale za to Trzebnica zajęła całkiem wysokie, 35. miejsce z wynikiem 478.51 zł na mieszkańca.

Jedynym zestawieniem, które nie podlega pod schemat niezbyt bogatego miasteczka, szukającego oszczędności wszędzie, gdzie się da, jest kategoria "wydatki na infrastrukturę sportową". Tutaj Oleśnica zajęła bardzo wysoką, 15. lokatę z wydatkami na poziomie 748.56 zł na mieszkańca. Niewiele mniej wydaje Trzebnica - 718.48 zł na mieszkańca, 17. miejsce w rankingu. W tym porównaniu najsłabiej wypada Oława - 220.77 zł na mieszkańca, 77. pozycja. Tak wysokiemu miejscu Oleśnicy, jeśli chodzi o wydatki na sport i kulturę fizyczną, nie ma się co dziwić. Do wydatków tych wliczono blisko 20 mln złotych wydanych na kontrowersyjną inwestycję kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej (być może również prawie 2-milionową dotację dla MOKiS-u - tego nie jestem pewien). Natomiast wydatki na sport wyczynowy były niewielkie: 521 tys., co daje niecałe 15 zł na jednego mieszkańca naszego miasta.

Dochody i wydatki samorządu to system naczyń połączonych. Zarobi się więcej - będzie można "zaszaleć" w przyszłości. Gdy dochody nie są takie, jakby można było sobie wymarzyć - na czymś trzeba będzie zaoszczędzić. Na swojej stronie internetowej Urząd Miasta chwali się wysoką pozycją w rankingu wydatków na administrację publiczną. I żeby nie było: naprawdę jest się czym chwalić. Jednak, aby całe to chwalenie nie miały wydźwięku propagandy sukcesu ("prawidłowe procedury" , "kompetencje" oraz "profesjonalizm urzędników"), stosownym byłoby podać jednocześnie szerszy kontekst tego newsa: konieczność oszczędności ze względu na brak zainteresowania Oleśnicą ze strony inwestorów oraz związanej z "dublowaniem etatów" niezbyt imponującej efektywności w pozyskiwaniu środków unijnych. Dowód? Sąsiednia Oława uzyskała prawie 3 razy większe dotacje unijne (w przeliczeniu na 1 mieszkańca) niż Oleśnica.

Wszystkie przedstawione tu rankingi pokazują jedno: Oleśnica jest miastem przeciętnym: nie za bogatym, nie za biednym. Jedno co ją wyróżnia - to wydatki na inwestycje sportowe... Póki co: kontrowersyjne, nieudane i niepewne. No i oczywiście mieszkańcy, ale ich nie uwzględnia żaden ranking.


* Wszystkie przytoczone tu liczby pochodzą z rankingów opublikowanych w 2011 i 2010 roku przez tygodnik "Wspólnota".

piątek, 16 grudnia 2011

(nie?)Honorowy Obywatel Oleśnicy

Pan Marek Nienałtowski na swojej stronie internetowej nawiązał do odpowiedzi Pana Burmistrza na interpelację jednego z radnych w sprawie nadania nazwy jednej z oleśnickich ulic imienia zmarłego niedawno prof. Mirosława Przyłęckiego, zasłużonego architekta, wieloletniego wojewódzkiego konserwatora zabytków, pedagoga i wykładowcy, obdarzonego tytułem Honorowego Obywatela Miasta Oleśnicy. Odpowiedź Pana Burmistrza była bardzo krytyczna, a wynikało z niej, że prof. Przyłęcki, zamiast przyczynić się do rozbudowy Oleśnicy, to tak naprawdę jej szkodził (w ramach "pospolitego ruszenia" zwanego "planem 6-letnim" walnie przyczynił się do jej rozbiórki). No i pozostawił po sobie nijak niepasujący do otoczenia budynek domu handlowego.

Nie będę tutaj przytaczał całego tekstu p. Nienałtowskiego. W każdym bądź razie autor powołując się na źródła literaturowe, próbuje w nim udowodnić, że Pan Burmistrz dokonał niesprawiedliwego osądu dokonań prof. Przyłęckiego.
Najbardziej przemówiła do mnie natomiast dalsza część tego wywodu, w której p. Nienałtowski wymienia promocyjne wydawnictwo "Oleśnica 98", przygotowane na zlecenie Urzędu Miasta Oleśnicy i najpewniej zatwierdzone przez najwyższe władze miasta. W materiale tym można wyczytać, że prof. Mirosław Przyłęcki:
"Był niezwykłą postacią. 
Nie dopuścił do rozbiórki kościoła Św. Trójcy. 
Przyczynił się do ocalenia Kościoła NMP i św. Jerzego."

Zastanawiam się, cóż takiego zrobił prof. Przyłęcki w ciągu ostatnich 13 lat, że Pan Burmistrz tak diametralnie zmienił o nim zdanie? Co spowodowało, że na przestrzeni tych 13 lat opinia o prof. Przyłęckim ewoluowała od wyraźnie pozytywnej do jednoznacznie negatywnej? Może żywy prof. Przyłęcki był lepszy od martwego? Choć też nie na tyle dobry, by można go było zaprosić na oficjalne uroczystości z okazji 750-lecia lokacji miasta...
Smutne to, gdy marginalizuje się osoby, zasłużone dla miasta, które aktywnie przyczyniły się do jego rozwoju. Gdy próbuje się je wymazać z pamięci i celowo zniekształca się ich wizerunek tylko dlatego, że były one uwikłane w mroczną peerelowską rzeczywistość, w jakiej przyszło im żyć. Taka manipulacja też nie jest oznaką szacunku, jaki zwykle należy się zmarłym...

No ale co ja tam wiem... Młody jestem, realny socjalizm pamiętam jak przez mgłę... Więc proszę, niech mnie ktoś oświeci...

wtorek, 13 grudnia 2011

Napastliwy bloger, czyli odrobina prywaty

Wiele się działo na ostatniej sesji Rady Miasta: przede wszystkim mówiono o podwyżkach (podatków i opłat targowych - w przypadku tych ostatnich zastosowanie znajduje zasada: "jak nie kijem ich, to pałką!"), ale trzeba radnym oddać, że mówili również o obniżkach. Te mają dotyczyć wpływów na konto Pogoni z tytułu targowego inkasa (najwyraźniej działacze powinni się cieszyć, że klub JESZCZE coś dostanie). Było wreszcie o etyce, a właściwie o wszechobecnym jej braku, który dotknął nawet samą Radę Miasta, a przejawił się w nieregulaminowym zamknięciu dyskusji przez Przewodniczącego Rady Miasta. No i właśnie do tej dyskusji chciałbym jeszcze nawiązać...

W końcu nieczęsto zdarza się, by moje nazwisko padło w trakcie dyskusji (cokolwiek burzliwej) w sali posiedzeń oleśnickiego ratusza. I ogólnie nie miałbym nic przeciwko (bez obaw, megalomania mi nie grozi ;) ), gdyby nie kontekst, w jakim zostało ono wymienione. Otóż w trakcie dyskusji o agresji w mediach i internecie (a może zwłaszcza w internecie), jeden z radnych zrobił bezpośrednią dygresję na temat niniejszego bloga i mnie, jako jego autora. Według tego radnego miałbym rzekomo atakiem reagować na "grzeczne pytania" w komentarzach, a ich autorów oskarżać o napastliwość. Słowną, jak rozumiem...

Przyznam się szczerze, że szczęka mi opadła... Po pierwsze dlatego, że powołano się na moje słowa w trakcie obrad Rady Miasta - pełne zaskoczenie! Po drugie dlatego, że poruszył mnie kontekst - agresja i ataki w mediach (mój osobisty stosunek do internetowej agresji przedstawiłem już w poprzednim tekście), a stawianie mnie w jednym szeregu z fanatykiem z Norwegii czy z zabójcą Łodzi wcale mi się nie podoba. Po trzecie: owa dygresja radnego była na tyle nieporadna i nieskładna, że do samego końca sesji siedziałem nad komputerem i szukałem moich rzekomych agresywnych odpowiedzi na "grzeczne komentarze". A ponieważ ich nie znalazłem, a swoim stwierdzeniem pan Radny niejako wywołał mnie do tablicy, po obradach podszedłem do tego radnego i poprosiłem o sprecyzowanie swoich słów. Niestety nie było warunków do spokojnej dyskusji i stanęło na tym, że lepiej będzie się spotkać i porozmawiać na neutralnym gruncie.

No i właśnie dzisiaj do tego spotkania doszło. Poprosiłem pana Radnego o wyjaśnienie, w których konkretnie słowach doszukał się on agresji pod adresem komentującego. Otóż okazało się, że Radnemu chodziło o słowo "defetyzm", a nadmierna jego troska wynikła z braku wiedzy na temat znaczenia tego słowa. "Defetyzm" (synonim "pesymizmu") wyrwany z kontekstu rzeczywiście może mieć zabarwienie pejoratywne. No właśnie - wyrwany z kontekstu. Przecież powołując się na czyjeś słowa w sposób wyrywkowy, nawet Matce Teresie można by było wmówić agresję. Pan Radny przyznał mi rację i stwierdził, że ostatecznie nie doszukuje się w tych słowach żadnej agresji, a wybrany przez niego przykład nie był do końca szczęśliwy. Zobowiązał się również sprostować swoje słowa na sesji. Trzymam za słowo, a podziękuję mu, jak już to zrobi.

Rozmowa dotyczyła jeszcze kilku innych różnych tematów. Jednym z nich był kontrowersyjny sposób uchwalenia tego niesławnego stanowiska Rady Miasta w sprawie etyki w mediach. Na pytanie, kiedy radni otrzymali treść projektu tego stanowiska, pan Radny odpowiedział, że "koalicja" dostała je kilka dni przed sesją (dla przypomnienia: co najmniej jeden z radnych opozycyjnych otrzymał tekst mailem na 40 minut przed rozpoczęciem sesji - w tym przypadku etyka nie ma zastosowania?!?!). Zapytany, czy to w porządku, że radni otrzymują materiały w terminie krótszym niż 3 dni przed sesją, co utrudnia im zapoznanie się z ich treścią i co stoi w sprzeczności z §6 i §31 Regulaminu Rady Miasta, stwierdził, że dopuszcza to inny punkt regulaminu (o zmianie porządku obrad Rady), a poza tym "zdarza się to dość często" i "TAK JUŻ JEST". Czytaj: tak było, jest i będzie i należy się z tym pogodzić... Taka argumentacja wcale do mnie nie przemawia...

Radny przyznał mi natomiast rację, gdy stwierdziłem, że dyskusja na temat tego stanowiska została przerwana w sposób bezprawny - bez poszanowania dla Regulaminu Rady Miasta, o czym pisałem już w poprzednim tekście. Można to było inaczej rozegrać. Mam nadzieję tylko, że pan Radny powiedział to nie dlatego, że to właśnie chciałem usłyszeć, ale dlatego, że wynika to z jego wewnętrznego przekonania.

Nie wiem, czy ta rozmowa przyniesie jakikolwiek efekt. Większych nadziei sobie nie robię, tym bardziej, że kilka razy pan Radny przyznał, że o pewnych sprawach dowiedział się ode mnie (a przynajmniej tak twierdził). Szkoda, bo w takim razie gdzieś rola kontrolera, jaką powinien odgrywać radny, jako członek Rady Miasta z nadania publicznego, ulega zatraceniu i zapomnieniu. A jeśli Rada Miasta przestaje pełnić funkcję kontrolną, wtedy staje się bezmyślną maszynką do przegłosowywania uchwał. Nawet tych najbardziej kontrowersyjnych.

sobota, 10 grudnia 2011

Oleśnicki cyrk na kółkach: demotywator

W nawiązaniu do:
- legendarnego już tekstu p. Jakuba Jeżyny o "mowie nienawiści".
- słów p. Myszakowskiego na ostatniej sesji.

Demot nieśmieszny... Raczej komentujący, niż bawiący...

sobota, 3 grudnia 2011

O dyskusji i etyce słów kilka

Listopadowa sesja Rady Miasta obfitowała w zwroty akcji. Jednym z jej najdramatyczniejszych momentów była dyskusja nad stanowiskiem RM w sprawie etyki w mediach. Dyskusja, która w pewnym momencie została bezwzględnie ucięta przez Pana Przewodniczącego. Ale o tym za chwilę...

Z ogólnym przesłaniem tego stanowiska trudno się nie zgodzić: dbajmy o czystość i rzetelność debaty prowadzonej w mediach!

Chyba nikt nie ma ochoty uczestniczyć w dyskusji, w której pojawiają się wulgaryzmy, pomówienia i ataki ad personam. Mnie samego takie inwektywy i ataki personalne napełniają odrazą i, gdy prowadzona dyskusja zaczyna niebezpiecznie zmierzać w tym kierunku, z niesmakiem odsuwam się na bok. A gdy dyskusja przejawia symptomy "trollingu" - najczęściej beznamiętnie ignoruję ("karmienie" trolla zazwyczaj tylko zwiększa jego aktywność). Sam w swoich staram się traktować interlokutora z szacunkiem, z nadzieją, że ten odwdzięczy się tym samym.

Jeśli chodzi o rzetelność, to, niestety, wcale nie najlepszy przykład idzie z samej góry: w co najmniej kilku już przypadkach rzetelność i kompletność informacji udzielanych przez UMO pozostawiały wiele do życzenia.

Ale czy inicjatorom tego stanowiska chodziło tylko o komentarze szkalujące i naruszające prywatność osób publicznych? Z wypowiedzi samych radnych, którzy przecież mieli swój udział w jego podejmowaniu, wynika, że nie tylko... Jeden z radnych zrobił wyraźną dygresję odwołującą się do niniejszego bloga i do mnie, dając tym samym do zrozumienia, że również wyważone komentarze (oczywiście nie tylko moje) zawierające MERYTORYCZNĄ KRYTYKĘ, pozbawioną wulgaryzmów i personalnych odniesień, ale godzącą w obóz związany z władzą, są niemile widziane. Po sesji zaproponowałem temu radnemu spotkanie w sprawie wyjaśnienia sobie tej kwestii, propozycję ponowiłem wysyłając maila na jego adres służbowy... Do tej pory odpowiedzi nie otrzymałem.

Ilu radnych pomyślało podobnie jak ów radny i skojarzyło owo stanowisko z krytyką działań oleśnickich samorządowców? Tego nie wiem... Natomiast mogę przypuszczać, że słowa radnego wynikały z niezbyt dokładnej znajomości treści omawianego stanowiska. Dlaczego? Otóż radni (a przynajmniej część z nich) otrzymali projekt tego stanowiska na niecałe 40 minut przed rozpoczęciem samej sesji. Jakie są szanse, że wszyscy radni w ciągu tych 40 minut zdążyli zapoznać się z jego treścią, zrozumieć i podjąć świadomą i suwerenną decyzję w jego sprawie? Szanse te byłyby większe, gdyby projekt tego stanowiska otrzymali razem z pozostałymi materiałami na sesję. Zgodnie z obowiązującym regulaminem RM, wszelkie materiały na sesję powinny być dostarczone radnym najpóźniej na 3 dni przed posiedzeniem komisji stałych Rady Miasta. 

Ale to jeszcze nie koniec: każda uchwała, każde stanowisko powinno być dyskutowane podczas zebrań komisji stałych. Ze względu na ów nadzwyczajny tryb doręczenia tego projektu uchwały, takiej możliwości nie było. Gdy radni rozpoczęli dyskusję na sesji, Pan Przewodniczący RM podjął decyzję o jej przerwaniu. Zrobił to z podniesionym głosem, tak jakby chciał uciszyć rozwydrzone i rozbrykane dzieciaki. 

I wreszcie: wniosek o zamknięcie dyskusji był wnioskiem formalnym, który zgodnie z § 15 ust. 2 Regulaminu Rady Miasta powinien zostać przegłosowany. Takiego głosowania nie było. Pan Przewodniczący wspominał co prawda o możliwości zgłoszenia "kontrwniosku", jednak w żadnym punkcie Regulaminu Rady Miasta nie pojawia się definicja "kontrwniosku", ani opis trybu jego zgłaszania. Być może się mylę, ale wydaje mi się, że dyskusja na temat projektu tego kontrowersyjnego stanowiska została ucięta przez Pana Przewodniczącego bez poszanowania dla Regulaminu Rady Miasta. Samo stanowisko zostało przyjęte większością głosów. Rola Pana Przewodniczącego w całej tej sytuacji jest trudna do przecenienia, a sama sytuacja dokładnie obrazuje mechanizmy panujące w Radzie Miasta Oleśnica.

O ile z ogólną ideą stanowiska można się częściowo zgodzić, to jednak duże wątpliwości budzi brak doprecyzowania jego adresatów* oraz sposób jego uchwalenia.

*W stanowisku jest mowa o "eliminowaniu komentatorów życia publicznego". O kim mowa? O tych, co rzucają wulgaryzmami, wyzwiskami i dokonują ataków personalnych? Czy może o tych, którzy krytycznie odnoszą się do postaw prezentowanych przez osoby publiczne, komentują ich działania, a czasem nawet ich brak? Tego z omawianego stanowiska RM się nie dowiemy...

Zbieżne:

poniedziałek, 28 listopada 2011

Z nowym rokiem podatki w górę

Jakieś tygodnie temu napisał do mnie jeden z czytelników bloga. Próbował mnie zainteresować sprawą podatków lokalnych i tematem ich wysokości na tle obowiązujących limitów. Obiecałem sprawdzić, co się da. Właśnie nadarzyła się okazja: oto bowiem pod obrady Rady Miasta zgłoszony został projekt uchwały  zmieniającej wysokości lokalnych podatków.

Wysokość podatków lokalnych jest ustalana przez władze samorządowe, dzięki czemu stanowią one istotne źródło dochodów miasta. Do podatków lokalnych należy m.in. podatek od nieruchomości. W 2010 roku do miejskiego budżetu z tytułu podatku od nieruchomości wpłynęło prawie 10 mln złotych, co stanowi ponad 10% wszystkich dochodów w miejskiej kasie Oleśnicy. Taki zastrzyk gotówki uratowałby budżet niejednego miasteczka średniej wielkości.

Myślę, że warto się przyjrzeć wysokościom poszczególnych stawek podatku od nieruchomości na tle innych miast i odgórnych limitów ustawowych, ustalanych na szczeblu administracji centralnej. Porównajmy je ze stawkami w trzech innych miastach z nieodległego sąsiedztwa: Oławy, Kluczborka i Wrocławia (na podstawie odpowiednio: Uchwały Nr XII/98/11 Rady Miasta Oławy, Uchwały Nr XIV/133/11
Rady Miejskiej w Kluczborku oraz Uchwały Nr II/9/10 Rady Miasta Wrocławia - nowych stawek podatkowych RM Wrocławia jeszcze nie uchwaliła). Oto zestawienie (na czerwono zaznaczyłem stawki, dla których Oleśnica ma lub będzie miała podatki of nieruchomości wyższe niż Oława i Kluczbork (w 2012) i Wrocław (w 2011 roku), na zielono - stawki odpowiednio niższe):

- wysokość podatku od gruntów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej: Oleśnica obecnie: 0.77 zł/m2 przy limicie 0.80 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 0.82 zł/m2 przy limicie 0.84 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 0.80 zł/m2; w Kluczborku: 0.70 zł/m2; we Wrocławiu: 0.76 zł/m2.
- wysokość podatku od gruntów pod jeziorami, zajętych na zbiorniki wodne retencyjne lub elektrowni wodnych: Oleśnica obecnie: 4.04 zł/ha przy limicie 4.15 zł/ha w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 4.10 zł/ha przy limicie 4.33 zł/ha w 2012 roku; w Oławie: 4.30 zł/ha; w Kluczborku: 4.33 zł/ha; we Wrocławiu: 4.12 zł/ha.
- wysokość podatku od pozostałych gruntów, w tym zajętych na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego: Oleśnica obecnie: 0.39 zł/m2 przy limicie 0.43 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 0.41 zł/m2 przy limicie 0.43 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 0.40 zł/m2; w Kluczborku: 0.35 zł/m2; we Wrocławiu: 0.30 zł/m2.
- wysokość podatku od budynków mieszkalnych: Oleśnica obecnie: 0.65 zł/m2 przy limicie 0.67 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 0.68 zł/m2 przy limicie 0.70 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 0.70 zł/m2; w Kluczborku: 0.70 zł/m2; we Wrocławiu: 0.57 zł/m2.
- wysokość podatku od budynków lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej: Oleśnica obecnie: 20.51 zł/m2 przy limicie 21.05 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 21.30 zł/m2 przy limicie 21.94 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 20.00 zł/m2; w Kluczborku: 17.20 zł/m2; we Wrocławiu: 21.04 zł/m2.
- wysokość podatku od budynków lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie obrotu kwalifikowanym materiałem siewnym: Oleśnica obecnie: 9.57 zł/m2 przy limicie 9.82 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 10.00 zł/m2 przy limicie 10.24 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 10.00 zł/m2; w Kluczborku: 8.50 zł/m2; we Wrocławiu: 9.81 zł/m2.
- wysokość podatku od budynków lub ich części związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych: Oleśnica obecnie: 4.16 zł/m2 przy limicie 4.27 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 4.20 zł/m2 przy limicie 4.45 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 4.45 zł/m2; w Kluczborku: 4.45 zł/m2; we Wrocławiu: 2.89 zł/m2.
- wysokość podatku od budynków lub ich części związanych z udzielaniem świadczeń pozostałych, w tym zajętych na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego: Oleśnica obecnie: 6.88 zł/m2 przy limicie 7.06 zł/m2 w 2011 roku; Oleśnica wg nowych stawek podatkowych: 7.00 zł/m2 przy limicie 7.36 zł/m2 w 2012 roku; w Oławie: 6.50 zł/m2; w Kluczborku: 5.70 zł/m2; we Wrocławiu: 7.02 zł/m2.

Zestawienie pokazuje, że w Oleśnicy stawki podatków od nieruchomości utrzymywane są na wysokościach bliskich limitom. Jeśli nowe stawki podatkowe zostaną uchwalone (a jest więcej niż pewne, że zostaną), to tylko w przypadkach podatku od budynków mieszkalnych i podatku od gruntów pod zbiornikami wodnymi Oleśnica będzie miała niższą stawkę niż Oława i Kluczbork. Pewnie dlatego, że tych jezior, zbiorników retencyjnych i elektrowni wodnych w naszym mieście nie ma za dużo... ;)

Niestety, bardzo niekorzystnie dla naszego miasta wygląda sprawa podatku od nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej: wszystko wskazuje na to, że zarówno w przypadku gruntów, jak i budynków - Oleśnica będzie miała najwyższe stawki podatkowe. Pokazuje to tylko, że przedsiębiorcy w Oleśnicy nie mają łatwo. A jest to o tyle bolesne, że Oleśnicka Strefa Aktywności Gospodarczej świeci pustkami i nie ma widoków na to, by cokolwiek miałoby się w tej materii zmienić. Dla mnie, jako mieszkańca Oleśnicy wygląda to tak, jakby oleśnicki Ratusz nie dbał o inwestycje i o sektor prywatny, który przecież stanowi tak ważną gałąź gospodarki. Najwyraźniej oleśniccy urzędnicy wychodzą z założenia, że lepiej jest ustalić wyższe stawki podatkowe dla obecnych i wciąż aktywnych przedsiębiorców, niż je obniżyć, by przyciągnąć nowych... Smutne to, ale prawdziwe...


W ostatnim numerze "Panoramy Oleśnickiej" można znaleźć wywiad z panią skarbnik miasta, w którym stwierdza ona, że "Oleśnica jest w bardzo dobrej kondycji finansowej i może pozwolić sobie na przemyślaną, planową i konsekwentnie realizowaną od lat politykę inwestycyjną, dzięki której udało się wybudować dzisiejsze wizerunek i markę miasta". Do powyższego stwierdzenia mam kilka zastrzeżeń:

1) skoro kondycja finansowa miasta jest tak wspaniała, to czy konieczne jest serwowanie mieszkańcom Oleśnicy prezentu w postaci podwyżki kolejnych podatków? Specyficznym podatkiem będą też opłaty za parkowanie w centrum miasta... W obliczu kryzysu, coraz głębsze sięganie do kieszeni mieszkańców świadczy raczej o braku innych pomysłów...
2) czy ta "przemyślana, planowa i konsekwentnie realizowana od lat polityka inwestycyjna" zakłada sprowadzenie jakiegokolwiek inwestora do Oleśnicy i chociaż częściowe zagospodarowanie Strefy (nie)Aktywności Gospodarczej? Czy może opiera się tylko na budowaniu nowych basenów, stadionów, kompleksów i mokisów? Przeglądając nasze lokalne media mam wrażenie, że ludzie zaczynają się domagać chleba, a zaczynają mieć dość igrzysk...
3) Marką jest Coca-Cola (chociaż wolę Pepsi). Marką jest Wrocław. Marką jest Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna. Marką była (niestety: czas przeszły) oleśnicka Lesta. Czy Oleśnica jest marką? Przy braku spójnej i konsekwentnej polityki promocyjnej, przy sztucznie tworzonych symbolach miasta i przy braku poszanowania dla tak oczywistych symboli, jak flaga i herb miasta i wreszcie w obliczu tak beznadziejnie nieporadnego ratuszowego pijaru, trudno jest mówić o "marce" miasta...
3) czy ów wizerunek i marka miasta obejmuje coś innego niż status sypialni Wrocławia? Bo coraz częściej tak właśnie się mówi o Oleśnicy. A gdzie wizerunek miasta, przyjaznego przedsiębiorcom, w którym dobrze jest inwestować? Przytoczony powyżej przykład lokalnych podatków pokazuje, że Oleśnica, za sprawą swoich urzędników, nie ma im nic szczególnego do zaoferowania. 
Niestety...

Zbieżne:

czwartek, 24 listopada 2011

Lotnisko w Oleśnicy - demotywator

Pierwszy demotywator do galerii, tym razem według pomysłu czytelnika bloga, p. Łukasza - dziękuję!
Temat nowy, motyw filmowy, format nietypowy, ale chyba czytelny...


piątek, 18 listopada 2011

Proste rozwiązania są najlepsze

Oj, kiepski PR ma oleśnicki ratusz! Kiepski, kiepski i po trzykroć lichy! Jak temu zaradzić? Chyba znalazłem receptę...

Specjalistów od wizerunku nasz magistrat nie ma najlepszych. Albo nawet nie ma ich wcale. Każde wystąpienie kończy się albo skandalem, albo, w najlepszym razie, delikatną wpadką. Wpadką była na przykład akcja "bilety za donosy" i Pan Wiceburmistrz z dumą prezentujący ów (swój?) pomysł na antenie telewizji państwowej. Od tamtej pory, mieszkańcom naszego kraju Oleśnica często kojarzy się, niestety, z psimi kupkami. Skandalem zakończyła wielowątkowa sprawa wizyty Pana Burmistrza w Strasburgu. Właściwie nawet się nie zakończyła, bo Pan Burmistrz jest w trakcie przygotowywania odpowiedzi na "interpelacje" radnego. A wątków tej sprawy jest co najmniej kilka. I bynajmniej nie chcę tu roztrząsać żadnego z nich, bo wiele w tym temacie zostało już powiedziane. Może nawet zbyt wiele...

Bardziej chodzi mi o ratuszowy PR: z jednej strony zupełny brak reakcji ratusza na stawiane przez mieszkańców pytania, a z drugiej reakcje nieprzemyślane, często zbyt emocjonalne, sprawiające wrażenie działań panicznych. Jeśli już ktoś z ratusza podejmuje się wyjaśnienia czegokolwiek, kończy się to zwykle jeszcze większym zagmatwaniem sprawy. Nieporadne tłumaczenia, niedomówienia... Alergiczna reakcja na krytykę... Obrażanie się na wszystkich, którzy zadają zbyt dociekliwe pytania...

Onegdaj Pan Burmistrz tłumaczył się "błędami w komunikacji wewnątrz magistratu". Jednak obawiam się, że w tej chwili sytuacja wymknęła się spod kontroli. W oczach wielu mieszkańców wizerunek Urzędu Miasta podupadł, a postawa prezentowana przez Panią Rzecznik Urzędu Miasta wcale temu wizerunkowi nie pomaga. Jej reakcje są często nieporadne, czasem nacechowane negatywnymi emocjami.

Moim zdaniem osoba zatrudniona na stanowisku rzecznika powinna mieć silny charakter, być odporna na stres i powinna radzić sobie w kontaktach z mediami. Wszystkimi. Dlatego też osobiście uważam, że trudnemu zadaniu dbania o wizerunek Urzędu Miejskiego sprostałby tylko jeden oleśniczanin. Mam na myśli największego twardziela wśród oleśnickich radnych, czyli... p. Wojciecha Bartnika. Przede wszystkim dlatego, że jest silny. Mniejsza o charakter, gdy ciało greckiego boga. Po drugie dlatego, przekazując niedawno swojemu niedoszłemu rywalowi te dwa nagie... JAJA pokazał, że jaja ma i na stres odporny jest. W kaszę sobie dmuchać nie pozwoli!

W kontaktach z mediami niezbędne doświadczenie ma. A w razie czego - niech no mu tylko jakiś pismak i krytykant spróbuje podskoczyć!!! Tym sposobem Urząd Miasta raz na zawsze pozbyłby się problemu natrętnych i krytycznych mediów: jak nie po dobroci, to siłą... perswazji! A że Pan Wojtek do gaduł nie należy... Oj tam, oj tam! A Pani Rzecznik to znowu strasznie wylewna jest, prawda?

PS. I żeby nie było: nie mam zamiaru nikomu niczego sugerować... To zwykły śmiech przez łzy... A pan Wojciech zapewne ma ciekawsze zajęcia na głowie ;-) 

środa, 16 listopada 2011

Bezrobocie w Oleśnicy: demotywator

Tym razem wyższy poziom abstrakcji...
Dzisiejszy demot ma swoje korzenie w słowach Pana Burmistrza wypowiedzianych kilka miesięcy temu na jednej z sesji Rady Miasta:


PS.: Według kwietniowych danych, poziom bezrobocia w powiecie wynosi 16.6%. Wciąż za mało?

wtorek, 15 listopada 2011

Oleśnica obywatelska - odpowiedź przewodniczącego RM

Wczoraj poznałem zdanie Przewodniczącego Rady Miasta Oleśnica na temat inicjatywy obywatelskiej w Oleśnicy. Po przeczytaniu jego odpowiedzi złapałem się za głowę...

Pan Przewodniczący napisał:
"Samorząd w swoich działaniach i celach uwzględnia ideę społeczeństwa obywatelskiego. Tworzenie specjalnych mechanizmów do  wnoszenia tylko uchwał, przez obywateli miasta uprawnionych do głosowania, byłoby działaniem ograniczającym funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego. W Oleśnicy na podstawie istniejących uregulowań prawnych istnieje taka możliwość w zakresie wnoszenia projektów uchwał. Radni zobowiązani są do utrzymywania stałej więzi z mieszkańcami. W dotychczasowej praktyce zgłaszano za pośrednictwem radnych wiele zmian do stanowionych uchwał lub ich projektów."

Doprawdy, nowatorskie poglądy przedstawia Pan Przewodniczący. Albo ja nie nadążam za logiką, zaprezentowaną przez Pana Przewodniczącego, albo Pan Przewodniczący nie rozumie (lub nie chce zrozumieć) o co w tej całej idei społeczeństwa obywatelskiego chodzi...

Z niedowierzaniem przeczytałem słowa Pana Przewodniczącego, w których mówi, że wprowadzanie dodatkowych zapisów prawnych, zwiększających uprawnienia mieszkańców w zakresie stanowienia prawa są "działaniem ograniczającym funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego"! Całkiem zgrzebny łamaniec myślowy, tyle że nieprawdziwy.

Nie po to obywatelska inicjatywa uchwałodawcza jest nazywana OBYWATELSKĄ, by ograniczać funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego! Dla przypomnienia: encyklopedyczna definicja społeczeństwa obywatelskiego to "społeczeństwo charakteryzujące się aktywnością i zdolnością do samoorganizacji oraz określania i osiągania wyznaczonych celów bez impulsu ze strony władzy państwowej". Wprowadzenie obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej miałoby na celu zwiększenie aktywności i świadomości samorządowej, a więc budowanie społeczeństwa obywatelskiego, a nie jego niszczenie.

Co do utrzymywania przez radnych stałej więzi z mieszkańcami... Pan Przewodniczący raczył się wykazać tutaj niezłym poczuciem humoru. Twarda rzeczywistość pokazuje jak dobrze wywiązują się oni z tego zobowiązania. Niedługo będę miał okazję napisać coś o tym... Wystarczy wspomnieć, że na moją wiadomość o Oleśnicy obywatelskiej, wysłaną bezpośrednio do każdego z radnych, zareagowało 3 (dosłownie: trzech) z nich!

Korespondencja z Panem Przewodniczącym trwa. Mam nadzieję, że niedługo będę mógł przedstawić nowe fakty w tej sprawie...

poniedziałek, 7 listopada 2011

Oleśnica obywatelska

Inicjatywa uchwałodawcza to prawo do zgłaszania projektów uchwał pod obrady Rady Gminy (Miasta), które po ewentualnym przegłosowaniu i zatwierdzeniu stanowią element prawa miejscowego. O tym, komu przysługuje to prawo, stanowią odpowiednie zapisy w statucie gminy (miasta) lub w regulaminie określającym organizację wewnętrzną rady. W przypadku Oleśnicy takim dokumentem jest Regulamin Rady Miasta z dnia 29. kwietnia 2003 roku. Według niego inicjatywa uchwałodawcza przysługuje Burmistrzowi, komisjom stałym Rady Miasta, klubom radnych oraz poszczególnym radnym. Najczęściej z przysługującego mu prawa korzysta Burmistrz i to on jest autorem większości projektów uchwał zgłaszanych pod obrady.

W ostatnim czasie w całym kraju daje się zaobserwować trend, w którym coraz więcej Rad Gmin i Miast przyznaje takie prawo również swoim mieszkańcom. Rady wielu miast, w tym tak dużych, jak Warszawa, Katowice, Szczecin, Opole, czy też tych mniejszych jak Czeladź, Świebodzice i Osielsko, wprowadziły zmiany do miejskich statutów, umożliwiające grupie mieszkańców przedkładanie projektów uchwał w sprawach najbardziej dla nich istotnych. Bardzo pozytywny przykład dał wiceburmistrz Tomaszowa Mazowieckiego, który sam wystąpił z pomysłem wprowadzenia obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, by zwiększyć świadomość samorządową mieszkańców oraz wzmóc ich aktywność.

Uzasadnienia obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej należy szukać w Ustawie Zasadniczej. Oto bowiem art. 118 ust. 2 Konstytucji RP mówi, że grupa 100 000 obywateli może wystąpić z inicjatywą ustawodawczą i skierować je pod obrady Parlamentu. Byłoby rzeczą niezrozumiałą, gdyby obywatele mieli możliwość składania ustaw do Sejmu, a byliby pozbawieni możliwości zgłaszania projektów uchwał, stanowiących prawo lokalne, w miastach, w których żyją i mieszkają. A właśnie taki stan prawny wciąż obowiązuje w Oleśnicy.

Niniejszym tekstem pragnąłbym zainteresować wszystkich mieszkańców naszego miasta, a przede wszystkim oleśnickich radnych, instytucją obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej oraz otworzyć debatę na temat budowania w naszym mieście społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy z mieszkańców miałby możliwość wpływania na najważniejsze decyzje podejmowane w naszym mieście i często dotyczące bezpośrednio jego samego. Moim zdaniem, dzięki wprowadzeniu zapisu o obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej do obowiązującego regulaminu Rady Miasta, mieszkańcy mogliby bezpośrednio wpływać na prace samorządu terytorialnego, co z kolei mogłoby pozytywnie wpłynąć na zainteresowanie mieszkańców czynnym udziałem w życiu lokalnej społeczności oraz budowaniem poczucia wspólnoty i odpowiedzialności za miasto.

Damian Siedlecki

PS. Osoby zainteresowane wstępnym projektem stosownej uchwały zapraszam do bezpośredniego kontaktu mailowego: siedlaq@gmail.com.

piątek, 4 listopada 2011

Modlitwa o opamiętanie

Panie Boże,

racz zesłać na oleśnicki ratusz jakiegoś kumatego speca od PR-u, albowiem oni sami nic w ząb nie rozumieją.
Daj im Panie opamiętanie, albowiem z jakimkolwiek wyjaśnieniem nie wystąpią, jeszcze bardziej się zamotają.
O Panie, wskaż im światło, by przestali potykać się o własne nogi...

Amen

środa, 2 listopada 2011

Kto tworzy wizerunek Oleśnicy?

Spektaklu ciąg dalszy... Oto bowiem na oficjalnej stronie miasta pojawił się kolejny materiał z Panem Burmistrzem w roli głównej. Materiał ma formę wywiadu, w którym Pan Burmistrz odpowiada na pytania zadawane przez... no właśnie... kogo? Tego z wywiadu niestety się nie dowiemy.

W materiale tym Pan Burmistrz bezkrytycznie kreuje się na jedynego prawowitego obrońcę Oleśnicy. No bo jak inaczej odczytywać słowa: "Dopóki atakowano mnie i moją rodzinę nie komentowałem tej sytuacji publicznie. Kiedy jednak zaatakowano wizerunek miasta, zabrałem głos". Tymczasem w tej krótkiej wypowiedzi pojawiają się co najmniej dwie niespójności. 

Pierwszą jest fakt, iż tak naprawdę powinien on zabrać głos już właśnie wtedy, gdy atakowano jego osobę i rodzinę (prywatnie). Są na to odpowiednie paragrafy. Naruszenie prywatności to przestępstwo. Tymczasem wizerunek miasta jest kwestią słabo zdefiniowaną, wobec tego bardzo obszerną. Za szarganie wizerunku miasta jeszcze chyba nikt nigdy nie został skazany. 

Po drugie: na wizerunek miasta składają się nie tylko mieszkańcy, ale również ludzie nim zarządzający, jednostki samorządowe oraz ich kierownicy i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. 
Na przykład - na wizerunek Wałbrzycha jako miasta upadłego, złożyli się nie tylko mieszkańcy, którzy za parę groszy sprzedawali swoje głosy, lecz również ci, którzy te głosy kupowali, a więc wszystko na to wskazuje, że byli to lokalni prominenci i tamtejsi działacze partyjni.
Jeśli wrócimy na nasze oleśnickie podwórko: to kto jest odpowiedzialny za nie do końca przejrzysty przetarg, którym zainteresowało się CBA? Mieszkańcy? Media? Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale organizatorem tego przetargu był Urząd Miasta. Dalej: przeciągająca się w nieskończoność sprawa kompleksu sportowego - ona również ma wpływ na wizerunek miasta. Kto ustalał kryteria wyboru najlepszej oferty, dzięki czemu do przetargu mógł stanąć tak nierzetelny wykonawca, jak TIWWAL? Mieszkańcy? Media? Czy Urząd Miasta? Więc bardzo proszę Pana Burmistrza, by nie tłumaczył się wizerunkiem miasta, gdyż on sam ma taki sam wpływ na wizerunek Oleśnicy, jak szeregowi mieszkańcy. 
A może nawet większy...

poniedziałek, 31 października 2011

Oleśnickie pod dywan zamiatanie

Październikowa sesja Rady Miasta. Tym razem powstrzymam się od komentarza w sprawie zachowania Pana Burmistrza w trakcie sesji oraz bezpośrednio po niej. W tym temacie padło już wiele wypowiedzi.  Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na jeden z epizodów tejże sesji, który nie może przejść bez echa.

Chodzi o naganne, moim zdaniem, zapytanie radnego (i tu odstąpię od niepisanej zasady niepodawania nazwisk bohaterów) Józefa Stojanowskiego skierowane do Pana Burmistrza:
"Moi wyborcy pytają wprost: czy Urząd Miasta podjął jakieś decyzje, by ten obraz, który przedstawiony jest, powiedzmy sobie, w krzywym zwierciadle, w jakiś sposób wyprostować, bo to jest opinia, która idzie w świat. Puszczenie pierza w powietrze, jest bardzo trudno zebrać. I ludzie w jakiś sposób, tak oceniają: nas, Oleśnicę i nasz Urząd. Czy wobec tego poszło jakieś pismo, aby tą Panią (...) Redaktor w jakiś sposób zdyskryminować? Ona nie ma prawa do takich supozycji, która w tej w sposób jasny i wyraźny wynika!"

Z przykrością stwierdzam, że słowa Pana Stojanowskiego są słowami niegodnymi funkcji radnego. Jak to możliwe, by członek organu samorządowego, którego zadaniem jest m.in. kontrola prac Burmistrza, pytał Pana Burmistrza, czy podjął jakieś działania mające na celu pociągnięcie do odpowiedzialności Redaktor ogólnopolskiej telewizji (użyte przez radnego "zdyskryminowanie" nie jest tu najlepszym określeniem), tylko dlatego, że zrealizowany przez nią materiał przedstawia Oleśnicę w złym świetle?

Zwracam uwagę na fakt, iż Pan Stojanowski nie prosił Pana Burmistrza o wyjaśnienia w sprawie sprawy prowadzonej przez CBA... Nie o stanowisko oleśnickiego Urzędu Miasta w tej sprawie... Ale o to, czy Urząd Miasta zamierza wyciągnąć jakieś konsekwencje względem Pani Redaktor!

Po pierwsze: osobiście nie interpretuję materiału zrealizowanego przez TVN24, jako przedstawiającego Oleśnicę w niekorzystnym świetle; oleśnicki Urząd Miejski - tak; Oleśnicę - niekoniecznie.
Po drugie: czy to znaczyłoby, że według radnego, mieszkańcy Oleśnicy, powiatu oleśnickiego, regionu czy wreszcie Polski nie mają prawa wiedzieć o sytuacji w oleśnickim Urzędzie Miasta i o wizycie agentów CBA w oleśnickim ratuszu? Bo przecież mogą sobie wyciągnąć wnioski i źle pomyśleć o naszym mieście...
Po trzecie: czy według radnego, należało całą sprawę zamieść pod dywan, bo a nuż wieść się po świecie rozniesie i o oleśnickim ratuszu będą baby w Pcimiu Dolnym gadać? Bez urazy dla Pcimia Dolnego oczywiście...
Po czwarte: co według radnego bardziej szkodzi wizerunkowi Oleśnicy: nieprzychylne reportaże o sprawach toczących się w oleśnickim ratuszu, czy same sprawy?
Po piąte: czy media mają wstępnie segregować wiadomości płynące z Oleśnicy i puszczać w eter tylko te dobre i pozytywne? Wtedy niewątpliwie cała Polska się dowie, że mieszkańcy Oleśnicy są szczęśliwi i żyje im się dostatnio... A niewygodne fakty? Lepiej przemilczeć...

piątek, 28 października 2011

Skołatane nerwy

Dzisiaj odbyła się kolejna sesja Rady Miasta. Niestety obowiązki służbowe sprawiły, że zdążyłem jedynie na ostatnie 2-3 kwadranse obrad. Bardzo żałuję, że nie udało mi się przyjechać wcześniej, bo chciałem zobaczyć, czy ze strony radnych padną pytania co do ostatnich wydarzeń w oleśnickim ratuszu, czyli co "wizytę" agentów CBA, "prestiżową" wizytę w Strasburgu, czy też nieco pokrętne wyjaśnienia w sprawie przetargu na budowę kompleksu sportowego. Kilka pytań podobno padło. Mam nadzieję, że wkrótce w oleśnickich mediach pojawią się bardziej szczegółowe informacje na ten temat. Sam niestety nie mogę nic powiedzieć na ten temat... Jednak jest jedna rzecz, której byłem świadkiem i o której wspomnieć muszę...

Otóż bezpośrednio po zakończeniu sesji reporterzy portalu MojaOlesnica.pl podeszli do Pana Burmistrza z kamerą i mikrofonem w celu przeprowadzenia wywiadu. Nie dosłyszałem pytania, ale mogę się domyślać, że chodziło o którąś ze spraw wymienionych we wstępie. Pan Burmistrz najwyraźniej nie miał ochoty odpowiadać na jakiekolwiek pytania zadawane przez reportera tegoż portalu. Wyraźnie zdenerwowany mówił podniesionym głosem (właśnie dlatego, że podniesionym, cała ta sytuacja przykuła moją uwagę), że nie będzie odpowiadał na jego pytania, bo "manipuluje opinią publiczną" i przekręca informacje. Powtórzył to co najmniej kilkukrotnie. Na pytanie o jakie manipulacje mu chodzi, odpowiedział, że redaktorzy MojejOlesnicy.pl zadają pytania, na które nie ma jasnej odpowiedzi (cokolwiek by to miało znaczyć?!?). Następnie dodał, że MojaOlesnica.pl uzyska odpowiedzi na pytania "w trybie zamówienia publicznego" oraz że domaga się autoryzacji materiału przed publikacją, po czym zamaszystym krokiem opuścił salę.

Kadr z jednego z wywiadów Pana Burmistrza udzielonych portalowi MojaOlesnica.pl 

To nietypowe wydarzenie, którego byłem świadkiem, zupełnie nie pasuje do znanego mi do tej pory wizerunku Burmistrza Oleśnicy. Oto bowiem człowiek brylujący w mediach, pewny siebie i opanowany, zawsze błyskotliwy i uśmiechnięty, nagle zmienia się w kłębek nerwów. Na pytania reaguje widocznym podirytowaniem, odmawia odpowiedzi i wzywa przedstawicieli mediów do składania (sic!) wniosków o udostępnienie informacji publicznej (ciekawostka: zgodnie z prawem, po otrzymaniu takiego wniosku, Urząd Miasta ma obowiązek udzielić odpowiedzi w ciągu 14 dni). Traci kontrolę nad nerwami, co przejawia się przejęzyczeniami typu "zamówienia publiczne" zamiast "informacja publiczna". I bez oglądania się za siebie wychodzi z sali...

Nie bardzo wiem jak odbierać tę sytuację... Czy obyty z mediami człowiek, który nie ma nic do ukrycia, reagowałby w ten sposób?

Update:
Teraz już całkowicie zaniemówiłem: http://olesnica.pl/sm/wydarzenia/445-oswiadczenie-burmistrza

Oleśnicka Strefa Aktywności Gospodarczej - demotywator #1

Zdjęcie aktualne. Pytanie chodziło mi po głowie od jakichś 2 lat. Oto nowy demotywator w galerii:

czwartek, 27 października 2011

Oleśnica (jednak) aktywna!

Odniosłem pierwszy, historyczny sukces! Może nie do końca ja, a raczej idea, dla której niniejszy blog powstał i dla której go tworzę.

Kilka tygodni temu pisałem o miejsko-gminnej kampanii promocyjnej "Aktywna Oleśnica". Zainteresowałem się sprawą strony internetowej, będącej częścią tej kampanii. W tworzeniu tej strony ani miasto, ani gmina nadmierną aktywnością się nie wykazywały. Ten stan już wówczas utrzymywał się od kilku miesięcy...

Aż tu nagle, kilka dni po ukazaniu się tego wpisu, Urząd Gminy Oleśnica i Urząd Miasta Oleśnica przypomniały sobie o istnieniu strony www.aktywnaolesnica.pl i nieśmiało rozpoczęły jej aktualizację. Być może administrator strony przypomniał sobie hasło... i zaczął zmieniać jej zawartość. Zniknęła opcja wyboru języka (rozumiem, że tłumaczenie tej strony byłoby zbyt kłopotliwe), pojawiły się nowe aktualności, zmieniły się opisy obiektów wartych zobaczenia. Strona sama w sobie nie zwala z nóg, ale da się przynajmniej zauważyć jakąś aktywność na tej stronie. 

Oczywiście nie obyło się bez wpadek... Na przykład 20. września br. ukazał się news o wieczorze z poezją Gunnara Ekelöfa, który miał się odbyć... uwaga... 5. kwietnia. ;)

Sukces ten nazywam "dydaktycznym". Dlaczego? Bo prawie każdy wpis na tym blogu ma motywować do (właściwego) działania i pobudzać do (właściwej) aktywności. Nawet, jeśli czasem jest napisany w kpiącym, czy nawet szyderczym tonie... Bo tak naprawdę wszystko zależy od podejścia osób zainteresowanych.

Zapraszam na stronę www.aktywnaolesnica.pl!


PS. Szkoda, że podobnego "sukcesu" nie odniósł wpis o oficjalnej stronie internetowej miasta. Dopisanie słówka "Google" przed "translate" nie jest najlepszym rozwiązaniem...

wtorek, 25 października 2011

Kompleksowe demotywatory

Zaiste dobrą wiadomość dostarczył nam wczoraj "Oleśniczanin" w swoim internetowym wydaniu: otóż najprawdopodobniej zbliża się koniec problemów z basenem otwartym i całym kompleksem sportowym przy Brzozowej. Do zamknięcia sprawy jeszcze daleko (Urząd Miasta nie powinien odpuścić umownych kar za zwłokę), ale na dniach mają rozpocząć się odbiory budowlane.

Z tej okazji dwa "bonusowe" demotywatory, które zdarzyło mi się popełnić wczoraj, jeszcze przed zapoznaniem się z tą radosną wiadomością. Nie straciły bardzo na aktualności... Oba w podobnej "tonacji" :)



Święty Boże - demotywator

Nowy demotywator w galerii:
Próżno czekać ratunku w wiadomej sprawie. Tutaj nawet...

niedziela, 23 października 2011

Trasa Kraków-Oleśnica - demotywator

Kolejny demotywator w galerii:
obserwatorzy oleśnickiej sceny politycznej będą wiedzieć o co chodzi... :)

środa, 19 października 2011

Cytryna na autopilocie

Dzisiaj na oficjalnej stronie Urzędu Miasta pojawił się enigmatyczny komunikat.

Oto bowiem Urząd Miasta informuje, że "w Strasburgu odbywa się sesja plenarna Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy CLRAE. Polski samorząd w tych obradach reprezentuje burmistrz Oleśnicy Jan Bronś" i że jest to ogromne wyróżnienie dla Pana Burmistrza i ogólnie dla całego oleśnickiego samorządu, cieszącego się prestiżem "w środowisku samorządowym".

Bardzo cieszy nas wszystkich to "wyróżnienie" dla Pana Burmistrza, ale dlaczego akurat teraz o tym piszą? Przecież to nie pierwsza (i zapewne nie ostatnia) wizyta Pana Burmistrza w Strasburgu na Kongresie Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy. Pan Burmistrz jeździł tam już co najmniej kilkukrotnie, poprzednio 22-24 marca bieżącego roku, a jeszcze wcześniej np. 11-15 października 2009 roku, a informacje o tym można znaleźć w publikowanych na stronach Urzędu Miasta informacjach o działalności Pana Burmistrza za dany okres czasu. Więc żadna to nowość...

Czytamy dalej...
Dalej, jakby od niechcenia, podana jest następująca informacja: "Zainteresowanych informujemy, że (...) burmistrz udał się służbowym samochodem na podstawie polecenia wyjazdu (delegacji). Obecnie samochód znajduje się w Strasburgu. Na koniec warto podkreślić, że miasto Oleśnica nie zatrudnia kierowcy. W ten sposób zaoszczędzone tysiące złotych związane z utrzymaniem takiego stanowiska można przeznaczyć na inne cele, takie jak oświata czy służba zdrowia. Z racji faktu, że burmistrz nie korzysta z prywatnego samochodu do celów służbowych, nie pobiera również z tego tytułu ryczałtu pieniężnego".

Zestawienie wiadomości o pobycie Pana Burmistrza na Kongresie w Strasburgu z informacją, że udał się on tam samochodem służbowym i że Pan Burmistrz nie ma kierowcy, co rzekomo przynosi Urzędowi Miasta wymierne korzyści w postaci oszczędności, całkowicie zbiło mnie z tropu. W dodatku ten tytuł: "Citroen w Europie"?!?! CITROEN, NIE BURMISTRZ!!


Ten ciąg myślowy był dla mnie nie do ogarnięcia...
... aż do momentu, w którym przeczytałem ten artykuł i obejrzałem ten reportaż:
http://www.tvn24.pl/12690,1721436,0,1,podejrzany-przetarg-na-sluzbowe-auto,wiadomosc.html

I nagle wszystko stało się jasne... Szkoda, bo myślałem, że Citroen pojechał do Europy na autopilocie (co częściowo wyjaśniałoby również trasę z Krakowa do Oleśnicy przez Ostrów Wlkp.)...

P.S. 1.: Nie wiem, kto pisze teksty umieszczane na OFICJALNEJ stronie UMO, ale na nagrodę Pulitzera jeszcze sobie trochę poczeka :)
P.S. 2.: Do Pulitzera może jeszcze daleko, ale nagrodę dla najlepszego oleśnickiego kabareciarza ów autor ma zapewnioną. Za sam tytuł swojego tekstu :)
P.S. 3.: Zobaczyć reakcję wiceburmistrza i usłyszeć jego odpowiedź na pytanie o służbowy parking Urzędu Miasta - BEZCENNE! :) Pewnie spodziewał się pytania o przyjaźń polsko-rosyjską...
P.S. 4.: Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości co do Pani Rzecznik? Wzór taktu i kompetencji! Jak na profesjonalistkę przystało, już w drugim zdaniu straszy prokuratorem... :)

Update:
Zainspirowane anonimowym komentarzem:

I jeszcze jeden:

Bez urazy, Panie Wiceburmistrzu i Pani Rzecznik :)

I jeszcze trzy (oczywiście na podstawie informacji i zdjęć umieszczonych na stronie Urzędu Miasta):



Update #2: żeby nie było żadnej wątpliwości - powyższe demotywatory nie mają na celu obrażania kogokolwiek. Chodzi mi przede wszystkim o pokazanie i podkreślenie absurdu całej sytuacji. Amen.

Zbieżne:

czwartek, 13 października 2011

Błogostan Pana Burmistrza

Pan Burmistrz na swojej stronie internetowej (wpis z 2011.10.10), w odpowiedzi na pytanie zadane mu przez jednego z mieszkańców Oleśnicy żywo zainteresowanych wyjaśnieniem sprawy przeciągającej się budowy kompleksu sportowo-rekreacyjnego przy ul. Brzozowej, wciąż trwa w błogim stanie przekonania o nieomylności własnej i podległych mu urzędników, a krytyczne opinie ludzi "niekompetentnych" i "czerpiących wiedzę z gazet i e-maila" go nie obchodzą.

W nawiązaniu do niezależnych opinii przedstawionych na moim blogu, Pan Burmistrz posługuje się mocno przejaskrawionym i bardzo przesadzonym, hipotetycznym przykładem 100-letniej gwarancji. Żadna, nawet najbardziej szanująca się firma budowlana, w żadnym przetargu nie udzieli tak długiej gwarancji na swoje prace. Z bardzo prostej przyczyny: szanse na dotrzymanie tak długiej gwarancji przez jakąkolwiek firmę są czysto hipotetyczne i Pan Burmistrz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jednak już gwarancja 5- czy 10-letnia byłaby możliwa.
Nie jestem prawnikiem, ale mocno mi się wydaje, że nie jest też prawdą, że w przypadku wcześniejszego ogłoszenia upadłości przez wykonawcę, zamawiający nie może egzekwować swoich praw. Logicznym byłoby, gdyby poszkodowany zleceniodawca mógł dociekać swoich praw wynikających z umowy (w tym również ewentualnego odszkodowania) u syndyka masy upadłościowej, który od momentu ogłoszenia upadłości zarządza majątkiem takiej firmy. Kierując się tokiem myślenia prezentowanym przez Pana Burmistrza, pojęcie gwarancji można by całkowicie wykreślić z polskiego prawa cywilnego, bo przecież równie dobrze można sobie wyobrazić sytuację, w której nierzetelny wykonawca ogłasza upadłość już następnego dnia po realizacji przedmiotu umowy. Czy w takiej sytuacji zleceniodawca również nie mógłby się ubiegać o swoje prawa? Ze słów Pana Burmistrza wyraźnie wynika, że nie. Z zatrwożeniem zapoznałem się z taką opinią Pana Burmistrza. Jest ona o tyle zdumiewająca i niepokojąca, że właśnie jeden z członków konsorcjum realizującego inwestycję przy ul. Brzozowej jest w stanie upadłości.

Dalej czytamy o tym, jak Pan Burmistrz z niewiarygodną pewnością siebie podważa kompetencje jednego z ekspertów, zarzucając mu nieznajomość ustawy Prawo zamówień publicznych. Wydaje mi się, że znakomita większość czytelników mojego bloga prawidłowo zrozumiała słowa eksperta, a jedynie Pan Burmistrz zinterpretował je po swojemu. Wyjęte z kontekstu słowa: "w specyfikacjach istotnych warunków zamówienia trzeba bardziej skoncentrować się na wymaganiach względem oferentów, żeby starać się odsiać mało wiarygodnych" rzeczywiście mogą sugerować, że chodzi o kondycję finansową oferenta. Jednak po przeczytaniu całości wypowiedzi p. Furgalskiego, zrozumiałym jest, że miał on na myśli między innymi okres gwarancyjny. Okres gwarancyjny zwykle dotyczy przedmiotu zamówienia, a nie właściwości wykonawcy, jak sugeruje Pan Burmistrz. Zatem przytoczone sformułowanie nie pozostaje w sprzeczności z ustawą o zamówieniach publicznych. Co więcej - w poprzednim tekście próbowałem udowodnić, posługując się opiniami ekspertów, że przecież długość okresu gwarancyjnego wcale nie musi znajdować się w opisie przedmiotu zamówienia (nie musi być ustalana odgórnie przez zamawiającego), a wręcz może stanowić jedno z kryteriów oceny ofert, a zatem "przedmiot licytacji". Więc gdzie tu sprzeczność z zapisami ustawy o zamówieniach publicznych? Pan Burmistrz najwyraźniej opacznie zrozumiał mój tekst.

Owszem, wielce prawdopodobnym jest, że oferent o niepewnej kondycji finansowej nie będzie w stanie zaoferować konkurencyjnego okresu gwarancyjnego. I na tym cały wic polega. Właśnie takie "odsianie mało wiarygodnych oferentów" z dużym prawdopodobieństwem pozwoliłoby uniknąć niewygodnej sytuacji zaistniałej w naszym mieście. Niestety tego Pan Burmistrz nie potrafi przyjąć do wiadomości. Z góry odrzuca ewentualność stosowania kryterium innego niż cena, jako nieskuteczną lub wręcz korupcjogenną. Ta opinia o nieskuteczności kryteriów innych niż cena bynajmniej nie wynika z przykrych doświadczeń Pana Burmistrza w temacie przetargów, bowiem jeszcze chyba żaden przetarg organizowany przez UMO i rozstrzygnięty, nie posiadał innego kryterium, jak tylko cenowe.

Na koniec Pan Burmistrz, z typowym dla siebie wyczuciem taktu wyraził ubolewanie nad tym, że w tym kontrowersyjnym temacie zabierają głos "osoby, które nie zajmują się na co dzień zawodowo udzielaniem zamówień publicznych, nie ponoszą z tego tytułu żadnej odpowiedzialności, ani zawodowej, ani publicznej, a swoją wiedzę czerpią z gazet i e-maila", co równie dobrze można odczytać jako "cóż wy, maluczcy, możecie wiedzieć o przetargach?". Tym samym Pan Burmistrz odmawia prawa głosu nam - mieszkańcom Oleśnicy - w tak istotnej dla nas wszystkich sprawie. Pan Burmistrz zastosował tutaj również typowy zabieg socjotechniczny, równie stary jak sama polityka: jeśli komuś brakuje argumentów, to najłatwiej jest przenieść dyskusję na inne tory, najlepiej dyskredytując interlokutora. O ile mojej osobie można zarzucić niekompetencję, bo owszem, z zamówieniami publicznymi mam niewiele wspólnego, a tematem zainteresowałem się, bo dotyczy on miasta, w którym mieszkam ja, moja rodzina i moi przyjaciele. Ale zarzucać brak kompetencji byłemu Prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych, p. Tomaszowi Czajkowskiemu, czy niezależnemu ekspertowi z Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR", p. Adrianowi Furgalskiemu - po prostu nie wypada.
Swoje zdanie wyraziłem po zasięgnięciu opinii u tych właśnie ekspertów. Dobry obyczaj nakazywał mi poczekać z publikacją tego tekstu przynajmniej na jedną z tych opinii. Obyczaju tego dochowałem. Jedną opinię otrzymałem mailem, co Panu Burmistrzowi najwyraźniej się nie spodobało. W odpowiedzi przytoczę tylko jedno zdanie z oficjalnej strony Urzędu Miasta: "W dobie wszechobecnej informatyzacji żadna z instytucji zajmujących się dostarczaniem towarów czy usług nie może ignorować faktu potęgi i możliwości jakie daje najnowocześniejsze medium jakim jest Internet".
Drugą opinię znalazłem w gazecie, co również spotkało się z krytyką Pana Burmistrza. Otóż jako ciekawostkę podam tylko, iż Pan Burmistrz najwyraźniej czytuje ten sam dziennik i swoją wiedzę najpewniej czerpie z tego samego, co ja, czasopisma. Wystarczy porównać wypowiedź Pana Burmistrza z 31. sierpnia 2011 r. (od 8. minuty filmu):


z jednym z artykułów opublikowanych w częstochowskim wydaniu "Gazety Wyborczej" pt.: "Basen na Tysiącleciu już pełny wody i... problemów". Różnica między mną, a Panem Burmistrzem jest taka, że ja podaję źródło swoich informacji. Pan Burmistrz najwyraźniej nie musi...

Wielka szkoda, że Pan Burmistrz w swojej wypowiedzi w ogóle nie ustosunkował się do głównego wątku mojego poprzedniego tekstu, mianowicie wprowadzania opinii w błąd. Owo wprowadzenie w błąd miało polegać na uzasadnieniu wyboru ceny, jako jedynego możliwego kryterium oceny ofert i posłużenia się argumentem w postaci stanowiska Rządu RP, zinterpretowanego w niewłaściwy sposób. Tym samym wyraźnie dał do zrozumienia, że w przetargu na roboty budowlane przy kompleksie sportowym nie było innej możliwości, tylko trzeba było zastosować kryterium cenowe.
Tymczasem stanowisko Rządu RP orzeka, że w sytuacji, gdy wszystkie inne parametry przedmiotu zamówienia są szczegółowo opisane w SIWZ, wówczas cena jest rzeczywiście jedynym możliwym kryterium. I to jest rzecz bardziej niż oczywista. Natomiast w przypadku, gdy zapis o okresie gwarancyjnym nie znajduje się w SIWZ, wówczas gwarancja, obok ceny może stanowić takie kryterium. Wynika to bardzo jednoznacznie z zacytowanych przeze mnie wypowiedzi ekspertów. Tymczasem w uzasadnieniu opublikowanym na swojej stronie internetowej, Pan Burmistrz przechodzi nad tym do porządku dziennego, mówiąc, że owszem, możliwe są także inne kryteria, a swoją wypowiedź z dnia 31. sierpnia pozostawia bez komentarza.

Dlatego też należałoby zadać Panu Burmistrzowi pytanie wprost: czy prawdą jest, że 31. sierpnia 2011 roku na sesji Rady Miejskiej wprowadził opinię publiczną w błąd, w niewłaściwy sposób interpretując stanowisko Rządu RP, co mogło sugerować, że żadne inne kryterium, poza cenowym, nie mogło znaleźć zastosowania w przypadku przetargu na budowę kompleksu sportowego przy ul. Brzozowej?

W wypowiedzi Pana Burmistrza zawarta jest jedna pozytywna informacja: "wykonawca zgłosił już obiekt do odbioru Straży pożarnej i w Sanepidzie celem uzyskania opinii odnośnie pozwolenia na jego użytkowanie". Zatem jest szansa, że kompleks sportowy przy Brzozowej zostanie udostępniony mieszkańcom Oleśnicy. Najpóźniej przed kolejnymi wyborami samorządowymi...


Zbieżne: